Nowe życie lodów na patyku

IMG_4965.jpg

Od jakichś trzech lat (czyli odkąd rozpoczęła się w Polsce złota era rzemieślniczych lodziarni, a do tego zaczęłam robić trochę w domu) nie jem już raczej zwykłych lodów na patyku. Tyle się najadłam naprawdę dobrego towaru, że ten sklepowy przestał mnie satysfakcjonować. W lodach, które kiedyś lubiłam, nagle znalazłam napompowaną strukturę i sztuczne posmaki (podejrzewam też, że znane mi z dzieciństwa bigmilki mogły w międzyczasie zmienić skład nie do poznania). Potem przestałam próbować i szukać... Spróbowałam jednak lodów Dione, które znalazły mnie same. A to, że o tym teraz czytacie, to dowód że była to próba bardzo udana. 

Najważniejsze to smak. Ale zaraz za nim jest skład – również w przypadku rzeczy, które z zasady są dla przyjemności, a nie na przykład dla zdrowia. Nie chodzi tylko o to, że w trosce o swój organizm chcę przyjmować składniki dobrej jakości (to też, ale w przypadku jedzonych raz na jakiś czas słodkości bardziej liczy się dla mnie pożytek dla ducha, niż dla ciała). Ważniejszy jest fakt, że ze złych surowców cieżko osiągnąć zachwycający efekt smakowy. Szczególnie dla podniebienia rozpieszczonego lodami tradycyjnej domowej produkcji. I w tych lodach Dione czuć, że są porządne – oblane grubą warstwą dobrej czekolady, smakują prawdziwą wanilią, a w konsystencji są kremowe i konkretne, nie nadmuchane. Wiecie, że nie reklamuję tu rzeczy zbyt często, a już na pewno nie takie, co do których miałabym wątpliwości. Tu przekonuje mnie brak konserwantów, tłuszczów roślinnych, substancji słodzących, barwników i wzmacniaczy smaku i produktów modyfikowanych genetycznie. Ten wpis jest przysługą dla Was (zajadajcie się, Dione kupicie we wszystkich Biedronkach) i moimi trzema groszami do tego, żeby więcej takich lodów wypełniało zamrażarki polskich sklepów. 

IMG_4932 copy copy.jpg
IMG_4932.jpg

Wcześniej nie przyszłoby mi do głowy wykorzystywanie lodów na patyku w przepisie. Są one z definicji formą kompletną; na patyku, by wygodnie było zjeść w każdych możliwych warunkach – byle od razu. Ale chwilę się zastanowiłam i zaczęły mi w głowie kiełkować pomysły na dekonstrukcję tej formy. Zdekonstruowałam przy okazji tosty francuskie, dodałam mascarpone które zrobiło z tego kremowy deser, a dla przełamania słodyczy – kwaśną melasę z granatów (kupicie ją w sklepach arabskich lub zrobicie sami, gotując sok z granatów 100% tak długo, aż zredukuje się do syropu). Wszystkie składowe zyskały kompletnie nowe życie, na które nie da się powiedzieć złego słowa – mimo, że trzeba je teraz jeść łyżeczką :)

IMG_4942 copy.jpg

Dzisiejszy przepis powstał dzięki współpracy z producentem lodów naturalnych Dione. Wszystkie wyrażone opinie są moje własne. Dziękuję za wspieranie marek, które wspierają Coutellerie!

IMG_4973.jpg

Deser z lodów na patyku
z tostami francuskimi i melasą z granatów

4 porcje

  • 250 g mascarpone
  • 4 lody na patyku w czekoladzie (użyłam Dione waniliowych z solonym karmelem i czekoladowych crema di nocciole – wybierzcie swoje ulubione)
     
  • 2 jajka
  • ½ szklanki mleka
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • szczypta soli
  • 4 kromki chałki, może być nawet „przedwczorajsza”
  • ok. 30 g masła do smażenia
     
  • melasa z granatów

Wyjmij lody z opakowań. Odkrój górę każdego z nich, aż do poziomu patyczka. Posiekaj je i dobrze wymieszaj z mascarpone. Powstały krem oraz końcówki lodów na patykach schowaj z powrotem do zamrażalnika.

