Rozpustny Ranek w letnim Kukbuku

Czy ktoś z Was nie ma jeszcze nowego, letniego numeru Kukbuka? Wierzcie mi, chcecie nabyć go jeszcze przed weekendem. Jest piękny i wciągający, od pierwszej aż po ostatnią stronę. I choć nie chcę, by brzmiało to zbyt próżnie, znajdziecie w nim też trochę smakowitości ode mnie. Kto odmówiłby śniadaniowej uczty, w ramach której serwuje się sałatkę z komosy ryżowej z bobem i truskawkami, jajka w kokilkach z łososiem i majonezem pomarańczowym, zieloną soccę z cukinią, jabłkiem i bursztynem oraz orzeźwiający napój znany jako chia fresca z limonką?

Wszystkie moje przepisy, wśród stosu innych wspaniałości, w wakacyjnym numerze Kukbuka - miłej lektury!

Lato latem, mrozy mrozami

Czy u Was też jest właśnie na termometrach 31 stopni? Kocham lato, ale dni, w których przypięcie roweru do metalowej barierki niesie ze sobą ryzyko poparzenia, to znak, że robi się zbyt gorąco by trzeźwo myśleć. Jak sobie radzicie z upałami? Ja robię, rzecz jasna, lody, ale często się okazuje, że to zdecydowanie za mało. Pakuję więc do swojej małej zamrażarki kolejne eksperymenty – i nawet jeśli nie wszystkie są udane, to przynajmniej zawsze są naprawdę zimne.

Nie zwariowałam jeszcze do końca (jak na przykład mój kolega zakładający czasem mrożone skarpetki), ale dość intensywnie korzystam z domowych możliwości jakiejkolwiek ochłody. Mrożę składniki na śniadaniowe koktajle (aby po zmiksowaniu jeść je łyżką jak lody), arbuza i winogrona jako przekąski (spróbujcie, w temperaturze poniżej zera dzieje się z nimi istna magia!), kawę (w kostkach) i herbatę (ice tea jako „slushie” – wow) ... a że wciąż mi mało, to ostatnio zamroziłam sobie ciasto. I to nie po pieczeniu, a zamiast! W efekcie powstało coś pomiędzy torcikiem lodowym a sernikiem na zimno, z pewną ważną adnotacją: deser jest w pełni roślinny i nie ma w nim ani jednego składnika, który nie byłby naturalny i super zdrowy. Jeśli chodzi o smak, co się będę rozpisywać - fakt, że dzielę się przepisem jest sam w sobie gwarancją, że ciężko byłoby go jeszcze udoskonalić.

Mój przepis znalazł się w gronie inspiracji kulinarnych na stronie Westwing – przygotowujcie go przez całe lato, podmieniając świeże truskawki na dowolne owoce, które już zaraz za moment pojawią się na straganach! Zajrzyjcie też po towarzyszące mu propozycje od Marty z Jadłonomii, Moniki z Chilitonki, Anny z Kuchennymi Drzwiami i Ani z Na Miotle.

Mrożony torcik kokosowy z truskawkami
z orzechów nerkowca

na formę o śr. 20-22 cm

na spód:
½ szklanki suszonych daktyli (+ woda do namoczenia)
½ szklanki orzechów laskowych

na masę:
1 szklanka orzechów nerkowca, namoczonych przez noc
1 szklanka niesiarkowanych wiórków kokosowych, namoczonych przez noc
1 puszka mleczka kokosowego, schłodzona i niewstrząśnięta
½ szklanki syropu klonowego lub miodu
sok i skórka z 1 cytryny
nasiona z 1 laski wanilii
szczypta soli morskiej
+ 300 g świeżych truskawek

Zaczynamy od przygotowania spodu. Daktyle zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na dziesięć minut. W międzyczasie prażymy lekko na suchej patelni orzechy laskowe (można zastąpić je włoskim lub migdałami), studzimy i przekładamy do malaksera. Dodajemy odciśnięte z wody daktyle i mielimy całość na gładką masę. Wylepiamy spód tortownicy (wyłożony wcześniej pergaminem) i odstawiamy do lodówki.

Namoczone orzechy nerkowca i wiórki kokosowe odsączamy dokładnie i przekładamy do najmocniejszego blendera jaki posiadamy. Dodajemy sok i skórkę z cytryny, ziarenka wanilii, syrop lub miód i szczyptę soli. Puszkę mleczka kokosowego otwieramy ostrożnie i pozbywamy się zebranej u góry płynnej części (zachowujemy ją np. do koktajlu). W blenderze umieszczamy jedynie twardą, stałą kokosową śmietankę. Miksujemy całość na najwyższych obrotach do całkowitej gładkości. Wylewamy na spód w tortownicy i odstawiamy na całą noc do zamrażarki. Torcik wyciągamy godzinę przed podaniem, aby lekko się rozmroził. Dekorujemy świeżymi truskawkami (lub innymi dowolnymi owocami). Smacznego!

