Sentyment smakuje lepiej

Jest w Nowym Jorku oraz w Toronto kilka takich miejsc, które od jakiegoś czasu raz po raz śnią mi się po nocach. To lokale Milk Bar, siostrzanej sieci restauracji Momofuku, gdzie dzięki godnej oklasków inwencji szefowej kuchni można zaprosić się na butelkę mleka o smaku... płatków z mlekiem. Tak, tego, które tworzy się w misce podczas śniadania, kiedy płatki namakają oddając sporą część swojego aromatu. Co więcej, można tam zjeść lody na jego bazie. Żałuję, ale w najbliższym czasie akurat na wyprawę do Stanów ani Kanady nie mam perspektyw, postanowiłam więc się nie czaić, tylko odkurzyć swoją maszynę do lodów. Nie przyszła góra do Mahometa, i tak dalej. Bo że  m u s z ę  tego spróbować nie miałam wątpliwości ani przez minutę.

To bardzo sprytne stworzyć specjał, którego smak ogromnej liczbie ludności postawi przed oczami miłe, beztroskie poranki za dzieciaka. Tak, jak babcine pierogi są najlepsze na świecie, kogel mogel wywołuje uśmiech nie mniejszy niż wywoływał dziesięć (czy dwadzieścia..) lat temu, a po naprawdę dobrego gofra trzeba jechać nad samo polskie morze. Sentyment smakuje lepiej niż niejedna przyprawa, a dobre wspomnienie potrafi mieć znaczenie większe niż sam przepis. Choć oczywiście poniższej recepturze nie umniejszam. Jeśli nawet nie jadłabym mleka z płatkami i cukrem w dzieciństwie, nie mam wątpliwości że te lody by mnie zachwyciły – są po prostu obiektywnie niebiańskie.

P.S. Wybaczcie niedosyt zdjęciowy, ale lody nie są moim ulubionym obiektem do fotografowania – zdecydowanie nie lubię pracy pod presją, nawet jeśli tylko rozpuszczających się gałek! Poza tym, jak już się skarżyłam wielokrotnie, naprawdę nie wiem kiedy one wszystkie znikają z mojej zamrażarki, ale na uwiecznienie ich na zdjęciu mam jeden, max dwa dni – po tym czasie nigdy nie ma po lodach śladu.

CEREAL MILK™ ICE CREAM
czyli lody o smaku płatków z mlekiem

ok. 1 L lodów, przepis na mleko: Christina Tosi, Momofuku Milk Bar

na mleko:
600 ml mleka
3 szklanki płatków cornflakes
120 g cukru trzcinowego demerara (najlepiej drobnego, łatwiej się rozpuści)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego*
porządna szczypta soli
na lody dodatkowo:
400 ml kremówki
3 żółtka z dużych jajek (4 z małych)

na posypkę:
1,5 szklanki płatków cornflakes
2/3 szklanki cukru trzcinowego
2 – 3 łyżki wody
1/3 łyżeczki soli

* W przypadku deficytu, można zastapić ziarenkami z 1 laski wanilii, ale polecam przygotowanie ekstraktu na przyszłość.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Wysypujemy płatki (całe 4,5 szklanki) na suchą blaszkę i podpiekamy przez 15 minut, aż lekko zciemnieją i pogłębią aromat. Studzimy, odmierzamy 3 szklanki i zalewamy je mlekiem. Najwygodniej wykorzystać do tego duży słój lub rondel. Odstawiamy na 30 minut na kuchenny blat, co jakiś czas mieszamy.

W międzyczasie przygotowujemy posypkę – cukier trzcinowy rozpuszczamy z odrobiną wody w garnku lub na patelni o grubym dnie. Bez mieszania czekamy, aż się skarmelizuje, dodajemy sól i złotym syropem oblewamy pozostałe na blaszce płatki (można przełożyć je na pergamin, aby oszczędzić sobie sprzątania). Odstawiamy do całkowitego wystudzenia i stwardnienia, na koniec kruszymy większe kawałki. Przechowujemy w szczelnie zamkniętym słoiku.

Mleko z płatkami przecedzamy przez sito, dokładnie dociskając płatki, aby wycisnąć z nich cały płyn i jak najwięcej aromatu. Dodajemy resztę składników – cukier, wanilię oraz szczyptę soli. Mieszamy dobrze i raczej nie próbujemy jak w smaku, bo wypijemy całe zanim powstaną lody. Jeśli taki był zamysł od początku – koniec przepisu, obłędne cereal milk gotowe!

Jeśli jednak jesteśmy twardzi i chcemy więcej, w dużym garnku podgrzewamy to mleko ze śmietanką. Do gorącej mikstury dodajemy roztrzepane żółtka i podgrzewamy całość na małym ogniu, nieustannie mieszając trzepaczką. Zdjemujemy z palnika kiedy lekko zgęstnieje, nie dopuszczamy do zagotowania! Masę chłodzimy w lodówce przez noc, następnie przekładamy do maszyny do lodów i postępujemy zgodnie z jej instrukcjami. Jemy od razu, lub domrażamy jeszcze po ukręceniu, ale zawsze przed podaniem pozwalamy lodom zmięknąć – zbyt twarde nie uwalniają nawet w połowie potencjału swojego smaku! Serwujemy z duża ilością posypki (jeśli okaże się, że jest tak smaczna, że gdzieś ją nagle wcięło, można posypywać lody po prostu uprażonymi cornflake’ami).