Przygotuj tosty francuskie. W głębokim talerzu roztrzep jajka z mlekiem, wanilią i solą. Na patelni rozpuść masło. Kromki chałki włóż na kilka sekund do masy jajecznej, następnie odwróć na drugą stronę, by namoczyły się z równomiernie. Przełóż na patelnię i smaż na średnim-dużym ogniu na złoto z obu stron. Zdejmij z patelni na ręcznik papierowy i odsącz z nadmiaru masła. Następnie, wciąż gorące, pokrój w kostkę i wrzuć do czterech przygotowanych pucharków/szklanek. Na warstwę tostów nałóż po dużej łyżce kremu lodowego. Każdą porcję udekoruj końcówką loda na patyku i oblej kwaskową melasą z granatów. Smacznego!

Pięć(dziesiąt)

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto

Za pięć dni ten blog skończy równe pięć lat! Tak wynika z moich niewyraźnych obliczeń, opartych o wpisy pamiętnikowe, historie przeglądarek i rozmyte wspomnienia. Z tej okazji mam dla Was przepis na najsmaczniejszy tort urodzinowy w tej galaktyce. W prawdziwym świecie powstał z okazji równych lat pięćdziesięciu, które skończyła w zeszłym miesiącu moja (najfajniejsza we wszystkich galaktykach) Mama. W wirtualnym dzielę się nim z Wami i życzę nam jeszcze co najmniej czterdziestu pięciu lat wspólnego świętowania. 

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto koska pismaniye

Próbowaliście kiedyś pişmaniye? Na opakowaniu przedstawione jest jako turecka chałwa w kłębkach, i rzeczywiście w smaku trochę ją przypomina (choć nie ma w składzie sezamu). Najważniejsza w tym specjale jest jednak jego struktura. Pişmaniye to bowiem puszyste kulki z miliona cieniutkich włókien, wytwarzanych poprzez mozolne rozciąganie plastycznej masy cukrowej w podprażonej z masłem mące (spójrzcie na film!) Są lekkie jak świeży, spadający w wielkich płatkach śnieg. I tak samo jak on rozpływają się w sekundę po dotknięciu języka. Jeśli jeszcze tego nie doświadczyliście, biegnijcie do najbliższego tureckiego/arabskiego sklepu, Kuchni Świata lub nawet dobrze zaopatrzonych delikatesów, gdzie pismaniye też czasem się pojawia. To będzie najdelikatniejsza rzecz, jaką w życiu zjecie! A że jest bardzo słodka, z pewnością nie dacie rady całemu opakowaniu na raz – to co zostanie zachowajcie i przyklejcie na brzegi urodzinowego tortu. Będzie idealnym zwieńczeniem rajskiej kombinacji chałwy, czekolady, wiśni i amaretto. 

Wszystkiego najlepszego!

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto

Tort urodzinowy
na biszkopcie kakaowym, z kremem chałwowym i wiśniami

10-12 porcji (forma 23 cm)
częściowo na podstawie tego przepisu

na biszkopt:

  • 5 jajek
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1/4 szklanki skrobi ziemniaczanej
  • 1/4 szklanki kakao

na krem:

  • 200 ml śmietany kremówki
  • 250 g mascarpone
  • 400 g chałwy (może być z pistacjami, jeśli lubisz jak coś chrupie)

dodatkowo:

  • 1/2 szklanki amaretto
  • espresso (lub mała filiżanka dobrej, mocnej kawy)
  • 220 g dżemu wiśniowego 100% (używam Łowicz, jest kwaskowy)
  • pişmaniye (turecka “chałwa” w kłębkach), do ozdobienia tortu z zewnątrz

 

Zacznij od upieczenia biszkoptu (warto to zrobić poprzedniego dnia – musi porządnie ostygnąć). Wszystkie składniki powinny w miarę możliwości być w temperaturze pokojowej. Przygotuj tortownicę – wyłóż dno papierem do pieczenia, a boki formy pozostaw suche. 

