How to sprout Chickpea (and not only)

Już myślałam, że nie było mnie za długo, by przełamać milczenie i wrócić, a jednak! Jestem z powrotem i już zostaję. Żeby wynagrodzić Wam dwa miesiące ciszy przynoszę dużo materiałów. Pod lupę biorę dziś kiełki, chcąc wszystkich Was zachęcić do ich domowej produkcji. Przeczytajcie moje szczegółowe instrukcje – co i dlaczego warto w domu kiełkować, a przede wszystkim jak to robić (sposobów jest kilka, wszystkie proste!). Materiał opublikowany został w najnowszym numerze mojego ulubionego magazynu Chickpea – wegańskiego, pełnego przepisów i wartościowych treści, jak zwykle przepięknie oprawionego graficznie. Nowy numer w wersji online kupicie TUTAJ, a pod tym linkiem jest darmowa próbka tego, co w środku! Razem z czterema przepisami na moje dania z wykorzystaniem kiełków z gryki, ciecierzycy, soczewicy i słonecznika.

IMG_5709.jpg

Zwykle czekam z publikowaniem materiałów z Chickpea do dnia, w którym dotrze do mnie papierowy magazyn, ale teraz nie mogłam się powstrzymać. Przyszła zima, idealna pora na wielkie kiełkowanie! Czy budzące się do życia nasiona, ziarna i orzechy nie kojarzą Wam się bardziej z wiosną, tak jak mnie? Wtedy przecież budzi się cały świat, i to bez naszej pomocy. Tymczasem kiełkować warto przez cały rok! A tą chłodną i ciemną porą dodatkowe wartości odżywcze szczególnie się nam wszystkim przydadzą.

Zapraszam na moje kompletne WPROWADZENIE DO KIEŁKOWANIA, czyli Sprouting 101 (Chickpea to magazyn anglojęzyczny). Jeśli ktoś z Was miałby problem z angielskim, piszcie do mnie śmiało, a pomogę!

Nie tłumaczyłam tekstu celowo, po części dlatego, że chcę zacząć testować pisanie bloga po angielsku. Co byście na to powiedzieli? Czytalibyście chętnie, czy to dla Was przeszkoda?

title.jpg
Screenshot 2018-11-19 at 18.50.19 copy.jpg

Kiełkowaliście wcześniej w domu? Bardzo polecam spróbować! Jeśli lubicie wyzwania takie jak chleb na zakwasie, hodowanie kombuchy czy domowe kiszonki, koniecznie dodajcie kiełki do repertuaru żyjących projektów w swojej kuchni. Jeśli jest na odwrót i jedyne na co się porywacie to próby posadzenia drzewka z pestki awokado, właśnie od kiełkowania warto zacząć – nie wymaga ono dużego zaangażowania i żadnych specjalistycznych warunków.

Chciałabym też porzucić stereotyp kiełków jako splątanej garstki lucerny, która swego czasu dekorowała co drugi talerz ze zdrowym posiłkiem. Skiełkowane ziarna, nasiona i strączki są niesamowicie ciekawe, różne, mają ogromy potencjał! Sami zobaczcie jakie dania można z nich przygotować.

IMG_5768 copy.jpg

Falafel ze skiełkowanej ciecierzycy

4 porcje

  • 2 szklanki skiełkowanej ciecierzycy

  • 1 pęczek natki pietruszki

  • 2 małe ząbki czosnku

  • 1/2 średniej cebuli

  • sok z 1/2 cytryny

  • 1 płaska łyżeczka mielonego kuminu

  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry

  • 1/2 łyżeczki cynamonu

  • 1/2 łyżeczki pieprzu kajeńskiego/chili

  • 1/2 łyżeczki soli

  • 2-3 łyżki zimnej wody (lub więcej, do konsystencji)

  • olej roślinny do smażenia

 Umieść wszystkie składniki oprócz wody i oleju w malakserze (blenderze z ostrzem w kształcie “S”) i zmiksuj dokładnie, ale nie za gładko. Dodawaj wodę, łyżka po łyżce, tylko tyle by masa zaczęła się kleić i miała konsystencję odpowiednią do formowania falafeli w dłoni. Odstaw do lodówki na minimum godzinę.

