Tropikalnym latem

IMG_2494small.jpg

Różne sprawy trzymają mnie ostatnio z dala od tego bloga. Część fajna, część nie, a do tego to gorące lato, które sprawia, że w luźniejszych chwilach na autopilocie kieruję się jak najdalej od komputera (czy, mówiąc inaczej, jak najbliżej jeziora). A w kuchni dzieje się sporo, bo lato jest w tym roku wyjątkowo intensywne – własne pomidory, przetwórstwo owoców, nalewki, kombuche, i dużo dużo Japonii, która ujrzy kiedyś światło dzienne, ale to jeszcze kiedyś dosyć odległe. 

I w tym bałaganie zatrzymałam dla siebie niechcący przepis na zupę wiosenną, ale i latem idealną – zwłaszcza tak tropikalnym, bo oprócz młodych polskich buraków są w niej kokosy, kiwi, bataty i pomarańcze. Nie jest więc na nią ani trochę za późno. A i ja już zapomniałam jak dobrze smakowała mi w maju, więc przy okazji publikacji odświeżę sobie pamięć w swojej kuchni.

Na HelloZdrowie przeczytajcie o dobrych właściwościach botwiny. Znajdźcie cierpliwość dla mnie i tej mojej Japonii (której fragmenciki, mimo ciszy na blogu, pokazuję regularnie i ochoczo tutaj). A potem jedzcie zupę – najlepiej na świeżym powietrzu. Najlepiej smakuje w połączeniu z gorącym słońcem, tak tropikalną wiosną jak i latem.

IMG_2547 copy.jpg
smallIMG_2491 copy2.jpg

Krem z młodych buraków ćwikłowych
z mlekiem kokosowym i kiwi

wg przepisu Jo Jurgi
4 porcje

  • 1 pęczek botwiny z czterema dużymi buraczkami

  • 2 marchewki

  • 1 batat

  • 2 ząbki czosnku

  • ½ papryczki chili

  • szczypta czarnuszki

  • kilka łyżek sosu sojowego

  • 1 puszka mleka kokosowego

  • 2 kiwi

  • sok z 1 pomarańczy

  • sól do smaku

  • biały sezam do podania

Buraki, marchewki, batata i czosnek obierz, pokrój na mniejsze kawałki i umieść w dużym garnku. Zalej wodą do ich poziomu, dodaj posiekane chili, szczyptę nasion czarnuszki i porządny chlust sosu sojowego. Gotuj wszystko razem do miękkości warzyw. Zdejmij z ognia, dodaj mleko kokosowe, obrane ze skórki kiwi oraz sok z pomarańczy i zblenduj całość na gładki krem. Dopraw do smaku – dodatkowym sosem sojowym lub po prostu solą. Zupę podawaj z najmniejszymi listkami botwiny i podprażonym sezamem. Smacznego!

Marchewki w Przepiśniku

IMG_1762.jpg

Z rozpędu wycisnęłam ostatnio o wiele za dużo soku z czerwonych pomarańczy. W tym, czego nie udało mi się wypić, postanowiłam utopić trochę marchewek, a następnie piec je tak długo, aż cały sok wypiją za mnie. Wyszły rozkosznie słodko-kwaśne, miękkie i spieczone, a z soku pozostał gęsty syrop, który z każdej strony je oklejał. Można bez końca jeść je solo, jako przekąskę, choć wyobrażam sobie, że byłyby ciekawym dodatkiem do (mniej lub bardziej) orientalnego obiadu. 

IMG_1768 copy.jpg

Przepis na te marchewki przekazuję Wam w niecodziennej formie, bo chcę przy okazji pochwalić się moim nowym Przepiśnikiem. Jest on dziełem bardzo wszechstronnie uzdolnionej istoty, Marty z Urban Dinner, duetu który współtworzy z Natalią. Możecie u dziewczyn zjeść niezapomnianą kolację przez Eataway, do czego mocno Was zachęcam. To portal łączący gotujących od serca gospodarzy z gośćmi, którzy trafiają dzięki niemu pod dachy wspaniałych ludzi, i z takimi samymi spotykają się przy stole. Świetna inicjatywa i dużo pysznego jedzenia! O Marcie przeczytacie więcej w tej rozmowie

Możecie też zaklepać sobie własny egzemplarz Przepiśnika (najlepiej z odbiorem własnym przy kolacji), ale lepiej zróbcie to szybko – wydrukowane zostały w ograniczonym nakładzie (przy pomocy techniki riso, japońskiej, tak przy okazji)! Polecam całym sercem, bo właśnie serca i miłości w tym wszystkim bardzo dużo.