Do jednego naczynia przesiej mąkę, skrobię i kakao, odstaw na bok. Oddziel białka jaj od żółtek i umieść je w dużej misce. Ubij mikserem na sztywną pianę, pod koniec dodając stopniowo cukier. Zmniejsz obroty miksera, ale wciąż ubijając dodawaj po jednym żółtku. Wyłącz mikser, dodaj do masy suche składniki i wymieszaj szpatułką lub drewnianą łyżką, najdelikatniej jak potrafisz. Przelej ciasto do przygotowanej tortownicy i wstaw do piekarnika na około 45 minut. Po tym czasie powinno być równomiernie wyrośnięte, jeśli w centrum wydaje się płaskie to znaczy, że środek jeszcze się nie upiekł – wydłuż czas o dodatkowe 10 minut.

Gorące ciasto wyjmij z piekarnika i upuść je poziomo na podłogę z wysokości niecałego metra (oczywiście w formie). Dzięki temu powietrze ucieknie z niego szybko, co spowoduje, że ciasto nie opadnie. Odstaw do całkowitego wystudzenia.

Żeby wyjąć ciasto z formy oddziel brzegi od formy małym nożykiem. Jeśli wierzch jest mocno zaokrąglony, możesz ściąć mu delikatnie czubek. Przekrój resztę na trzy równe blaty.

Przygotuj krem. W dużej misce lub naczyniu miksera umieść śmietankę i ubijaj na najwyższych obrotach. Kiedy będzie puszysta, wciąż ubijając dodaj mascarpone. Po kilku minutach krem powinien być jednolity i dość sztywny. Dorzuć wówczas pokruszoną chałwę i ubijaj jeszcze chwilę, do dokładnego połączenia. Odstaw do lodówki na czas dalszych przygotowań.

Wymieszaj w szklance amaretto z espresso. Dżem wiśniowy podgrzej w rondelku, aby był bardziej płynny. 

Do składania tortu najlepiej jest zaopatrzyć się w tacę obrotową (używam zwykłej z Ikei) oraz szpachlę do nakładania kremu i najzwyklejszą plastikową szpatułkę. Na tacy ułóż kartonową podstawę lub paterę/talerz, a na niej pierwszy blat biszkoptowy. Nasącz go po całości mieszanką amaretto i kawy. Równomiernie rozprowadź na nim połowę dżemu wiśniowego a następnie przykryj grubą warstwą kremu i wyrównaj. Ułóż kolejny blat i powtórz proces – nasączanie (hojne!), dżem, krem. Przykryj trzecim blatem, nasącz go i przykryj już tylko kremem, nakładając go też od razu na boki ciasta. Wyrównaj wierzch i brzegi (to na tym etapie obrotowa taca i plastikowa szpatułka są najbardziej przydatna). Do kremu na całej powierzchni tortu przyklej porwane na włókienka pişmaniye. Odstaw do schłodzenia na minumum godzinę, a najlepiej na kilka – tort będzie się znacznie lepiej kroił, a smaki się przegryzą. Choć oczywiście najlepiej smakuje to, co zostanie na drugi dzień! Smacznego i sto lat.

chałwowy tort urodzinowy z wiśniami i amaretto koska

Inna Wielkanoc

Jak ostatnio wspomniałam (tym razem na poważnie!), nadchodzącą Wielkanoc spędzam inaczej niż zazwyczaj. Z tej okazji Wam też proponuję w tym roku małą odmianę. Tyle na świecie odsłon świątecznego stołu, w ilu domach co roku obchodzone są święta. Niemal każda rodzina ma ukochane klasyki, przyrządzane według sekretnych przepisów dziedziczonych od pokoleń. Ale różnice mogą wynikać też z chęci unowocześnienia tradycji. W tym roku zamiast (lub oprócz!) bab i mazurków warto z okazji Wielkanocy upiec ciasto inne niż w pozostałych domach. Może być zupełnie zwyczajne, wystarczy dodać mu świątecznego ducha. Na przykład marchewkowe, wyjątkowe od samych koniuszków wieńczących jego królewską, tortową formę, aż po środek, czyli serce – pełne bakalii ciasto na mące gryczanej.

