Pięć(dziesiąt)

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto

Za pięć dni ten blog skończy równe pięć lat! Tak wynika z moich niewyraźnych obliczeń, opartych o wpisy pamiętnikowe, historie przeglądarek i rozmyte wspomnienia. Z tej okazji mam dla Was przepis na najsmaczniejszy tort urodzinowy w tej galaktyce. W prawdziwym świecie powstał z okazji równych lat pięćdziesięciu, które skończyła w zeszłym miesiącu moja (najfajniejsza we wszystkich galaktykach) Mama. W wirtualnym dzielę się nim z Wami i życzę nam jeszcze co najmniej czterdziestu pięciu lat wspólnego świętowania. 

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto koska pismaniye

Próbowaliście kiedyś pişmaniye? Na opakowaniu przedstawione jest jako turecka chałwa w kłębkach, i rzeczywiście w smaku trochę ją przypomina (choć nie ma w składzie sezamu). Najważniejsza w tym specjale jest jednak jego struktura. Pişmaniye to bowiem puszyste kulki z miliona cieniutkich włókien, wytwarzanych poprzez mozolne rozciąganie plastycznej masy cukrowej w podprażonej z masłem mące (spójrzcie na film!) Są lekkie jak świeży, spadający w wielkich płatkach śnieg. I tak samo jak on rozpływają się w sekundę po dotknięciu języka. Jeśli jeszcze tego nie doświadczyliście, biegnijcie do najbliższego tureckiego/arabskiego sklepu, Kuchni Świata lub nawet dobrze zaopatrzonych delikatesów, gdzie pismaniye też czasem się pojawia. To będzie najdelikatniejsza rzecz, jaką w życiu zjecie! A że jest bardzo słodka, z pewnością nie dacie rady całemu opakowaniu na raz – to co zostanie zachowajcie i przyklejcie na brzegi urodzinowego tortu. Będzie idealnym zwieńczeniem rajskiej kombinacji chałwy, czekolady, wiśni i amaretto. 

Wszystkiego najlepszego!

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto

Tort urodzinowy
na biszkopcie kakaowym, z kremem chałwowym i wiśniami

10-12 porcji (forma 23 cm)
częściowo na podstawie tego przepisu

na biszkopt:

  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1/4 szklanki skrobi ziemniaczanej
  • 1/4 szklanki kakao

na krem:

  • 200 ml śmietany kremówki
  • 250 g mascarpone
  • 400 g chałwy (może być z pistacjami, jeśli lubisz jak coś chrupie)

dodatkowo:

  • 1/2 szklanki amaretto
  • espresso (lub mała filiżanka dobrej, mocnej kawy)
  • 220 g dżemu wiśniowego 100% (używam Łowicz, jest kwaskowy)
  • pişmaniye (turecka “chałwa” w kłębkach), do ozdobienia tortu z zewnątrz

 

Zacznij od upieczenia biszkoptu (warto to zrobić poprzedniego dnia – musi porządnie ostygnąć). Wszystkie składniki powinny w miarę możliwości być w temperaturze pokojowej. Przygotuj tortownicę – wyłóż dno papierem do pieczenia, a boki formy pozostaw suche. 

Do jednego naczynia przesiej mąkę, skrobię i kakao, odstaw na bok. Oddziel białka jaj od żółtek i umieść je w dużej misce. Ubij mikserem na sztywną pianę, pod koniec dodając stopniowo cukier. Zmniejsz obroty miksera, ale wciąż ubijając dodawaj po jednym żółtku. Wyłącz mikser, dodaj do masy suche składniki i wymieszaj szpatułką lub drewnianą łyżką, najdelikatniej jak potrafisz. Przelej ciasto do przygotowanej tortownicy i wstaw do piekarnika na około 45 minut. Po tym czasie powinno być równomiernie wyrośnięte, jeśli w centrum wydaje się płaskie to znaczy, że środek jeszcze się nie upiekł – wydłuż czas o dodatkowe 10 minut.

Gorące ciasto wyjmij z piekarnika i upuść je poziomo na podłogę z wysokości niecałego metra (oczywiście w formie). Dzięki temu powietrze ucieknie z niego szybko, co spowoduje, że ciasto nie opadnie. Odstaw do całkowitego wystudzenia.

Żeby wyjąć ciasto z formy oddziel brzegi od formy małym nożykiem. Jeśli wierzch jest mocno zaokrąglony, możesz ściąć mu delikatnie czubek. Przekrój resztę na trzy równe blaty.

Przygotuj krem. W dużej misce lub naczyniu miksera umieść śmietankę i ubijaj na najwyższych obrotach. Kiedy będzie puszysta, wciąż ubijając dodaj mascarpone. Po kilku minutach krem powinien być jednolity i dość sztywny. Dorzuć wówczas pokruszoną chałwę i ubijaj jeszcze chwilę, do dokładnego połączenia. Odstaw do lodówki na czas dalszych przygotowań.

Wymieszaj w szklance amaretto z espresso. Dżem wiśniowy podgrzej w rondelku, aby był bardziej płynny. 

