Do biegu, gotowi, start

szparagi z wegańskim majonezem z bazylia

Wyścig z czasem znany jako sezon na szparagi oficjalnie się rozpoczął! Kto pobije tej wiosny rekord i wypróbuje je na najwięcej sposobów? Sama mam w głowie długą listę świeżych pomysłów; jak co roku wydawało mi się, że szkoda tracić czas na powtarzanie przepisów wypróbowanych w przeszłości. Na wszystkie nowe i tak nie ma go zbyt wiele! Ale później zajrzałam do swojego archiwum – ot tak, z ciekawości – i przypomniałam sobie o nieprzyzwoicie smacznym winegrecie na bazie palonego masła, w którym szparagi kąpały się dwa lata temu. A zaraz później o tych w dressingu z SAKE, o rany, to była przecież najsmaczniejsza rzecz na Ziemi (choć przyznam, że mógł tam trochę zadziałać czynnik zwany sentymentem)! Wróciło też wspomnienie tego jak w zeszłym roku, w wyrazie miłości do szparagów, własnoręcznie ulepiłam im do towarzystwa makaron (i to fuksjowy, z czym było im wybitnie do twarzy). Na koniec odkopałam przepis na "polski hummus" od Moni Całej w Mące, w którym dziś oliwę podmieniłabym na pachnący olej rzepakowy (i zjadła z chlebem wypieczonym przez wyżej wspomnianą). 

W tym roku jadłam szparagi dopiero dwa razy i obie te przygody były zachwycające. Pierwszą z receptur oddaję w Wasze ręce już dziś. Nowych przepisów będzie więcej, obiecuję – a w czasie gdy ja na ich rzecz odmawiam sobie faworytów z przeszłości, Wy wracajcie do nich za mnie (doceniając jak wygodnie Wam wszystko podlinkowałam). Będziecie szczęśliwi. Pamiętajcie tylko, żeby nie wyrzucać odłamanych końcówek! Zamiast tego gotujcie na nich buliony!

vlcsnap-2018-04-28-12h18m11s005.png

Nowy przepis jest kolejnym z serii "pęczek szparagów i pyszny sos". Do grona tych ostatnich dołącza dziś wegański majonez. Ukręcony z aquafaby, czyli zalewy po fasoli czy ciecierzycy (po którą sama nigdy bym nie sięgnęła, ale spróbowałam tego majonezu w oryginalnej odsłonie i przepadłam jak wszyscy. Za podstawienie pod nos dziękuję (innej!) Mariance, która go przygotowała z przepisu Marty). U mnie posłużył za bazę do zielonego miso-majo, wmiksowałam bowiem w niego kopiastą łyżkę pasty miso oraz całą tę bazylię, którą widzicie poniżej.

vlcsnap-2018-04-28-12h17m31s585.png
92210032.jpg

A przepis nie dość, że prosty, zdrowy, wegański i przepyszny, to jeszcze prezentuje się w mojej ulubionej ostatnio formie, czyli na filmie! Za tym stoi jak zwykle Marta, ta piękna istota pozująca wyżej z ziołami. Bez niej nic by nie było możliwe, cierpliwie kręci moje siekanie, gotowanie i żonglowanie ziemniakami. Włączajcie film, a później prosto do kuchni, smacznego!

Szparagi na gniecionych ziemniakach
z bazyliowym miso majo i młodymi listkami amarantusa

4 porcje; wegańskie

Zielony miso majonez:

  • aquafaba (zalewa) z 1 puszki fasoli lub ciecierzycy
  • 1 pęczek ciętej bazylii
  • 3 łyżeczki octu jabłkowego
  • 1 łyżeczka delikatnej kremowej musztardy
  • 1 łyżka ciemnej pasty miso (lub 1,5-2 łyżki jasnej)
  • dwie szczypty cukru trzcinowego
  • szczypta soli, może być wędzona
  • 250-300 ml oleju ryżowego, lub innego roślinnego o delikatnym smaku
  • dla intensywniejszego smaku można dodać też płaską łyżkę płatków drożdżowych

Do podania:

  • 1 kg młodych ziemniaków
  • 150 g migdałów
  • 1 pęczek zielonych szparagów
  • kilka szczypt soli do gotowania
  • 1 pęczek szczypiorku
  • garść mikro liści amarantusa

Zacznij od przygotowania majonezu. Wlej aquafabę do wysokiego naczynia od ręcznego blendera. Dodaj listki bazylii, ocet jabłkowy, musztardę, pastę miso, cukier oraz sól i blenduj wszystko razem kilka minut, aż do otrzymania puszystej, zielonej mikstury. Następnie, wciąż blendując, powoli wlewaj olej. Kiedy powstanie gęsta emulsja, przestań blendować, przełóż majonez do słoika i odstaw do lodówki do ostatecznego stężenia.

Zagotuj duży garnek osolonej wody i wrzuć do niej ziemniaki. Gotuj do miękkości (sprawdź widelcem), około 20 minut. W międzyczasie wysyp na blachę migdały i wstaw do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piecz 10 minut, aż lekko zbrązowieją i uwolnią piękny aromat prażenia. Wystudź i drobno posiekaj. Teraz zagotuj wodę na szparagi – wykorzystaj wysoki garnek o niedużej średnicy, tak by główki nie były zanurzone w wodzie. Wystarczy im parowa kąpiel nad powierzchnią wrzącej wody. Blanszuj szparagi przez 5 minut, po czym odcedź je i przełóż do miski z lodowatą wodą. Powinny pozostać jędrne i chrupiące. W krótkim czasie gotowania szparagów sięgnij po szczypiorek – drobno go poszatkuj i odstaw na bok, do obsypania gotowych porcji.

Odcedź ugotowane ziemniaki i nałóż kilka na każdy talerz. Rozgnieć je delikatnie widelcem. Na nich ułóż szparagi, dodaj solidną porcję bazyliowego miso majo i garstkę posiekanych uprażonych migdałów. Talerze udekoruj skrojonym wcześniej szczypiorkiem, a także mikro listkami amarantusa. Gotowe – smacznego!

IMG_2485 copy.jpg

Wegański "parmezan"

Nie wiem co się ze mną dzieje, ale po cieciorkowym klasyku bez cieciorki mam dla Was parmezan nie zawierający... sera. Nie jestem weganką i do prawdziwego parmezanu nie mam nic - prócz małego szczegółu, jakim była jego wczorajsza nieobecność w mojej lodówce. Postanowiłam tej sytuacji zaradzić w sposób kreatywniejszy niż wyjście do sklepu, a że wszystkie składniki tego przepisu mam w sporym zapasie w swojej kuchennej szafce, nie zastanawiałam się ani chwili. Efekt końcowy zdumiał mnie swoją - co tu dużo mówić - serowością. To jest za proste, żeby było tak pyszne! Przygotowanie zajmuje ok. 15 sekund, z czego 10 to sięganie do szafki i otwieranie słoja z migdałami. Ta jesień chyba minie mi pod znakiem spaghetti! Póki co jednak z "parmezanem" zrobiłam coś innego, czego możecie wypatrywać na blogu w najbliższych dniach.

Z wyrazami skruchy dla wszystkich tradycjonalistów,
smacznego!

Wegański "parmezan" z migdałów

Źródło przepisu

1/2 szklanki migdałów (mogą, ale nie muszą być blanszowane)
2 łyżeczki płatków drożdżowych
1/2 łyżeczki soli
szczypta chilli lub pieprzu cayenne

Wszystkie składniki zmiksować na lekko grudkowatą mąkę (używam w tym celu młynku do kawy). Gotowe! Intensywność serowego smaku regulujemy dodatkiem płatków drożdżowych. Jeśli parmezan wyjdzie za mocny, wystarczy dodać migdałów.

Wegeburgery z dyni i czarnej soczewicy

Szaaaał. Jeszcze na fali zachwytu tym smakiem, jestem swoim własnym maître de la cuisine i z dumą prezentuję najlepsze od dawna danie jakie przygotowałam. Z jednej strony byłam bardzo zadowolona z faktu, że mieszkam znów sama i wszystkie burgery były dla mnie, ale z drugiej żałowałam, że nikt nie może potwierdzić czy mnie się zdaje czy one naprawdę są nieziemskie.