Gryczane ciasto marchewkowe
z kremem z ricotty i płatkami róży

na tortownicę o średnicy 16–18 cm (czyli 8–10 porcji)

Na ciasto:

  • 3 jajka

  • 40 g orzechów laskowych, posiekanych na duże kawałki

  • 150 g marchewki, startej na drobnych oczkach (2 duże lub 3 średnie sztuki)

  • 100–120 g drobnego, nierafinowanego cukru trzcinowego

  • 170 ml oleju roślinnego, np. z pestek winogron lub ryżowego

  • 1 łyżeczka octu jabłkowego lub z białego wina

  • 170 g pełnoziarnistej mąki gryczanej

  • 70 g jasnej mąki pszennej

  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej

  • 1 płaska łyżeczka suszonego imbiru

  • 1 płaska łyżeczka cynamonu

  • niepełna łyżeczka soli

  • 40 g suszonej żurawiny

Na krem:

  • 250 g serka mascarpone

  • 250 g ricotty

  • 80 ml niepasteryzowanej śmietany kremówki

  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego lub ziarenka z 1 laski wanilii

  • pół łyżeczki soli

  • 3–4 łyżki cukru pudru

  • suszone płatki róży do dekoracji

Przygotuj tortownicę o średnicy 16–18 cm. Dno wyłóż papierem, a boki posmaruj masłem lub odrobiną oleju. Piekarnik rozgrzej do 160 stopni.

Na najwyższych obrotach ubij jajka z cukrem. Kiedy masa będzie puszysta, dodaj olej i ocet i ubijaj jeszcze chwilę. W innym dużym naczyniu połącz suche składniki – obie mąki, proszek do pieczenia, sodę, imbir, cynamon i sól. Dokładnie wymieszaj, w międzyczasie dorzucając także bakalie. 

Wlej mokre składniki do miski z suchymi. Dodaj startą marchewkę i wszystko razem wymieszaj szpatułką, starając się, aby proces trwał jak najkrócej. Im mniej ruchów na tym etapie, tym lepiej urośnie nam ciasto! Przelej masę do formy i piecz 40–50 minut (do suchego patyczka). Po wyjęciu przestudź ciasto przez 10 minut w formie, a następnie wyjmij je i połóż do góry nogami. Dzięki temu wybrzuszony wierzch się spłaszczy, nie będzie więc konieczności odcinania go, aby otrzymać płaski tort. Zostaw do całkowitego ostygnięcia, a następnie długim nożem z piłką przekrój na trzy równe blaty.

W międzyczasie przygotuj krem. Do dużej miski włóż mascarpone i ubijaj przez kilka minut, aż lekko się napowietrzy. Następnie dodaj ricottę, śmietankę, ekstrakt waniliowy oraz sól i dalej ubijaj, aż składniki utworzą gładką masę. Łyżka po łyżce dodawaj cukier puder, aż krem będzie wystarczająco słodki. Ubijaj jeszcze chwilę, aż krem się usztywni. 

Spodni blat ciasta ułóż na obrotowej tacy, jeśli taką posiadasz. Będzie ci łatwiej rozprowadzać krem na jego brzegach. Jeśli nie masz tacy, ułóż spód od razu na paterze. Na pierwszy blat wyłóż około ¼ kremu z miski, równo rozprowadź i przykryj kolejnym blatem. Powtórz czynność, kolejną warstwę kremu przykryj wierzchnim blatem i na górze oraz bokach rozprowadź pozostały krem. Wierzch udekoruj suszonymi płatkami róży. Tort można podawać od razu, ale najlepiej kroi się oraz smakuje po schłodzeniu – w miarę możliwości odstaw go na kilka godzin do lodówki. 