Do składania tortu najlepiej jest zaopatrzyć się w tacę obrotową (używam zwykłej z Ikei) oraz szpachlę do nakładania kremu i najzwyklejszą plastikową szpatułkę. Na tacy ułóż kartonową podstawę lub paterę/talerz, a na niej pierwszy blat biszkoptowy. Nasącz go po całości mieszanką amaretto i kawy. Równomiernie rozprowadź na nim połowę dżemu wiśniowego a następnie przykryj grubą warstwą kremu i wyrównaj. Ułóż kolejny blat i powtórz proces – nasączanie (hojne!), dżem, krem. Przykryj trzecim blatem, nasącz go i przykryj już tylko kremem, nakładając go też od razu na boki ciasta. Wyrównaj wierzch i brzegi (to na tym etapie obrotowa taca i plastikowa szpatułka są najbardziej przydatna). Do kremu na całej powierzchni tortu przyklej porwane na włókienka pişmaniye. Odstaw do schłodzenia na minumum godzinę, a najlepiej na kilka – tort będzie się znacznie lepiej kroił, a smaki się przegryzą. Choć oczywiście najlepiej smakuje to, co zostanie na drugi dzień! Smacznego i sto lat.

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto koska

Nikt nie sprosta

Z natury jestem raczej bezkonfliktowa, ale w pewnych kwestiach nie chodzę na kompromisy. Z jagodziankami sprawa jest prosta - mojemu ideałowi nikt nie sprosta.

Próbuję co roku, ale jeszcze bez sukcesu. Nie znalazłam nigdzie miejsca z jagodziankami, które by mnie w pełni usatysfakcjonowały. Pewnie, ciasto drożdżowe jest dobre nawet samo w sobie, ale w tym przypadku nie najważniejsze - powinno przecież pękać z przepełnienia jagodami i uginać się pod ogromem kruszonki. Piekarnie zazwyczaj o tym zapominają. Oczywiście wszystkie  jagodzianki, które są świeże i naturalne jem ze smakiem, ale żeby w pełni się zaspokoić, muszę - jak w przypadku tylu innych rzeczy! - upiec je sobie sama.

Trochę dziś oszukuję, bo jako że jestem uzależniona od drożdżówek i robię je naprawdę często, zdjęcia są z kilku różnych okazji i nie za każdym razem przedstawiają jagodzianki. Na przykład w brioszkach ze zdjęć poniższych (oraz z pierwszego) w środku znajdowały się maliny. Prezentowały imponującą fuksję i, kwaśne, świetnie kontrastowały z ogromną ilością kruszonki.

Dlatego dzisiaj dzielę się przede wszystkim przepisem na samo ciasto drożdżowe, a wariant w jakim je wykorzystacie może być jeszcze inny od tych proponowanych przeze mnie. Jaki by to jednak nie był eksperyment, nie ma szans że wyjdzie niesmaczny, bo ta brioszka to cudo, idealnie maślana i puszysta, ach.

Najsmaczniejsze na świecie jagodzianki
(i nie tylko, czyli przepis na idealne, uniwersalne ciasto brioche)

9-12 porcji (w zależności od wielkości bułeczek)
Źródło przepisu

Ciasto:
370 g mąki pszennej
50 g świeżych drożdży
 100 ml ciepłego mleka
50 g drobnego cukru trzcinowego
3 jajka
150 g prawdziwego masła, miękkiego
łyżeczka ekstraktu waniliowego
szczypta soli

Kruszonka:
50 g prawdziwego masła, miękkiego
60 g mąki
60 g cukru trzcinowego

+ jagody, ok. 600 g (lub dowolne inne owoce, np. maliny czy wiśnie*)

W dużej misce wymieszać drożdże z ciepłym mlekiem, łyżeczką cukru i mąki. Odstawić na kilka minut w ciepłe miejsce do spienienia. Następnie dodać przesianą mąkę, sól, cukier, ekstrakt waniliowy i roztrzepane jajka (zostawić 1-2 łyżki jajek, do posmarowania bułeczek). Zacząć zagniatanie ciasta (mikserem z hakiem) i stopniowo dodawać kawałki miękkiego masła. Wyrabiać intensywnie przez kilka minut, najlepiej nie mniej niż dziesięć. Ma być elastyczne i pięknie odchodzić od ścianek miski. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia (aż podwoi objętość, zwykle około 1 – 1,5 godziny, podczas upałów wystarcza 40 minut). Po tym czasie ciasto odgazować uderzając w nie pięścią.

Odrywać po małym kawałku (optymalne są kulki wielkości małego pomidora), rozpłaszczać na dłoni, do środka pakować jagody (ile tylko uda się zmieścić, dwie kopiaste łyżki stołowe to minimum. Ja nie dodaję do nich cukru, ale jeśli lubicie słodkie smaki, to można je wcześniej z nim wymieszać). Zlepiać brzegi ciasta jak woreczek i nadawać bułeczkom okrągły kształt. Układać na blaszce wyłożonej pergaminem, łączeniem do dołu, w sporych odstępach. Po uformowaniu jagodzianek odstawić je jeszcze do podrośnięcia i w tym czasie nagrzać piekarnik do 190 stopni.

