The 12 Dishes of Polish Christmas

Jakiś czas temu podporządkowałam swoje życie pracy nad projektem, którego efekt końcowy ujrzał przed kilkoma dniami światło dzienne. Od razu wykrzyczałam to na FB, ale moja internetowa wylewność nie pozwoliłaby mi przecież na tym zakończyć. Kto chciałby przeczytać dziś więcej na temat tego, jak razem z Culture.pl nakręciłam dwanaście anglojęzycznych filmów przedstawiających przepisy na polskie potrawy wigilijne – be my guest!

vlcsnap-2015-12-12-15h22m28s237.jpg

Mam szczęście za wieloletnią przyjaciółkę mieć pewną zdolną montażystkę, Martę. Już od jakiegoś czasu snułyśmy plany połączenia sił i kręcenia kulinarnych klipów. Szeroko rozumiana filmowa współpraca dobrze wychodziła nam od zawsze, choć ostatnie, co razem stworzyłyśmy (zapewne jakiś wciągający thriller, tudzież teledysk muzyczny) prawdopodobnie wciąż jest na VHS-ie. Zbieranie się do wspólnego nagrywania zajęłoby nam bez mała kolejne dziesięć lat... gdyby nie pojawił się bodziec nadający temu ręce, nogi i miano prawdziwego projektu.

Bodźcem był pierwszy mail od Sylwii z Instytutu Adama Mickiewicza. Kiedy przyszedł, tajemniczo napomykając o propozycji stworzenia kulinarnych filmów, byłam na kolacji z przyjaciółmi. Pobieżnie przeczytałam powiadomienie na telefonie i, mimowolnie zachichotawszy, od razu się tym z nimi podzieliłam. Moje towarzystwo nie mogło zdecydować czy zabawniejsza jest wizja Marianny gotującej przed kamerą niczym Robert Makłowicz, czy może raczej odcinek Kuchennych Rewolucji w moim domu? Żartom ze mnie na ekranie nie było końca. I podczas gdy najgłośniej chyba śmiałam się ja sama, kilka dni (i wiele maili) później znalazłam się na planie pierwszego filmu kulinarnego w swojej karierze.

Doskonale wiecie, że decyduję się na współprace wtedy, gdy są one w pełni zgodne z moim sercem i sumieniem. Od dawna gotowałam i będę gotować dalej z ziołami Baziółki pod ręką, to samo z prenumerowaniem Kukbuka i czytywaniem zdrowych newsów na hellozdrowie.pl. Kult czekolady Lindt wyznawałam na długo przed tą inicjatywą, a każdemu kto pyta gdzie jeść we Wrocławiu od dawna polecałam (i polecam dalej) Food Art Gallery. Współpraca z Culture.pl jest dla mnie kolejnym wyróżnieniem, bo to portal naprawdę bliski mojemu sercu. Czytuję go od lat, bardzo często wpadając w pułapkę licznych odnośników w artykułach, które przenoszą mnie do kolejnych i kolejnych tekstów. Zazwyczaj chodzę z głową w chmurach, ale jeśli zdarza mi się być na bieżąco z kulturalnymi newsami, prawie na pewno zawdzięczam to właśnie im. Jakby tego było mało, niezliczoną ilość razy ich zasoby ratowały mnie z opresji na studiach – nawet ostatnio, kiedy nagle okazało się, że już dawno powinnam była wybrać temat swojej pracy licencjackiej.

Teraz coś, co stworzyłam jest częścią tej skarbnicy wiedzy, a ja pękam z dumy i przybijam piątkę z Martą, bez której zupełnie nic by przecież nie powstało. Patrzymy na te filmy z zupełnie innej perspektywy niż Wy, to jasne. I mimo niedociągnięć, które w nich widzimy, ogromnie cieszymy się ze wspólnego sukcesu.

vlcsnap-2015-12-12-15h24m10s36.jpg

Nie ma co udawać, że kiszona kapusta nie klei się do noża przy krojeniu, a masa makowa na palcach wcale nie przypomina ziemi pod paznokciami. Domowe pierogi były, są i będą asymetryczne, a lepiąc je przez cały grudniowy dzień nietrudno dać się zaskoczyć zachodowi słońca (i kończyć robotę w ciemnopomarańczowym świetle). Podczas pracy nauczyłyśmy się, że to jest okej – kwestie, które z początku uważałyśmy za niedoskonałości, przy odpowiednim podejściu okazały się być po prostu autentyczne. Kręcone z ręki filmy postanowiłyśmy utrzymać w konwencji „podglądania” w kuchni. Jest naturalne światło, nierówne ujęcia, kadry przysłonięte plecami skupionej kucharki. Raz na jakiś czas jest trochę mnie, pojawia się nawet Luizjana, która dzielnie towarzyszyła mi w starciach z karpiami i piernikami. Chciałyśmy, żeby było szczerze, domowo i spokojnie. I choć te filmy miały trafiać w Wasze serca, a nie na duże ekrany, dostały nawet przemiłą nominację do Oscara :)

Post na Facebooku generalnie sprowokował ogromny napływ ciepłych słów i poparcia dla naszego projektu. Odświeżamy stronę bez przerwy, wciąż na nowo ładując zapasy dobrej energii płynącej z Waszych wiadomości i komentarzy. Za każde słowo ogromnie dziękujemy. Wciąż jesteśmy bardzo ciekawe Waszych opinii, dlatego piszcie jak najwięcej, co Wam się podoba, a co warto zmienić – musimy wiedzieć na przyszłość, aby każdy kolejny film był coraz lepszy!