Przepis opracowany dla portalu Hellozdrowie.pl. Znajdziesz tam też garść przydatnych informacji na temat prozdrowotnych właściwości gryki!

Wesołych Świąt!

Zielona rewolucja

Jeszcze nie tak dawno temu, green smoothies – z rezerwą nazywane „potworzastymi” – przyciągały zdziwione spojrzenia i często budziły u nas ambiwalentne uczucia. Dziś są nowym chlebem powszednim, spożywanym na drugie śniadanie przez wielu z nas. Widnieją w menu licznych kawiarni, opatrzone właściwymi hasztagami bombardują Instagram, a swoją wszechobecnością nie prowokują już w zasadzie żadnego sceptycyzmu. To ogromny sukces! Pora przybić sobie piątkę i należycie uczcić go porządną zielonokoktajlową libacją.

W kwestii świadomości żywieniowej społeczeństwo idzie do przodu jak burza. Popularność zdrowego jedzenia wzrasta z każdym dniem, przemawiając do coraz większej liczby osób w całej Polsce. Są wśród nich również tacy, którym ciągle mało! Ludzie wiecznie – nomen omen – głodni, nieustannie próbujący i poszukujący nowości. Nie bez radosnej bezsilności przyznam, że sama do tego grona należę. Zielone koktajle są u mnie na porządku dziennym, a jednak ich zbawienna moc zaczęła ostatnio pozostawiać mi lekki niedosyt. Czując chęć zaskoczenia się kolejną dokładką zdrowia w moim menu, postanowiłam oswoić zielony kolor jeszcze bliżej i upchnąć dobroczynne liście szpinaku w nowym deserze. A że akurat miałam ochotę na ciasto...

Efekt niecodziennego połączenia przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Smak szpinaku gdzieś się ulotnił, zostały natomiast jego wartości odżywcze – minerały takie jak żelazo, kwas foliowy, magnez i potas, liczne przeciwutleniacze oraz witaminy. Zachowały się także jego właściwości przeciwnowotworowe, sporo błonnika, i wreszcie – chlorofil, a więc i piękny zielony kolor! Do towarzystwa dobrałam mu kompanów, z którymi niejednokrotnie tworzył udane kombinacje w moich koktajlach – słodkiego ananasa, świeżego w smaku kokosa i dużo orzeźwiających cytrusów. To ciasto, jakiego jeszcze nie jedliście. Uczyńmy je wspólnie następnym zielonym ewenementem!

Cytrusowe ciasto szpinakowe
z kremem kokosowym

na dwie formy o średnicy 20 cm (4-piętrowy tort)

ciasto:
240 g mąki pszennej pełnoziarnistej
200 g cukru trzcinowego
40 g wiórków kokosowych
3 jajka
200 g młodego szpinaku
150 ml delikatnego oleju roślinnego, np. ryżowego lub rzepakowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
sok i skórka 1 niewoskowanej cytryny
duża szczypta soli morskiej

krem:
2 puszki mleczka kokosowego, schłodzone i niewstrząśnięte przez min. 24 godziny
500 ml śmietanki kremówki
250 g mascarpone
100 g cukru pudru (lub więcej do smaku)

do przełożenia:
150 ml likieru kokosowego
100 ml świeżego soku ananasowego lub z pomarańczy
300 g kwaskowej konfitury, np. z porzeczki lub malin

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 170 stopni. Przygotowujemy tortownice, wykładając ich dna pergaminem i delikatnie natłuszczając boki. Jeśli nie mamy dwóch jednakowych form, możemy upiec partie jedna po drugiej  lub też wykorzystać większą formę (23-26 cm) i zrobić większy, ale niższy tort.