 

Niedecyzyjna

Trudną jest sztuka dokonywania wyborów. Od trzech tygodni męczę się z niemożliwą do podjęcia decyzją, która z nieprawdopodobną mocą zaważy na moich przyszłych losach. Liczyłam po cichu na to, że któreś drzwi same zatrzasną mi się przed nosem, ale nic z tych rzeczy - świat stoi otworem w obydwu wariantach, a ja miotam się w czymś przypominającym odwrotność konfliktu tragicznego - gdzie każda z opcji oferuje takie rewelacje, że nie sposób uznać wyższość którejkolwiek.

Odkąd wisi nade mną Wielka Decyzja, nie ma godziny, w której nie rozmyślałabym o tym jak bardzo nie potrafię podjąć tej właściwej. Trudne wybory dostrzegam tym samym we wszystkich pozostałych, nawet najbardziej prozaicznych sferach życia. Odechciewa mi się kupna nowego notatnika, kiedy każdy z czterech nowych kolorów w jakich jest dostępny wydaje mi się idealny. Co rano zdążam zjeść całe śniadanie zanim zdecyduję co zrobić w następnej kolejności, nie mówiąc o planowaniu reszty dnia. Zaś kiedy szukam pomysłu na tartę, przechadzam się godzinę po ogrodzie i, zbierając owoce, rozmyślam które najlepiej będzie ułożyć na wierzchu. A kończy się tak, jak widać na zdjęciu wyżej...

Nic bym więcej od życia nie chciała, jak tylko by w kwestii decydowania o swojej przyszłości, móc - tak jak w przypadku tarty - uznać, że biorę wszystko naraz.

IMG_7049-2.jpg

Jogurtowy krem à la pâtissière, który wypełnia prezentowaną dziś tartę jest wspaniały, znacznie lżejszy w smaku niż klasyczny. Jest słodki, ale przełamuje go delikatna kwaskowatość greckiego jogurtu. Dobrze komponuje się z wyrazistymi owocami, ja szczególnie upodobałam sobie jagody. Z kolei spód, jak na wykonany w całości z razowej mąki, jest zaskakująco kruchy. Bardzo go polecam, choć można oczywiście użyć innego, jeśli macie swoje sprawdzone klasyki. W obu przypadkach daję tej tarcie gwarancję pysznego smaku!

Tarta z jogurtowym crème pâtissière i letnimi owocami
na razowym cieście kruchym

forma o średnicy 23-26 cm
przepis na spód stąd

Ciasto:
225 g razowej mąki pszennej (drobnomielonej)
150 g prawdziwego masła, zimnego
40 g cukru pudru
szczypta soli

Krem:
225 ml mleka
3 żółtka
50 g cukru
50 g masła
3 łyżki z górką skrobii kukurydzianej (lub ziemniaczanej)
300 g jogurtu greckiego
pół laski wanilii lub 1 łyżeczka ekstraktu

+ ulubione letnie owoce (nie same słodkie borówki, warto dodać kwaśne porzeczki, maliny, jagody)

Przygotować ciasto. Mąkę przesiać (otręby, które zostaną na sitku wyrzucić), dodać cukier i sól i zagnieść z pokrojonym w kostkę masłem. Najłatwiej zrobić to z pomocą malaksera. Zagnieść kulę, owinąć ją w folię i schłodzić przez godzinę w lodówce. Po tym czasie ciasto rozwałkować między dwoma kawałkami folii spożywczej na grubość ok. 4-5 mm, tak aby utworzyło koło trochę większe niż forma do tarty. Wierzchnią warstwę folii zdjąć, ciasto przenieść do formy (wysmarowanej masłem) odwracając je po drodze. Pozbyć się drugiej folii. Wylepić formę dokładniej, wyrównując także brzegi. Podziurkować widelcem, przykryć pergaminem i wysypać fasolę, ryż lub specjalne groszki do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 15 minut. Po tym czasie zdjąć obciążenie i pergamin i dopiekać jeszcze ok. 15-20 minut (do zezłocenia). Ostudzić całkowicie.

W międzyczasie zrobić krem. Ziarenka z wanilii wyskrobać i razem z laską wrzucić do mleka. Zagotować i zdjąć z ognia. W innym garnku żółtka utrzeć z cukrem i skrobią na puszysty kogel-mogel. Wciąż ubijając dodawać powoli gorące waniliowe mleko (laskę zachować na następny raz, jest w niej jeszcze dużo aromatu). Garnuszek niezwłocznie postawić na ogniu i nie przerywając ubijania doprowadzić do zagotowania. Masa musi bardzo zgęstnieć (bardziej niż budyń), trzeba pilnować dokładnego mieszania, bo lubi przywierać do dna! Przełożyć do miski i przykryć folią spożywczą (tak by dotykała bezpośrednio powierzchni). Odstawić do wystudzenia, a jogurt grecki przełożyć na sitko wyłożone gazą lub czystą kuchenną ściereczką, i odsączyć do konsystencji gęstego serka (ok. 1-2 godzin). Po całkowitym ostudzeniu budyniu zmiksować go z odsączonym jogurtem.

Wyłożyć krem na spód. Udekorować owocami i odstawić do schłodzenia, najlepiej na całą noc. Bezpośrednio przed podaniem można posypać (bardzo delikatnie!) cukrem pudrem, aby dodać urody. Tarcie smakuje wspaniale z filiżanką mocnej kawy. Smacznego!