Oto link do całego artykułu: http://culture.pl/en/article/the-12-dishes-of-polish-christmas (z tekstem Magdaleny Kasprzyk-Chevriaux), a poniżej wstawiam wszystkie dwanaście filmów (koniecznie oglądajcie w HD!). Do moich ulubionych należą chyba kutia i makowiec, ale wiadomo, że nie od dziś mam obsesję na punkcie masy makowej. Marta wyjątkowo lubi jeszcze gołąbki.

Barszcz na zakwasie:

Zupa grzybowa:

Karp wigilijny:

Karp po żydowsku:

Śledzie w śmietanie (przepis mojej mamy!):

Pierogi z kapustą i grzybami:

Wigilijna kapusta z białą fasolą:

Gołąbki:

Kutia:

Piernik staropolski:

Makowiec:

Kompot z suszu:

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

Roladki z cukinii z wędzoną rybą i jogurtem cytrynowym

O modzie na jedzenie pisać nie trzeba, jest bowiem tak wszechobecna, iż ciągłe podejmowanie tematu (celem zrozumienia fenomenu) lada moment zacznie nas wszystkich zwyczajnie irytować. Ja obrałam taktykę, która pozwala mi wyciągnąć z tej mody maksimum dobrego i wartościowego – doświadczenia, smaku, ale i wiedzy, informacji. Skupiam się na jej pojedynczych składowych, starając się odróżnić medialną otoczkę od tego, co faktycznie niosą za sobą ciągłe promocje dobrego odżywiania.

A co niosą? Na czym skupiają się przede wszystkim? Dokształcają i pracują nad ogólną edukacją w kwestii kulinarnych możliwości każdego z nas – opuszczamy schemat przysłowiowych już niemal kotletów i ziemniaczków, poznajemy i zwracamy uwagę na produkty mniej znane, niekiedy wręcz ekskluzywne. Ale w tym samym czasie, zupełnie od tego niezależnie, starają się uświadomić nam, że i z najbardziej podstawowych, znanych nam składników możemy wyczarować rzeczy całkiem nowe i w świeży, oszałamiający sposób - pyszne. A to robią przede wszystkim wynosząc na piedestał dwie wartości: lokalność i sezonowość. Coraz popularniejsze stają się comiesięczne wymiany kart menu w restauracjach, a lokalni farmerzy i prywatni producenci najróżniejszych wyrobów to ostatnio sławy głośniejsze od tych z showbiznesu. Na tym podobnych zabiegach kulinarnego rynku nasze żołądki i podniebienia korzystają tak bardzo, że nie wątpię iż nauka taka nie pójdzie w las.

Ja wzięłam sobie do serca obie te wartości przygotowując dla Was dzisiejszy przepis. Rukola, szczypiorek i przede wszystkim cukinia właśnie teraz czekają na nas w naszych ogrodach (no, a przynajmniej na bazarkach). Z kolei ryby przyjechały do mnie prosto z małej nadmorskiej wędzarni – jednej z tych, które czuję się niemal w obowiązku wspierać, aby nigdy nie zostały wyparte przez wielkie hurtownie. Nie twierdzę, że to właśnie z tych dwóch względów danie tak bardzo mi smakowało, ale z całą pewnością jakoś przyczyniły się one do satysfakcji, którą dało mi jego przyrządzenie. Następnym razem (bo wiem, że taki będzie) użyję własnoręcznie zrobionego jogurtu! To miłe uczucie, spróbujcie.

Roladki z cukinii z wędzoną rybą i jogurtem cytrynowym

1 duża lub 2 średnie cukinie*
przyprawy: sól (u mnie czarna cypryjska), estragon, czosnek niedźwiedzi, wędzona ostra papryka;
oliwa (z drugiego tłoczenia; lub inny olej dobry do obróbki termicznej)

250 g jogurtu greckiego
2 łyżki soku z cytryny
Czarny pieprz, mielona kolendra (ziarno)

ulubiona wędzona ryba (użyłam tuńczyka i maślanej)
czarne oliwki
szczypior
rukola

Cukinię pokroić wzdłuż w plastry o grubości ok. 0,5 cm. Rozłożyć na blasze wyłożonej papierem, skropić oliwą, obsypać hojnie przyprawami i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni (jeśli ma tryb grillowania, to właśnie jego użyć). Po 5 minutach odwrócić cukinię na drugą stronę, po czym wyjąć i ostudzić na talerzu. Przygotować twarożek: serek wymieszać z sokiem z cytryny i przyprawami – kolendrą i pieprzem (ich ilość regulujemy w zależności od własnych upodobań).

Każdy plaster cukinii po kolei ułożyć na talerzu, stroną z przyprawami z wierzchu (tak by była wewnątrz roladki). Na środek kupka cytrynowo-kolendrowego twarożku, następnie oliwki, posiekany szczypior, ryba (w przypadku polędwicy z tuńczyka plaster, maślana już dała się jedynie „wydłubać”) i kilka liści rukoli. Zawinąć, spiąć wykałaczką i gotowe. Można przygotować z wyprzedzeniem (lub, jak kto woli, schłodzić przed podaniem). Smacznego!

*Od wielkości cukinii zależy wielkość roladek – jeśli mają to być przekąski na jeden gryz (np. na przyjęciu), lepiej użyć cukinii mniejszych, z mojej gigantycznej wychodziły spore i najwygodniej bylo jeść je sztućcami.