Umyty i osuszony szpinak blendujemy z olejem na gładką zieloną masę. Dodajemy sok i skórkę z cytryny oraz wiórki kokosowe i dokładnie mieszamy. W osobnym naczyniu ubijamy mikserem jajka, dodając stopniowo cukier. Kiedy będą puszyste, dodajemy masę szpinakową i na najniższych obrotach miksujemy, aż całość dokładnie się połączy.

W międzyczasie do dużej miski przesiewamy mąkę (jeśli na sicie zostaną otręby, nie dodajemy ich) wraz z proszkiem do pieczenia i solą. Mieszamy suche składniki z mokrymi, otrzymując gładkie, płynne ciasto. Przelewamy je do przygotowanych tortownic. Pieczemy ok. 45 minut, do suchego patyczka (dłużej, jeśli korzystamy z większej formy, piekąc całe ciasto naraz). Po wyjęciu z piekarnika dajemy ciastom odpocząć 15 minut, następnie wyciągamy z blaszek i studzimy całkowicie na kratce. Nie przejmujemy się intensywnym zapachem szpinaku – to etap przejściowy, który zniknie po schłodzeniu!

Przygotowujemy krem. Puszki mleczka kokosowego otwieramy ostrożnie i odlewamy oddzieloną wodę (warto zachować ją do koktajlu czy owsianki!). Będziemy potrzebować jedynie twardej części zebranej na dole puszki. W dużej misce ubijamy śmietankę, pod koniec dodając stopniowo cukier. Zmniejszamy obroty miksera i dorzucamy mascarpone oraz białą część puszek mleka kokosowego.  Miksujemy całość na gładki, puszysty krem, w razie potrzeby dodatkowo go dosładzając. Chłodzimy.

Każde ciasto dzielimy długim nożem z piłką na dwa równe blaty. Jeśli podczas pieczenia urosły im górzyste wierzchy, obcinamy je. W szklance mieszamy likier kokosowy z sokiem. Pierwszy blat układamy na paterze i nasączamy jedną czwartą tej mieszanki. Smarujemy konfiturą i kładziemy warstwę kremu kokosowego. Przykrywamy drugim blatem i powtarzamy wszystkie czynności. Ostatniego, czwartego blatu, po nasączeniu nie dekorujemy już konfiturą. Przykrywamy warstwą kremu, ozdabiamy nim także boki tortu. Dekorujemy świeżymi owocami lub jadalnymi kwiatami. Ciasto najlepiej smakuje na drugi dzień, po schłodzeniu i przegryzieniu. Smacznego!

Przepis opracowany dla portalu Hellozdrowie.pl!

 

Pietruszkowe merci

Wybaczcie mi dziś lekki niedosyt zdjęciowy. Ciasto pietruszkowe piekłam późnym popołudniem, z myślą o jednej z nocnych schadzek, których sporo ostatnio było w moim kalendarzu. Mowa tu o specyficznym rodzaju spotkań towarzyskich, nie do końca dobrowolnych – kiedy przy stole spotyka się grupa osób (z których każda marzy tak naprawdę wyłącznie o odrobinie snu we własnym łóżku) i postanawia podywagować, powiedzmy, o sztuce polskiego średniowiecza. Do drugiej, trzeciej nad ranem – lub po prostu tak długo, jak wszyscy przy stole w najmniejszym choćby stopniu pozostają żywi. Czas ten znacząco przedłuża odżywcza dla mózgu strawa. Dlatego jeszcze raz – wybaczcie, ale jedynym co się ostało do kolejnego poranka było to biedne (trochę naciągane) półtorej porcji, z przymrużeniem oka sfotografowane, a następnie zjedzone przeze mnie w biegu na śniadanie.