PS. Czy ta mała tarka nie wygląda trochę znajomo?!

eataway

Glazurowane marchewki słodko-kwaśne
pieczone w soku z czerwonych pomarańczy

ok. 4 porcji

Przepis tutaj (proszę krzyczeć, jeśli nie da się rozczytać) ⬇

IMG_1771.jpg
IMG_1778 copy.jpg

Niska temperatura, wysokie ciśnienie

sałatka z pieczonego fenkuła i karmelizowanych czerwonych pomarańczy

Istnieje szansa, że jestem najmniej zimową osobą jaką znacie. Pamiętam – i to nie tak dawno – grudnie i stycznie, w których temperatury sięgały dwudziestu stopni na minusie i zastanawiam się jak to możliwe, że uszłam wtedy z życiem. Dziś, kiedy rano widzę za oknem oszroniony świat, a temperatura spada lekko poniżej zera, mam ochotę odwołać wszystkie plany i urządzić domowe biuro, obliczając w głowie czy uda mi się przeżyć dzień nie wychodząc nawet do sklepu spożywczego.  

Mimo niskiej tolerancji na lodowate powietrze potrafię docenić urok prawdziwej zimy. Szron, lód i śnieg są piękne, szczególnie kiedy zaświeci ostre styczniowe słońce, pięknie rozbłyskujące w każdym kryształku. I choć czasem uda mi się wyciągnąć samą siebie na spacer, zdecydowanie wolę podziwiać zimowy krajobraz przez okno, najlepiej z kuchni rozgrzanej ciepłem piekarnika, w ktorym dochodzi fenkuł na sałatkę. 

galulka
sałatka z pieczonego fenkuła i karmelizowanych czerwonych pomarańczy

Natura nie podsuwa nam byle czego, sezonowe produkty dopasowane są do aktualnych potrzeb naszych organizmów. Nie zdziwmy się więc jeśli pyszna zawartość obiadowego talerza okaże się jednocześnie solidnym lekarstwem na wszystkie zimowe niewygody. Brak odporności i przeziębienia, oczy zmęczone ciemności, a nawet ciśnienie, niebezpiecznie skaczące na myśl o temperaturze za oknem? Z tym wszystkim poradzą sobie fenkuł i pomarańcza, silny duet królujący w dzisiejszym przepisie. Więcej o ich prozdrowotnych właściwościach (już całkiem serio) przeczytacie w moim wpisie na Hellozdrowie.pl!

sałatka z pieczonego fenkuła i karmelizowanych czerwonych pomarańczy

Zimowa sałatka z pieczonym fenkułem i karmelizowaną pomarańczą

4 porcje

  • 50 g rodzynek sułtańskich

  • 1/2 szklanki octu balsamicznego

  • 1/3 szklanki wody

  • 4 bulwy fenkułu

  • 2-3 łyżki oliwy

  • sól i pieprz

  • 1 mała czerwona cebula

  • 2 łyżki cukru trzcinowego

  • 5 małych czerwonych pomarańczy

  • 2 główki mini sałaty rzymskiej, lub jedna duża

  • 3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia

  • 100 g drylowanych czarnych oliwek (waga po odsączeniu)

  • garść orzechów włoskich (po wyłuskaniu)

  • koperek

Z wyprzedzeniem przygotuj balsamiczne rodzynki. Włóż rodzynki do słoika, zalej octem balsamicznym i wodą, zakręć i dobrze wymieszaj. Odstaw na minimum godzinę (maksimum nie istnieje – ja trzymam taki słoik cały czas w lodówce i dorzucam do niego nowe rodzynki, kiedy się skończą).

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Umyj fenkuły i pokrój je w poprzek na około 0,5-centymetrowe plastry. Rozłóż na blaszce, posmaruj oliwą, dopraw solą i pieprzem. Piecz do miękkości i lekkiego zezłocenia, około 30 minut.