Na głębokiej patelni rozgrzej olej – tyle, by przykrył dno (nie będziemy smażyć na głębokim tłuszczu). Z masy ciecierzycowej formuj okrągłe, spłaszczone falafele. Smaż na średnim ogniu z obu stron aż do zezłocenia. Po zdjęciu z patelni ułóż na ręczniku papierowym aby pozbyć się nadmiaru oleju. Podawaj z sosem z tahini, świeżymi lub pieczonymi warzywami, w pitach, lub w jakiejkolwiek aranżacji, na którą przyjdzie Ci ochota. Najlepiej smakują świeżo po usmażeniu, kiedy wierzch jest przyjemnie chrupiący, ale możesz przygotować je wcześniej i przechowywać w lodówce lub zabrać ze sobą na wynos.

IMG_5830.jpg

Śniadaniowy “budyń” ze skiełkowanej gryki

4 porcje

  • 2 szklanki skiełkowanej gryki

  • 1 duży banan

  • 5 dużych, świeżych daktyli, bez pestek

  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego

  • szczypta soli

  • 1/2 – 1 puszki mleka kokosowego

  • dodatki, takie jak sezonowe owoce, syrop daktylowy, bakalie

Wszystkie składniki prócz mleka kokosowego i dodatków umieść w blenderze. Zacznij miksować na wysokich obrotach, powoli dodając mleczko, aż do uzyskania pożądanej gęstości budyniu. Kiedy będzie gładki i kremowy, przełóż do misek i udekoruj każdą porcję dodatkami.

IMG_5746 copy.jpg

Mleko ze skiełkowanych nasion słonecznika z tonką

2-4 porcje w zależności od wielkości

  • 1 szklanka skiełkowanego słonecznika*

  • 1 1/2 - 2 szklanki wody

  • 1 małe ziarno tonki

  • szczypta soli

  • 1/2 łyżeczki kurkumy

  • 1/3 szklanki syropu z klonowego, lub do smaku

  • kostki lodu do podania, jeśli na zimno

*W tym przepisie ważne jest, by użyć młodych (1-2 dniowych) kiełków słonecznika. Im dłużej kiełkują, tym ostrzejszy ich smak. Robią się też coraz bardziej zielone i chrupiące, co jest świetne w sałatkach, ale mleko czyni mniej kremowym.

Umieść nasiona słonecznika w blenderze z wodą. Zetrzyj pół ziarna tonki (robię to na microplanie, ostrze tarki musi być mocne, bo ziarenka są twarde!) i dodaj do blendera razem z solą i kurkumą. Miksuj na wysokich obrotach przez dwie minuty lub tak długo, aż mikstura będzie idealnie gładka. Odcedź mleko używając specjalnego woreczka lub po prostu gazy, wyciskając je do ostatniej kropli ze słonecznikowej pulpy (tę ostatnią wykorzystaj w cieście lub do zrobienia wegańskiego twarożku!). Do mleka zetrzyj drugą połowę ziarna tonki, dodaj też syrop klonowy. Podawaj z lodem jako alternatywę dla kawy mrożonej, lub na ciepło!

IMG_5711 copy2.jpg

Sałatka z kiełków zielonej soczewicy

4 porcje jako dodatek

  • 1 szklanka skiełkowanej zielonej soczewicy

  • 1/2 szklanki migdałów

  • garść ulubionych liści (np. sałaty rzymskiej, rukoli, szpinaku)

  • 5 małych moreli

  • garść czereśni, bez pestek

    dressing cytrusowy:

  • sok z 1 cytryny

  • 1 łyżeczka syropu klonowego

  • 3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia

  • chluścik sosu sojowego lub tamari

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Wyłóż migdały na blachę i praż je przez 8-12 minut, aż zciemnieją i zaczną pięknie pachnieć. Wyjmij z piekarnika i odstaw do wystudzenia. W międzyczasie ugotuj skiełkowaną soczewicę na parze. Zajmie to około 10 minut, powinna być al dente. W dużej misce wymieszaj resztę składników – liście, morele, czereśnie. Dodaj soczewicę. Składniki na sos umieść w słoiku i wymieszaj intensywnie nim potrząsając. Dodaj dressing do sałatki, wymieszaj i obsyp posiekanymi prażonymi migdałami.