Zawdzięczam je po części dwóm kwiatuszkom, które przy okazji serdecznie pozdrawiam. Jeden uświadomił mnie jakiś czas temu, że istnieje odmiana dyni której nie trzeba obierać (stroniłam od tego warzywa bo "tyle z nim babrania"), a drugi zabrał w Warszawie na wegańskiego burgera, który smakował mi tak, że jeszcze go jedząc obiecałam sobie odtworzyć to w domu.

W poszukiwaniu przepisu na burgery z dyni, które by mi odpowiadały, dotarłam chyba tam, gdzie kończy się internet. Nie znalazłam, zrobiłam więc z głowy - ale nie na oślep jak zwykle, tylko zwracając uwagę na proporcje coby recepturę później dopracować. Cóż, okazało się to zbędne, bo dla mnie jest ona doskonała. Pokombinuję z przyprawami, kiedy je powtórzę. Tę kombinację uwielbiam, ale znam już aż za dobrze.

To pierwszy tydzień świeżego rozdziału, pierwsze danie przygotowane w nowej kuchni, pierwsze w życiu wegeburgery i dynia w tym sezonie pierwsza też. Jeśli faktycznie jaki sylwester taki cały rok, to czeka mnie tu naprawdę dobry czas.

Wegeburgery z dyni i czarnej soczewicy
z ciecierzycą i sezamem

7 dużych kotletów (-:

1/4 szklanki suchej czarnej soczewicy (belugi)
1/2 szklanki ugotowanej ciecierzycy (lub z puszki)
1 kopiasta łyżka dowolnej mąki (użyłam gryczanej), lub więcej do zagęszczenia
3/4 szklanki puree z dyni hokkaido
1 jajko
1 płaska łyżka pasty tahini
1/2 pęczka dymki (razem ze szczypiorem)
2 małe ząbki czosnku
1/2 łyżeczki octu białego
1 pełna łyżeczka musztardy (użyłam chrzanowej)
sok z 1/4 cytryny
1 łyżeczka sosu sojowego
2/3 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki kurkumy
1/3 łyżeczki kardamonu
1/2 łyżeczki ostrej papryki wędzonej (lub zwykłej)
1/2 łyżeczki suszonego imbiru
1 płaska łyżeczka płatków drożdżowych (można pominąć)
sezam do obtaczania
odrobina oleju do smażenia

Soczewicę ugotować w 2/3 szklanki wody - na sypko. Jeśli zacznie się rozgotowywać to nie czekać tylko pozostałą wodę odlać. Ostudzić i dać jej się osuszyć.

W tym czasie cieciorkę zblendować z jajkiem, czosnkiem, tahini, musztardą, octem, sosem sojowym, sokiem z cytryny i sypkimi przyprawami. Dodać puree z dyni i zmiksować do połączenia składników. Następnie wrzucić soczewicę, mąkę i posiekaną dymkę. Wymieszać wszystko łyżką i odstawić do lodówki na min. 30 minut. Masa powinna być gęsta, nie na tyle by dać formować się rękami jak mięsne kotlety, ale trzymać się kupy i nie spadać z łyżki.

Patelnię rozgrzać bardzo mocno i wlać olej dobry do wysokich temperatur (kokosowy, ryżowy, rzepakowy...). Nie trzeba go wiele, myślę że ok. 2 - 3 łyżek, to nie ma być smażenie w głębokim tłuszczu. Na talerzyku rozsypać sezam, wyłożyć na niego łychę masy na burgery, posypać również od góry. Uklepać, uformować boki nadając okrągły kształt, i przy pomocy łopatki przenieść na patelnię. Smażyć do zrumienienia, ok. 7 minut z każdej strony, na niewielkim ogniu (aby "zrobiły się" w środku, a sezam nie spalił). Zajadać

a) tradycyjnie w bułce z toną dodatków i dobrych sosów,

b) jako część obiadowego talerza, z surówkami, sałatami, kaszami, ryżami i Bóg wie czym jeszcze,

c) solo, rękoma, nie mogąc się opanować. Smacznego!