W międzyczasie obierz cebulę z łusek, pokrój w plasterki najcieniej, jak potrafisz, i włóż do miski z zimną wodą. Odstaw na czas przygotowywania sałatki. Dzięki temu jej smak będzie delikatniejszy.

Rozdziel główki minisałaty na pojedyncze liście (jeśli używasz dużej sałaty, porwij je na mniejsze kawałki). Umyj i osusz, a następnie włóż do dużej miski, dodaj oliwę, przykryj i dokładnie wymieszaj. „Naoliwioną” sałatę wyłóż na duży półmisek. Na sałacie ułóż upieczone fenkuły oraz odsączoną i osuszoną cebulę.

Przepołów pomarańcze (w poziomie) i ostrym nożem obierz je ze skórki. Rozgrzej dużą patelnię i wsyp 1 łyżkę cukru. Kiedy się rozpuści, zmniejsz ogień i czekaj, aż kolor ściemnieje i zacznie się unosić głęboki zapach karmelu. Rozprowadź go równomiernie szybkimi ruchami patelni, a następnie ułóż na powierzchni 5 połówek pomarańczy (płaską stroną do dołu). Każda musi przylegać płasko. Podsmażaj bez mieszania przez około 5 minut – owoce wypuszczą sporo soku, a kiedy ten odparuje, pięknie się skarmelizują. Zdejmij z ognia i delikatnym ruchem (z pomocą szpatułki) przełóż pomarańcze na półmisek z sałatą i fenkułem, po drodze odwracając je zgrillowaną stroną do góry. Umyj patelnię i powtórz od nowa z kolejnymi 5 połówkami pomarańczy.

Obsyp sałatkę oliwkami, orzechami włoskimi oraz balsamicznymi rodzynkami (odsączonymi na sitku). Dopraw kilkoma gałązkami świeżego koperku. Podawaj jako samodzielne lekkie danie lub dodatek do obiadu. Smacznego!
 

sałatka z pieczonego fenkuła i karmelizowanych czerwonych pomarańczy

Jaki pierwszy stycznia...

czipsy z batatów

2017 rok witałam z przyjaciółmi w zaśnieżonej chacie gdzieś pod Sulistrowiczkami. Rozmawialiśmy o znaczeniu naszego dnia po-sylwestrowego, ciesząc się, że jeśli "jaki pierwszy stycznia, taki cały rok" to prawda, mamy wielkie szczęście i czeka nas prawdziwie polski rok pełen śmiechów, śpiewów, wypoczynków, spacerów i pysznego wiejskiego jedzenia i picia. W moim przypadku zasada za bardzo się nie sprawdziła – większość 2017 r. spędziłam w położonej prawie dziewięć tysięcy kilometrów dalej Japonii (śmiechów i śpiewów trochę było, ale wypoczynek, wieś, jedzenie i klimat z zupełnie innej bajki)!  Rok minął mi też z dala od ludzi, w których towarzystwie go rozpoczęłam (ku rozpaczy – może to działa na opak? Byłoby fajnie, bo tym razem jesteśmy osobno). 

Śnieg zasypał dzisiaj wszystkie drogi, niewinnością białym płaszczem ❄️

Post udostępniony przez Marianna Medyńska (@coutellerie.pl)

Nie trzymam się więc obietnicy z porzekadła kurczowo i nie dbam w tym roku szczególnie o to, by pierwszy stycznia był moim dniem idealnym. Ale gdyby zasada w 2018 r. miała się jednak spełnić, dopilnuję przynajmniej tego, co będziemy mieć na stole. Piekę domowe czipsy, zrobione od podstaw i z miłością, o wiele bardziej wartościowe (i smaczniejsze!) niż te z foliowej paczki. Ze słodkawych batatów i owocowej oliwy, z bardzo subtelnym dodatkiem bazylii i charakterną skórką z pomarańczy. Zróbcie je na swoje przyjęcie, jeszcze zdążycie! Jeśli zasada się sprawdzi (a porcja czipsów dotrwa ukryta gdzieś do rana), noworoczne postanowienie o zdrowym odżywianiu spełni się samo. 