Smacznego!

Doznanie wielopoziomowe

Przełom wiosny i lata to czas największego urodzaju. Kolory wypełniają półki warzywniaków po szarej zimie i przednówkowym nieurodzaju. Tak licznie, że trudno mi decydować które warzywa i owoce wylądują danego dnia na talerzach. Najciężej jest rano, bo rozkochana w porankach, największy apetyt mam po przebudzeniu.

Choć decyzja co zjeść na śniadanie nie jest bułką z masłem, może być kilkoma kromkami żytniego pumpernikla. Problem decyzyjności rozwiąże się wówczas sam. Wystarczy odrobina kreatywności, aby z niczego nie trzeba było rezygnować; kromki ułoży się jedna na drugiej tworząc tort, a pomiędzy jego kolejnymi poziomami schowa wszystko, co wspaniałego ma wiosna w ofercie.

Tym razem, do świeżych polskich ogórków, papryk, rzodkiewek i szczypiorów, ukręciłam aż trzy pasty, które czynią ten tort doznaniem wielopoziomowym – konstrukcyjnie, ale i smakowo. Więcej napisałam na portalu Hellozdrowie. Zajrzyjcie, by dowiedzieć się co nieco o zaletach żytniego pumpernikla i jego wpływie na naszego zdrowie!

Śniadaniowy tort pumperniklowy
z trzema pastami i mnóstwem nowalijek

4 porcje

na pastę z tuńczyka ze świeżymi ziołami:

  • 1 puszka kawałków tuńczyka w sosie własnym

  • 1 łyżka jogurtu greckiego

  • 1-2 łyżki majonezu

  • po garści listków świeżej melisy, bazylii i pietruszki (lub innych ulubionych ziół)

  • sól i pieprz do smaku

Wyjmij z puszki tuńczyka i odciśnij go z zalewy na drobnym sicie. Przełóż do miski, dodaj jogurt i majonez i połącz składniki. Jeśli pasta będzie za sucha, dodaj odrobinę majonezu. Zioła posiekaj drobno najostrzejszym nożem, jaki masz (tak, aby je ciął, a nie zgniatał). Dodaj do miski, wszystko dokładnie wymieszaj i dopraw do smaku solą i pieprzem.

na pastę z awokado z cytryną i słonecznikiem:

  • 3-4 łyżki nasion słonecznika

  • 1 duże, dojrzałe awokado

  • skórka z ½ niewoskowanej cytryny

  • 1-2 łyżki soku z cytryny

  • sól i pierz do smaku

Rozgrzej suchą patelnię, dodaj nasiona słonecznika i często mieszając, podpraż je, aż nabiorą złotego koloru i zaczną pięknie pachnieć. Odstaw do wystudzenia.

W międzyczasie wyjmij miąższ z awokado, rozgnieć go w misce widelcem razem ze skórką oraz sokiem z cytryny (zacznij od 1 łyżki, później możesz dodać więcej do smaku). Na koniec dorzuć 2 łyżki nasion słonecznika (resztę zachowaj do posypania wierzchu tortu) i wymieszaj.

na smarowidło z fety z sumakiem:

  • 200 g prawdziwej fety z mleka owczego i/lub koziego

  • 80-100 g jogurtu greckiego

  • kilka szczypt sumaku (bliskowschodniej przyprawy o kwaśnym smaku)

Fetę odsącz z zalewy i umieść w malakserze lub naczyniu blendera. Miksuj na gładką pastę, jednocześnie dodając jogurt, aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Pasta powinna być puszysta, ale nie lejąca, aby można było bez obaw rozsmarowywać ją na pumperniklu. Przełóż do naczynia, dodaj kilka hojnych szczypt sumaku i przemieszaj łyżką.

dodatkowo:

  • ½ żółtej papryki

  • 4-5 dużych rzodkiewek

  • 3 ogórki gruntowe

  • 8 jednakowych kromek pumpernikla

  • 1 pęczek szczypioru z dymki

  • młode listki jarmużu lub ulubione kiełki do dekoracji

Umyj i osusz wszystkie warzywa. Paprykę pokrój w drobną kosteczkę, rzodkiewki i ogórki potnij na cienkie plasterki, a szczypior grubo posiekaj.