(Lody można przygotować też bez maszyny, wówczas masę mrozić w pojemniku i mniej więcej co pół godziny miksować. Ale efekt nigdy nie będzie tak kremowy i puszysty jak w przypadku lodów z maszyny. Namawiałam Was już przy okazji zdrowych lodów chałwowychmrożonego jogurtu waniliowo-klonowego z awokado, czy lodów Daim, i namawiam wciąż – kto nie ma maszyny do lodów powninen jak najprędzej ją nabyć. To wynalazek bogów)

Uprzedzając pytania – oczywiście, lody zrobione z płatków z mlekiem można jeść na śniadanie.

 

Bez recepty

Dziś będzie krótko, nie mam głowy do wywodów. Słońce wzywa mnie na zewnątrz, prawie cały swój czas spędzam teraz gdzieś biegając. Żeby jak najwięcej wycisnąć z wiosny, której pierwsze dni od zawsze uważam za najlepsze i najmocniej doładowujące, staram się ograniczyć do minimum listę rzeczy do zrobienia w domu. Szkoda mi nawet zbędnego czasu na przygotowywanie jedzenia we własnej kuchni! Normalnie bym się zmartwiła, ale wiem, że wiosna działa tak na mnie co roku. Ostatnio, w poszukiwaniu ekspresowych rozwiązań, na śniadania męczyłam więc gotowe w kilka chwil kanapki lub koktajle – dopóki nie przypomniałam sobie, że jest coś jeszcze szybszego...

Granolę kocham od zawsze. Zanim zaczęłam piec ją sama, miałam kilka faworytów ze sklepowych półek (szczególnie cuda z M&S). Ale kto zaczął przygodę z produkcją domową, ten wie że od tego nie ma już odwrotu. Wystarczy jedno nocne pieczenie, przesiedziane na ziemi (coby nie nalatać się za dużo), z książką lub przyjaciółką na telefonie. W cieple piekarnika, który po kilkunastu minutach zaczyna uwalniać nieziemskie aromaty. No i ta smakowa dowolność! W domu na blachę można wrzucić co nam się podoba, ucierając swoją kreatywnością nosa sklepowym producentom. Nawet płatki róży z własnego ogrodu. Albo, jak dziś, wszechmocne kasze! Był już przepis na granolę, która się z nich składała (o, tutaj) – pyszną, ale nieco kłopotliwą, najpierw przez dni kiełkowania, a następnie kilkunastogodzinne suszenie zamiast pieczenia. Dzisiejsza receptura jest dla tych, którzy na najszybsze śniadanie świata chcieliby przyswoić mnóstwo przepysznego zdrowia, ale nie mają tyle cierpliwości (i/lub nieograniczonych funduszy na rachunek za prąd). Dzisiejsza granola jest bardzo zdrowa, ale dostępna dla każdgo. Bez recepty.

Pieczenie surowej kaszy brzmi niewiarygodnie, ale zapewniam, że efekt przerośnie Wasze oczekiwania. Pod wpływem temperatury ziarenka stają się lekkie i chrupiące. Dorzućcie swoje ulubione bakalie, zalejcie mokrymi składnikami, dosłódźcie lekko i wymieszajcie, a potem usadowcie się na czymś wygodniejszym niż kuchenna rękawica i doglądajcie swojej granoli. Postarajcie się nie zjeść wszystkiego od razu, w końcu macie mieć śniadanie z głowy na co najmniej kilka dni! Grzecznie aplikujcie sobie to lekarstwo dla ciała i duszy każdego ranka, a potem niezwłocznie biegnijcie na słońce. Jego witamina D to moje kolejne zalecenie!

Granola pomarańczowa
z kaszą jaglaną i gryczaną

1 duży słoik
na podstawie przepisu Moniki

1 szklanka płatków owsianych (nie błyskawicznych)
1/2 szklanki kaszy jaglanej
1/3 szklanki kaszy gryczanej niepalonej
1/2 szklanki migdałów*
duża szczypta soli
1 płaska łyżeczka cynamonu
1 niepełna szklanka świeżego soku z pomarańczy**
2 łyżki z górką oleju kokosowego, najlepiej nierafinowanego
3 łyżki syropu klonowego lub miodu
1/3 szklanki rodzynek (lub żurawiny, daktyli czy moreli)

* oczywiście pełna dowolność orzechowo-pestkowa, co lubicie najbardziej.
** można zastąpić też innym, np. ananasowym lub jabłkowym (świeżo tłoczonym).

Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni. W misce mieszamy suche składniki oprócz rodzynek (płatki, kasze, sól, cynamon i posiekane z grubsza migdały). Zalewamy sokiem pomarańczowym, syropem klonowm i rozpuszczonym olejem kokosowym.  Mieszamy całość dłuższą chwilę, aby wszystko było równomiernie rozprowadzone. Przekładamy na blaszkę lub do dużej formy na ciasto (dzięki wysokim brzegom łatwiej będzie mieszać). Pieczemy około 1 godziny, mieszając co minimum 10 minut, aż granola będzie złota i idealnie sypka. Studzimy, mieszamy z rodzynkami i całkowicie zimną granolę (!) zamykamy w szczelnym słoju. Idealna na śniadanie z jogurtem greckim i owocami, ale stosować można też jako posypka do sałatki owocowej, składnik deserów i parfait, lub po prostu jako przekąska na sucho. Smacznego!

P.S. Za piękny i szczelny słoik ze zdjęć dziękuję Domowej Sferze :)