Good more-ning

Serce mi rośnie, kiedy widzę jak jedzenie rośnie w naszych oczach. Trend slow food przyszedł do nas już dłuższą chwilę temu i wygląda na to, że nigdzie się na razie nie wybiera. Całe szczęście! Jedzenie stało się modne, w najlepszym tego słowa znaczeniu, gdyż moda ta sprawia, że obchodzi nas nie tylko to, co mamy na talerzu, ale też skąd to się tam wzięło i po co tam właściwie jest. W geście świadomego odżywiania (zarówno ciała jak i duszy), coraz bardziej doceniamy wagę dobrego śniadania. I to raduje mnie najmocniej, musicie bowiem wiedzieć, że jestem fanatyczką śniadań. 

Weźmy pod lupę owsiankę. Mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu przypinaliśmy jej łatkę przedszkolnej traumy; dziś z finezją ozdabiamy miski pełne jej najróżniejszych wariacji. Choć ilu ludzi, tyle owsianek (bo eksperymentować można tu na kilku polach – rodzaj mleka, dodatki, gęstość), od jakiegoś czasu coraz śmielej odbiegamy od klasyki, folgując w temacie szerzej pojętych „miseczkowych” śniadań. Aby nie znużyć się owsianką, sięgamy po alternatywy – płatki z innych ziaren (np. orkiszu, jęczmienia czy żyta) i kasze, których w ojczystej kuchni mamy pod dostatkiem. Do moich ulubionych śniadaniowych nie-owsianek należą kasza jaglana (ostatnio na kolana powaliła mnie wersja na kozim mleku!), niepalona gryczana (ciekawa też w wersji surowej po skiełkowaniu – ale o tym kiedy indziej) i kleisty czarny ryż (który pokochałam zanim jeszcze odkryłam, że serwują go na malezyjskie śniadanie w NOPI).

Dobrze, że był późny wieczór, kiedy dostałam w swoje ręce paczkę Rice&More „Ziarna starożytne”. Nie zdążywszy jeszcze do końca przeczytać składu już wiedziałam co będzie jutro na śniadanie.

Są takie poranki, kiedy ze śniadaniowych rozterek wynika tylko jedno – chęć wrzucenia do garnka wszystkiego naraz. Uwaga, to rewelacyjny pomysł! Różnorodność jest kluczem zarówno do zdrowia, jak i zadowolonego podniebienia. Co więcej, nie wymaga to od nas dodatkowego wysiłku – Monini miesza ziarna za nas, w jednej paczce mamy więc brązowy ryż, kaszę jaglaną, gryczaną, płatki owsiane i bulgur z pszenicy. Delikatna kombinacja aż woła o mleko, miód, wanilię... i gotowanie odrobinę za długo,  aby efekt końcowy okazał się mariażem comfort food’owego ryżu na mleku z sycącą owsianką i kilkoma jej kuzynkami.

Dzisiejszy przepis powstał dzięki współpracy z producentem włoskich specjałów Monini. Wszystkie wyrażone opinie są moje własne. Dziękuję za wspieranie marek, które wspierają Coutellerie!

Śniadaniowa „owsianka”
z duszonymi brzoskwiniami

2 porcje

140 g mieszanki Rice&more „Ziarna starożytne”
200 ml wody
200 ml mleka
szczypta wanilii/łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 łyżka miodu

1 brzoskwinia
1 łyżka masła
1 łyżeczka oleju
uprażone płatki migdałów

Mieszankę ziaren umieszczamy w garnku z mlekiem, wodą i wanilią. Podgrzewamy na średnim ogniu, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy pod przykryciem, często mieszając. Po około 15 minutach ziarna wchłoną niemal cały płyn i lekko się rozgotują, przybierając postać porannej owsianki. Dodajemy miód i ewentualnie więcej mleka, regulując konsystencję wedle własnych upodobań.
Kiedy ryż się gotuje, na patelni rozgrzewamy łyżkę masła z łyżeczką oleju (dzięki temu dodatkowi masło nie spali się). Brzoskwinię pestkujemy i kroimy na ćwiartki. Obsmażamy z każdej strony na złoto, przykrywając patelnię, aby owoce się poddusiły.
Owsiankę przekładamy do misek i dekorujemy uduszonymi ćwiartkami brzoskwini. Posypujemy płatkami migdałów i podajemy. Smacznego!

IMG_2592 copy.jpg

A czy pamiętacie o trwającym właśnie konkursie na danie z Rice&More? Gorąco zachęcam Was do udziału - do wygrania są aż cztery kultowe roboty kuchenne KitchenAid! Ugotujcie coś pysznego korzystając z wybranej mieszanki ziaren i dodajcie swoją potrawę (z opakowaniem na zdjęciu) do galerii konkursowej. Wraz z trzema pozostałymi jurorami wybierzemy po jednym zwycięskim daniu. Pokażcie mi swoje najbardziej oryginalne pomysły na Rice&More!  Do zdobycia jest także pięć aparatów Fujifilm Instax Mini 8 - wygrać je można w konkursie publiczności. Macie czas do 10 lipca! Powodzenia! :)

Po drugie

Trąbiłam i trąbiłam w tym poprzednim wpisie, pragnąc zwrócić uwagę wszystkich zebranych na pierwszą prawdziwą serię przepisów na moim blogu, a tymczasem na część drugą kazałam Wam czekać całe pięć dni. Wstyd duży, ale puśćmy to w niepamięć. Świat jeszcze się nie zawalił, a ja w ramach zadośćuczynienia mam dla Was aż dwa przepisy – zupełnie różne, dziś współzależne, ale co najważniejsze, jednakowo wspaniałe. Odpalajcie już kuchenki, bo jeszcze tylko minuta mojego gadania dzieli Was od zachwycającej owsianki dyniowej na domowym mleku migdałowym!