Następnie przygotuj stanowisko do składania tortu – na środku połóż dużą kuchenną deskę (możesz też użyć od razu płaskiego talerza, na którym będziesz podawać tort). Wokół niej zgromadź wszystkie przygotowane składniki. Na desce lub talerzu ułóż dwie kromki pumpernikla i rozsmaruj na nich połowę pasty z fety z sumakiem. Hojnie obsyp żółtą papryką. Przykryj kolejnymi dwiema kromkami. Teraz dodaj warstwę pasty z tuńczyka, a na niej ułóż plasterki ogórka. Przykryj pumperniklem i równo rozsmaruj cytrynową pastę z awokado. Ułóż gęsto pokrojone rzodkiewki i dodaj ostatnie dwie kromki pumpernikla. Rozsmaruj na nich resztę pasty z fety, a wierzch udekoruj szczypiorem, listkami oraz kiełkami. Całość oprósz solą oraz pieprzem i posyp zachowanymi nasionami słonecznika. Gotowe! Tort krój na porcje długim nożem z piłką.  Smacznego!

On a roll

W obliczu obfitości składników w najróżniejszych kuchniach świata, fakt że na podium w moim sercu mam ich nie trzy, a kilkadziesiąt, nie powinien budzić zdziwienia. To i tak nieduża część tego, spośród czego możemy wybierać! Obok miodu, twarogu, marchewek, orzechów czy parmezanu, wśród faworytów ex aequo zajmujących u mnie pierwsze miejsce, na pewno znalazłaby się i quinoa. 

Rice&More z dodatkiem trzech kolorów komosy ryżowej zainteresowało mnie najbardziej ze wszystkich mieszanek. Przypominam, że tworzę właśnie serię wpisów, przygotowując dania z każdą z nich. Zielone risotto i poranną owsiankę z trzech kasz utrzymałam w dość klasycznym tonie, z quinoą miałam ochotę na coś specjalnego. W tej samej, ścisłej choć rozległej czołówce moich faworytów bez dwóch zdań wylądowałoby też sushi – reszta kropek połączyła się już sama.

Do sushi można podejść dwojako. Jeśli chcemy przygotować je spełniając rygorystyczne wymogi japońskiej tradycji, będzie to nie lada wyzwanie. Znaczenie będą tu miały sekundy, milimetry, kąty nachylenia, wypracowana w technika, cztery specjalne noże i przede wszystkim – oryginalne składniki najwyższej jakości i ich minimalistyczne, japońskie kombinacje. Ale temat można potraktować też znacznie luźniej i mimo wielkiego szacunku dla tradycji gorąco Was do tego zachęcam! Pomyśleć o sushi jako o wymyślnym patencie na ryż (lub inne ziarna!) z ulubionymi dodatkami. Dla zabawy zawinąć wszystko w arkusz wodorostów – kręcenie tych rolek to jeden z najlepszych pomysłów na wspólne gotowanie!

Quinoa, coraz lepiej przez nas oswajana, pasuje tu idealnie ze swoim orzechowym posmakiem. Chrupkość, której dodaje, dobrze współgra ze świeżymi, soczystymi składnikami, a dzięki odpowiednim proporcjom w stosunku do ryżu pozostaje dodatkiem, a nie dominantą, przez co danie nie odbiega za daleko od swojego japońskiego pierwowzoru. Poza tym, komosa ryżowa jest szalenie zdrowa, dopełnia więc całości, tworząc danie lekkie, pełne kolorowych witamin i minerałów, orzeźwiające podczas upałów, sycące i treściwe.

Dzisiejszy przepis powstał dzięki współpracy z producentem włoskich specjałów Monini. Wszystkie wyrażone opinie są moje własne. Dziękuję za wspieranie marek, które wspierają Coutellerie!