Do usłyszenia w styczniu. Szczęśliwego Nowego Roku!

czipsy z batatów 2

Pomarańczowe czipsy ze słodkich ziemniaków

porcja dla 3-5 osób

  • 2 duże słodkie ziemniaki (bataty)
  • 1/4 szklanki oliwy extra vergine
  • 2 łyżki oleju z prażonego sezamu
  • kilka hojnych szczypt soli
  • skórka z 1/2 pomarańczy
  • 1/2 pęczka bazylii

Umyj i wysusz bataty. Pokrój je na jednakowe talarki, najcieniej jak potrafisz (możesz użyć do tego mandoliny lub bocznej strony tarki). W bardzo dużej misce połącz oliwę z olejem sezamowym i solą. Następnie włóż do miski plasterki ziemniaków i dokładnie wymieszaj, tak by równomiernie pokryły się oliwą. Rozłóż je na dwóch blachach do pieczenia (jeśli nie masz możliwości pieczenia ich jednocześnie, rozłóż na blasze połowę ziemniaków i po skończeniu powtórz czynności z drugą partią). Piecz przez około 5 minut w temperaturze 180 stopni z wiatrakiem. Po tym czasie zmniejsz temperaturę do 120 stopni i susz czipsy przez około dwie godziny, kilka razy odwracając je w międzyczasie i mieszając. Dokładny czas suszenia zależy od grubości plasterków. Kiedy wszystkie będą ciemnopomarańczowe, pogięte i chrupkie, wyjmij blachy z piekarnika, odstaw czipsy do wystudzenia, posyp startą skórką pomarańczy oraz posiekaną bazylią, a następnie przełóż do półmisków i podawaj. 

Wiekopomne odkrycie. Chickpea #23

Kontrastujące na talerzu faktury działają na mnie magicznie. Przeżywam je chyba mocniej niż same smaki. Odkąd pamiętam upajam się dodawaniem chrupiącego czynnika do większości moich posiłków. Zaczęło się od deserów – blach owoców pod kruszonką, karmelowych skorupek na crème brulée, smoothie bowls z orzechami na wierzchu i lodów pełnych kawałków czekolady czy posypek. Później poszłam o krok do przodu i zajęłam się właściwymi daniami. I starając się nadać swoim ulubionym chrupaczom nowe, odpowiednie dla nich wcielenia, dokonałam odkrycia.

Obsypywałam już sałaty prażonymi nasionami, piekłam migdały z solą i chili i nie zjadłam ani jednej porcji zupy bez czegoś na wierzchu (czy przynajmniej bez pajdy chleba o super chrupiącej skórce!). Ale jednego wcześniej nie uwytrawniłam. Uchowała się do tej pory granola, istniejąca dla mnie właściwie tylko w porannej misce z jogurtem. Podjęłam wyzwanie zrobienia z niej godnej części obiadu, i co to był za sukces! Moimi narzędziami były świeże zioła, chlust sosu sojowego, trochę musztardy i szczypta pieprzu kajeńskiego. Zamiast ulubionego soku jabłkowego użyłam piwa, które pokryło wszystkie składniki glazurą-marzeniem i nadało granoli wyjątkowy posmak.

Odkryłam potencjał granoli poza sceną śniadaniową i czuję się w obowiązku podzielić tym ze światem. Upieczcie jedną blachę i przekonajcie się sami, będziecie chcieli posypywać nią wszystko, co ugotujecie! Ale gdyby potrzebna była jakaś podpowiedź, już spieszę: chrupie wyjątkowo dobrze na górce pieczonych w syropie klonowym marchewek, z perełkami soczystych winogron i mnóstwem kremowego awokado. Przepis na to danie oraz na samą wytrawną granolę na piwie, z kaszą jaglaną, orzechami i skórką pomarańczy, znajdziecie w wiosennym numerze wegańskiego magazynu Chickpea, czyli TUTAJ! Jeśli ktoś chciałby je zrobić, a ma problem z j. angielskim lub amerykańskimi miarami, to oczywiście chętnie pomogę. Oprócz tego w numerze mnóstwo innych pyszności w jak zwykle pięknej oprawie graficznej. Korzystajcie!