IMG_1325.jpg

Z jednej strony czuję, że mózg uodparnia się na rzekome zastrzyki energii, które serwuję mu w postaci coraz większych ilości słodyczy. Z drugiej jednak, każdy kolejny zdany egzamin to duże „dziękuję” w stronę wszystkiego, co podtrzymywało mnie przy życiu podczas nauki. A to, zaraz za zagrzewającymi do roboty towarzyszami niedoli oraz kofeiną, jest jednak przede wszystkim cukier. Próbowałam ostatnio detoksu z warzywno-owocowych soków i koktajli, który zafundował mi nagorszą dwudniową migrenę jaką jestem sobie w stanie przypomnieć. Wyleczyłam się z niej czekoladą, utwierdzając tym samym w przekonaniu, że zostałam stworzona do jedzenia słodyczy. A walka z własną naturą jest jak widać bolesna i nieskuteczna. Żeby jednak nie być całkiem pasywną, szukam kompromisów i piekę ciasta z warzywami. W ten sposób desery są niemalże zdrowe, a swoich właściwości leczniczych nie tracą. Bądź co bądź, starcie z tym średniowieczem wszyscy wygraliśmy po całości.

Tak jak nasze świetne oceny mówią „dziękuję” ciastu-wspomagaczowi, tak ja, z zupełnie innej beczki, przy jego pomocy dziękuję Wam za wsparcie w konkursie, który dobiegł końca już chwilę temu. Dzięki Wam mam szansę na warsztaty z Jamiem, jesteście super! Obiecałam pyszności w podzięce za głosy, i choć każdego z Was osobiście nie uda mi się poczęstować, przekazuję przepis – upieczcie ciasto w swoich domach, a później rozkoszujcie się, zapraszajcie gości, zdawajcie egzaminy i przenoście góry!

Pomarańczowe ciasto pietruszkowe
z kremem klonowym i prażonymi migdałami

forma o średnicy 20-22 cm
źródło przepisu

200 g mąki pełnoziarnistej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
½ łyżeczki imbiru
½ łyżeczki przyprawy do piernika
szczypta soli
150 g cukru trzcinowego
160 ml oliwy z pierwszego tłoczenia
4 jajka
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
3 średnie pietruszki (ok. 200 – 220 g po obraniu i starciu)*
skórka otarta z 1 niewoskowanej pomarańczy

200 g serka philadelphia
100 g mascarpone
4 łyżki syropu klonowego
sok i skórka z 1 małej pomarańczy
garść migdałów

* zamiennie można z powodzeniem użyć pasternaku.

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni. Dno przygotowanej foremki wykładamy papierem do pieczenia, a brzegi smarujemy lekko oliwą.

Do jednej miski przesiewamy suche składniki – mąkę, proszek do pieczenia, przyprawy i sól.W drugiej ubijamy lekko jajka, następnie dodajemy oliwę, wanilię oraz cukier i miksujemy wszystko przez kilka minut. Kiedy masa będzie gładka i puszysta, dodajemy startą pietruszkę i pomarańczę. Następnie wsypujemy suche składniki i mieszamy całość szpatułką, tylko do połączenia składników, najkrócej jak to możliwe. Napełniamy ciastem formę i pieczemy do aż wierzch się zezłoci, a patyczek będzie suchy – ok. 45 minut do godziny. Studzimy przez dziesięć minut w formie, następnie wyciągamy i dajemy ciastu całkowicie ostygnąć na kratce.

W międzyczasie możemy na innym poziomie piekarnika uprażyć migdały. Postępujemy tak jak w tym przepisie. Niższa temperatura nic nie szkodzi, być może prażenie zajmie minutę dłużej.

Krem przygotowujemy ubijając serki, syrop klonowy i sok z pomarańczy. Chłodzimy w lodówce. Ciasto możemy udekorować z wierzchu (jeśli jest płaskie – ze względu na większą formę), lub rozkroić i przełożyć także w środku (w przypadku mniejszych, a wyższych ciast). Krem nakładamy na całkowicie ostudzone ciasto (inaczej popłynie). Wierzch obsypujemy hojnie posiekanymi prażonymi migdałami i świeżo startą skórką z pomarańczy. Smacznego!