Zielone sushi maki
z quinoą w trzech kolorach

2-4 porcje

w oparciu o przepis na sushi, który przywiozłam z Yokohamy, oraz recepturę Sary Britton

  • 200 g mieszanki Rice&More „Quinoa trzy kolory”
  • 3 łyżki japońskiego octu ryżowego
  • 1 łyżeczka miodu lub syropu z agawy
  • 1 łyżeczka soli
     
  • 4-5 arkuszy wodorostów nori
  • mata bambusowa do zwijania maków

    oraz wszystko, co zapragniecie włożyć do środka rolek, czyli na przykład:
     
  • 200 g ugotowanego, łuskanego bobu*
  • ½ dojrzałego awokado, najlepiej odmiany hass
  • 2 małe ogórki
  • ½ kostki wędzonego tofu
  • szczypiorek, kiełki
  • majonez lub serek philadelphia (opcjonalnie)
  • sezam
  • sos sojowy do podania

*Najlepszego sposobu na bób nauczył mnie mój przyjaciel-super kucharz. Klucz do sukcesu to łuskanie go na surowo. Zajęcie odrobinę żmudne, ale jak wyrobimy sobie mechanizm, to idzie sprawnie. Odcinamy końcówkę każdego ziarenka nożykiem i obieramy surową skórkę. Wyłuskany bób wrzucamy do garnka z wrzątkiem z łyżeczką soli i łyżeczką cukru i gotujemy 4-5 minut, po czym od razu przelewamy lodowatą wodą.

Mieszankę Rice&More gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Odcedzamy na sitku. W szklance lub słoiczku mieszamy składniki zaprawy – ocet ryżowy, sól oraz miód lub syrop. Dodajemy do ugotowanego ryżu z quinoą i mieszamy dokładnie, ale delikatnie, aby nie pognieść ziaren. Pozostawiamy do wystudzenia.

W międzyczasie zajmujemy się resztą składników, czyli nadzieniem. Ogórka i szczypiorek kroimy w podobnej długości słupki, tofu w paski, a awokado w plasterki. Przygotowujemy wybrane przez siebie składniki tak, aby wygodnie układało nam się je w rolkach. Bambusową matę owijamy kilka razy folią spożywczą. Rozkładamy na niej arkusz nori i równo uklepujemy na nim 120 g ryżu. Zostawiamy jedynie wolną górną granicę szeroką na około 2 centymetry. Na ryżu układamy pasek składników.

Aby zwinąć rolkę, podnosimy dół maty bambusowej razem z nori i bardzo ściśle podwijamy go, dociskając rolkę do środka (razem z matą). Następnie matę wyciągamy do poziomu i rozpoczynamy rollowanie "od siebie". Cały czas mocno uciskając! Ciężko opisać tę czynność słowami, najlepiej zobaczyć na przykład na tym filmie. Zwinięte rolki kroimy przepoławiając kolejne części - najpierw całość na dwa, każdą połówkę na ćwiartki, i ćwiartki na ósemki. Dzięki temu dużo prościej jest zachować identyczny rozmiar rolek.

Podajemy z sosem sojowym, można nawet zaopatrzyć się w marynowany imbir (lub zrobić go własnoręcznie!) i wasabi. Smacznego!

Pamiętajcie też o trwającym właśnie konkursie na danie z Rice&More! Gorąco zachęcam Was do udziału - do wygrania są aż cztery kultowe roboty kuchenne KitchenAid. Ugotujcie coś pysznego korzystając z wybranej mieszanki ziaren i dodajcie swoją potrawę (z opakowaniem na zdjęciu) do galerii konkursowej. Wraz z trzema pozostałymi jurorami wybierzemy po jednym zwycięskim daniu. Pokażcie mi swoje najbardziej oryginalne pomysły na Rice&More!  Do zdobycia jest także pięć aparatów Fujifilm Instax Mini 8 - wygrać je można w konkursie publiczności. Macie czas do 10 lipca! Powodzenia! :)

Miso hungry

Mam nadzieję, że każdy z Was spełnia swoją powinność i jada teraz przynajmniej po jednym pęczku szparagów dziennie. Jeśli ktoś w głębi serca wie, że mógłby skorzystać z sezonu choćby ociupinę lepiej, niech się nie przyznaje, tylko czym prędzej zabiera do roboty! Ja kocham szparagi miłością wielką, i paradoksalnie z tego właśnie powodu tak mało ich tutaj u mnie na blogu. Przez cały (wyjątkowo krótki) sezon chcę nacieszyć się nimi jak najmocniej i, aby nie zakłócać ich smaku, rzadko bawię się w próbowanie nowych receptur. Jeśli u Was jest podobnie – przybijam piątkę, ale dzisiejszy przepis polecam nawet jeśli macie zupełnie odwrotnie. Bo niezależnie od tego czy jemy szparagi solo, czy codziennie testujemy nowe, rewolucyjne dania, jedno jest pewne – przy każdym pęczku odcinamy pokaźną garść twardych szparagowych końcówek, i rzadko myślimy o tym ile smaku się marnuje kiedy wyrzucamy je do kosza.