(Uwaga: z tego przepisu można zrobić również małe tartaletki (spody piec wtedy o kilka minut krócej). To dobre rozwiązanie, jeśli obawiacie się kremu pâtissière - mnie też czasem z nim nie po drodze. Zwykle wychodzi, ale zdarza mu się gorzej zastygać i wówczas duża tarta, krojona na kawałki, może się rozpływać. Małe tartaletki rozwiązują problem, bo znikają na jeden raz!)

Drożdżówki z truskawkami i kruszonką

Cisza tu i spokój. Jestem ostatnio w wielu miejscach - tych prawdziwych, nie wirtualnych - i jakimś kosztem odbywać się to musi. Blogi (mój własny oraz Wasze), facebooki i cały internet nie są mi teraz w głowie. Czuję wstręt do ekranów. Ogarnęło mnie przerażenie gdy zdałam sobie sprawę, iż dzień bez komputera od dawna u mnie nie występował, przestałam więc go włączać, oczyszczając się trochę z przyzwyczajeń zjadających mój czas (który, szczególnie w tym okresie w roku, można przecież wykorzystać na tyle wspaniałych sposobów!). Nie wątpię, iż odrobina dobrych chęci wystarczyłaby do umiejętnego wyciągnięcia z internetowych zasobów tego, co w nich wartościowe nie tracąc przy tym połowy dnia... jednak narazie, żeby ją w sobie wykrzesać, potrzebuję radykalnego odwyku, który przypomina mi o tradycyjnych metodach komunikowania się z ludźmi, szukania przepisów kulinarnych czy słuchania muzyki.

Cisza i spokój, i nikt nie spodziewa się, że na tego bloga nadciąga truskawkowa apokalipsa. Zbiór receptur z udziałem tych owoców, jaki mam dla Was w przygotowaniu, jest tornadem przy  wicherkach, baobabem wśród wykałaczek! Choć już po dzisiejszej notce (oraz liczbie godzin, jaką zajęło mi jej przygotowanie) widzę, iż większość tych przepisów posłuży pewnie na przyszły sezon, mój entuzjazm nie słabnie i chciałabym, aby tak samo było z Waszym. Na osłodę oczekiwań przesyłam więc (wirtualnie - a czy nie piękniej byłoby dostać je w realu?) idealne wiosenne drożdżówki, miękkie i maślane, z kupą kruszonki i, oczywiście, dużą ilością truskawek. Do zobaczenia!

Drożdżówki z truskawkami i kruszonką

(8 dużych bułek):

Źródło przepisu

2,5 szklanki mąki pszennej (najlepiej chlebowej, ja użyłam typ 550)
3/4 szklanki ciepłego mleka
3 łyżki cukru
2 jajka
60 g masła
7 g suchych drożdży (= ok. 25 g świeżych)
1/4 łyżeczki soli
kilka łyżek bułki tartej
400 g truskawek (mogą być mrożone)

Masło roztopić i ostudzić, mleko podgrzać lekko, jeśli jest z lodówki. W dużej misie wymieszać dokładnie 1 jajko, 1 żółtko (białko zachować do smarowania bułek), mleko, masło i cukier. Następnie do miski przesiać mąkę z drożdżami i solą. Wszystko razem zagnieść i odstawić przykryte ścierką do podwojenia objętości (ok. 1 godziny).

Kiedy ciasto zacznie wyłazić z miski, ponownie krótko je zagnieść i uformować bułeczki dowolnych kształtów i rozmiarów - mi wyszło osiem wielkich serc. Poukładać je na blasze (zachowując odstępy, jeszcze się powiększą) i odstawić. Podczas gdy bułki będą sobie rosnąć, przygotować truskawki (jeśli używamy świeżych, ja wykorzystałam zamrożone, już z tegorocznych zapasów) - umyć, odszypułkować i ewentualnie podzielić większe egzemplarze na połówki lub ćwiartki. Mrożonych nie rozmrażamy. Przygotowujemy też kruszonkę, mieszając:

3 łyżki mąki
3 łyżki gruboziarnistego cukru
3 łyżki masła

To ostatnie roztapiamy na patelni, gorącym zalewamy wymieszaną mąkę z cukrem. Powstaje masa przypominająca mokry piasek. Można jej zrobić więcej, bo jest najlepszą częścią całego tego przepisu (ot niespodzianka), ale i ta ilość wystarczy z pewnością na wszystkie bułeczki.

Wyrośnięte serca przygotowujemy na przyjęcie truskawek, ugniatając środek tak, aby ciasto było w nim bardzo płaskie. Buły smarujemy obficie białkiem jaja, dołki posypujemy odrobiną bułki tartej i układamy owoce. Kruszonkę rozdzielamy sprawiedliwie pomiędzy wszystkie drożdżówki. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni (najlepiej bez termoobiegu, który wysusza). Wyciągamy kiedy już pięknie urosną i się zarumienią - ok. 20 - 25 minut. Nie jest niespodzianką, iż najlepiej smakują ciepłe, warto więc piec je tuż przed podaniem.

Smacznego!