Przygotować kruszonkę ucierając masło, mąkę i cukier w palcach. Do jajek, które sobie zostawiliśmy dodać trochę mleka i dokładnie posmarować bułeczki. Obsypać kruszonką, lekko ją dociskając, aby dobrze się trzymała. Wstawić do piekarnika na około 30-35 minut (grzanie góra-dół, najlepiej z termoobiegiem). Jeśli zbyt szybko by się zarumieniły, można przykryć folią aluminiową, ale nie należy skracać czasu pieczenia. Po wyjęciu z pieca studzić na kratce. Smacznego!

Uwaga: Tak jak pisałam, z tego samego przepisu można zrobić brioszki z dowolnymi owocami (szczególnie polecam te kwaśne, rewelacyjnie współgrają z delikatnym ciastem i slodką kruszonką – np. maliny czy porzeczki). Można też zrezygnować z nadzienia oraz kruszonki i upiec przepyszne (i bardzo uniwersalne) brioszki śniadaniowe – najlepsze z domową konfiturą, dobrym twarogiem, czy zupełnie same, maczane w kawie. „Czyste” kulki można piec obok siebie w wyłożonej papierem formie – tortownicy lub niedużej prostokątnej – pozwalając im się zrosnąć, otrzymujemy brioszki do odrywania. (Nie polecam tego w przypadku bułeczek z owocami, mają wtedy ograniczoną przestrzeń i raz zdarzył mi się w środkowej zakalec).

* Poza sezonem mogą być mrożone, dodajemy je bez rozmrażania ale mieszamy z 1-2 łyżeczkami skrobii (zwłaszcza te bardziej soczyste)

Mamma mia, to chia

Jeśli jesteście bywalcami tego bloga, wiecie, że zawsze szukam sposobu, by było jak najzdrowiej. Ale eksperymentuję tylko do pewnej granicy. Nie chodzę bowiem na kompromisy ze SMAKIEM. I choć wszystkie przepisy, którymi się z Wami dzielę są w stu procentach zatwierdzone przez (często niejedno) podniebienie, to dziś ośmielę się przyznać, że do tej pory chyba nie było tutaj potrawy z tak niewiarygodnym stosunkiem geniuszu smakowego do wartości odżywczej!

Nasiona chia to niepozorne ziarenka, które pod wpływem kąpieli (w czym zapragniecie - mleku, soku, jogurcie) pęcznieją i tworzą śliski pudding podobny do tapiokowego. Robię go często (tyle różnych kombinacji do wypróbowania!) ale dopiero niedawno pomyślałam o zblendowaniu gotowego na gładką masę. Efekt przerósł oczekiwania, taki pudding jest lekki jak piórko i prawdziwie dekadencki. W dzisiejszej wersji bardzo mocno czekoladowy, przełamany kwaskowymi wiśniami (pora robić powoli miejsce w zamrażarkach!). Smakuje jak najbardziej rozpustny deser, tymczasem to miska pełna zdrowia: kwasów Omega-3 i 6, białka, mnóstwa minerałów, a także witamin i przeciwutleniaczy. Za zjedzenie takiego deseru podziękuje Wam calutki Wasz organizm. Nie mówiąc już o tym ile z tej wdzięczności naprodukuje hormonów szczęścia!

Czekoladowo – wiśniowy pudding z nasion chia

2 porcje

2 niepełne szklanki mleka (może być roślinne)
6 pełnych łyżek nasion chia
½ szklanki kakao
2 paski gorzkiej czekolady + ew. więcej na wiórki
1/3 szklanki miodu/syropu klonowego czy innego/cukru (lub więcej do smaku)
szczypta soli morskiej
2/3 szklanki mrożonych wiśni

Nasiona chia zalać mlekiem i odstawić do lodówki na kilka godzin (najlepiej na noc). Wiśnie też włożyć do lodówki, aby rozmroziły się, ale pozostały w zimnie. Chia przez ten czas spęcznieją i utworzą z mlekiem galaretkę. Należy przełożyć ją do blendera dodając kakao, czekoladę (nie trzeba jej rozpuszczać – jeśli blender poradzi sobie z chia, to i czekolada mu nie straszna)*, miód lub inne słodzidło oraz kilka mrożonych wiśni. Zmiksować wszystko na gładki pudding. Jeśli będzie za gęsty (np. w przypadku użycia cukru lub twardego skrystalizowanego miodu), dodać więcej mleka. Warto dodatkowo schłodzić pudding przed podaniem, ale nie jest to konieczne. Można od razu przełożyć do naczynek, wymieszać z pozostałymi wiśniami i ewentualnie oprószyć wiórkami czekolady. Smacznego!

* Mój blender to żaden Thermomix, ale jak widać poradził sobie ze zmieleniem drobnych nasion. Ma moc 525 W i jest stojący (kielichowy). Ręcznym („żyrafą”) nie jestem pewna, czy pudding wyszedłby tak gładki. Ale nie martwcie się - etap blendowania można pominąć i (choć powstanie zupełnie inny deser) efekt również będzie pyszny – ja bardzo lubię żelkowate puddingi z całych nasion chia!