Minęło trochę czasu (jakieś trzy lata, ale cicho sza) zanim udało mi się wreszcie sfotografować i opisać moje najulubieńsze jesienne śniadanie. Zajmuje ono jedną z naczelnych pozycji w moim rankingu comfort food, co niestety niesie za sobą konsekwencje niesprzyjające blogowym publikacjom – przygotowuję je w ciemne i zimne poranki, kiedy ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest równiutkie układanie jabłka w misce i skakanie z aparatem fotograficznym. Ale dłużej już tak nie wypada; sumienie gryzie uparcie kiedy trzymam TAKI przepis tylko dla siebie.

Powiedzieć, że wałkuję tę owsiankę niestrudzenie ilekroć mam w lodówce dyniowe puree to za mało; ja zazwyczaj biorę się za pieczenie i miksowanie dyni wyłącznie z myślą o niej. Przygotowałam ją około tysiąca razy za mojego niedługiego żywota – możecie więc być pewni, że gdybym miała do rozdania jakieś ordery znakomitości i super doszlifowania, ten przepis byłby jednym z pierwszych uhonorowanych. 

Jeśli zaś chodzi o mleko migdałowe, sprzedaję raczej wskazówki dotyczące procesu jego przygotowania – sama lista składników ograniczać się może wyłącznie do migdałów i wody. Ostrzegam jednak, że jeśli zdecydujecie się na ten minimalistyczny wariant, istnieje duże ryzyko, że efekt końcowy zrazi Was do siebie na amen. Mleko migdałowe w wersji plain jest niestety dość mdłe i bez wyrazu. W niewiarygodny sposób odczarowują je daktyle (lub coś w zamian – syrop klonowy lub z agawy, miód, ksylitol, a nawet zwykły cukier). Nie chodzi o to by słodyczą zabić smak tego mleka (bo ono  m a  wbrew pozorom smak), a raczej o to by wydobyć go i podkręcić, pozbawiając bezbarwności. Zaufajcie mi i nie rezygnujcie z dodatków, które są w przepisie – to mleko nawet z nimi jest uniwersalne (tj. nie jest przesadnie waniliowe ani cynamonowe). No to do garów!

Migdałowa owsianka dyniowa

2 porcje

4 kopiaste łyżki puree dyniowego
1 płaska łyżeczka cynamonu
spora szczypta suszonego imbiru
1/2 szklanki wody
2 szklanki mleka migdałowego (przepis na domowe poniżej!)
4 łyżki płatków owsianych
2 łyżki migdałowej pulpy*
1/2 szklanki wody
3-4 łyżki syropu klonowego (do smaku)
szczypta soli
+ prażone płatki migdałów, jabłko, ew. więcej syropu klonowego

* Chodzi o pozostałości po mleku, jeśli nie robicie go sami, pulpę można zastąpić mielonymi migdałami lub po prostu większą ilością płatków owsianych.

W zależności od gęstości Waszego puree (będzie się różnić w zależności od odmiany dyni), dodajcie do niego odpowiednią ilość wody tak by uzyskać konsystencję musu jabłkowego.

Takie puree należy podgrzać w rondelku. Doprowadzić do zagotowania i redukować, nieustannie mieszając (lubi przywierać), około 7-8 minut. Powinno wyraźnie zgęstnieć i lekko pociemnieć. Wówczas dodać przyprawy i dusić jeszcze 3 minuty. Następnie wsypać płatki oraz pulpę migdałową i dolać 0,5 szklanki wody i 1,5 szklanki mleka migdałowego. Posłodzić syropem klonowym i dodać szczyptę soli. Gotować z lekko uchyloną przykrywką dopóki wszystko nie napęcznieje, zgęstnieje i pięknie się sklei. Owsianka ma być gęsta, niemal tak że łyżka stoi.

Przełożyć do dwóch misek, dodać pokrojone cienko jabłko i zalać ostatnią szklanką (po pół na porcję) mleka migdałowego. Można je wcześniej podgrzać, ale ja uwielbiam to jak chłodne mleko miesza się z gorącą owsianką. Posypać każdą porcję podprażonymi płatkami migdałów i gotowe. Smacznego!

Domowe mleko migdałowe

na ok. 750  ml mleka

150 g (1 szklanka) migdałów
750 ml (3 szklanki) wody źródlanej (+ woda do namaczania)
garść daktyli (6-7 sztuk)
1/3 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
mini szczypta cynamonu

Migdały namoczyć przez noc, następnie przepłukać i zblendować z 3 szklankami wody, daktylami, solą, wanilią i cynamonem. Miskować kilka minut, do utworzenia się piany na wierzchu. Następnie przelać przez wyłożone podwójną warstwą gazy sitko ustawione nad pojemnym naczyniem. Kiedy mniej więcej się odsączy, chwycić gazę tworząc z niej woreczek i wycisnąć dokładnie resztę mleka (uwaga, jest go tam więcej niż może się wydawać i jeśli naciśniecie zbyt ochoczo, tryśnie w każdą stronę!).

Przechowywać w lodówce, najlepiej w szklanej butelce, do dwóch dni. Z pozostałej migdałowej pulpy można zrobić wegański „twarożek” (dodawszy kilka łyżek mleka i przyprawy – słodkie lub słone). Można także po prostu dodawać tych migdałów po trochu a to do owsianki (patrz wyżej), a to do crumble czy granoli.