Zamiast bezdusznie pozbywać się tych pozornie nieużytecznych skrawków, warto wymyć je i wykorzystać przy gotowaniu bulionu. Wciąż opracowuję idealną recepturę na wywar wynoszący ich smak na należyty piedestał – póki co, używam ich w towarzystwie orientalnych smaków trawy cytrynowej, imbiru i kolendry, jako podstawy tworzącej głęboki smak dla tych aromatycznych dodatków. Lekki bulion to idealna zupa na chłodną, deszczową wiosnę. Gorąca i pełna rozgrzewających przypraw, ale nie ciężka i sycąca jak typowo zimowe gęściory. Dobry bulion można pić solo z kubka, ale ja najbardziej lubię przygotowywać na jego bazie pyszną, azjatycką zupę miso.

Puśćcie tu luźno wodze fantazji. Gryczany makaron śmiało można podmienić na ulubione nudle, np. ryżowe lub pszenne. Zamiast – lub oprócz! – jajka, może być pokrojone w kostkę silken tofu, lub plastry zwykłego, np. podsmażone. Idealnie pasuje także pieczony łosoś lub inna ulubiona ryba. W miejscu bakłażana warto wypróbować pieczone bataty lub marchewkę (od czasów tego makaronu dobrze wiemy, że stanowi z pastą miso doskonałą parę!), podsmażone boczniaki czy ugotowany groszek cukrowy. Można dodać cienko pokrojoną rzodkiewkę lub rzepę, ulubione kiełki, namoczone glony wakame, a sezam podmienić na orzeszki ziemne czy nawet nerkowce. Czy mój przekaz jest już dostatecznie jasny? W tym bulionie wszystko czego dusza zapragnie będzie dobre!

Wegetariański bulion orientalny z trawą cytrynową
na końcówkach szparagów

6-8 porcji

5 gałązek trawy cytrynowej
20 g świeżego imbiru
końcówki zielonych szparagów z jednego pęczka
5 młodych dymek
4 ząbki czosnku
½ papryczki chili, bez nasion
1 arkusz wodorostów nori
2 małe liście limonki kaffir*
1 łyżeczka nasion kolendry
2 strączki kardamonu
2 płaskie łyżki cukru trzcinowego
1 łyżka sosu sojowego
sól do smaku
2 łyżki oliwy
+ 3 litry chłodnej, przegotowanej wody

* Jeśli ich nie posiadacie, nie ma problemu, zupa będzie trochę delikatniejsza, ale wciąż pyszna – pozostałe składniki są wystarczająco aromatyczne. Można dodać jeden liść laurowy w zastępstwie. Ale gorąco zachęcam do nabycia liści kaffiru, dostępne są w sklepach typu Kuchnie Świata czy przez internet. Mogą okazać się Waszym ulubionym składnikiem w kuchennych szafkach!

W dużym garnku rozgrzewamy oliwę. Dorzucamy przekrojone na pół gałązki trawy cytrynowej, dymki, obrany czosnek, imbir w plastrach, posiekane chili, arkusz nori podzielony na mniejsze kawałki oraz końcówki szparagów. Mieszamy dokładnie i chwilę podsmażamy, następnie dodajemy suche przyprawy – kolendrę, liście kaffiru oraz kardamon – smażymy jeszcze dwie minuty i zalewamy całość 3 litrami chłodnej, przegotowanej wody. Zmniejszamy ogień na minimum i powoli podgrzewamy bulion aż zawrze. Gotujemy minimum 30 minut od tego momentu, wciąż nie zwiększając ognia. Dodajemy cukier, sos sojowy i doprawiamy solą (warto dodać jej mniej niż podpowiada na tym etapie podniebienie – pasta miso także jest słona. Jeśli nie będziecie jej na koniec dodawać, doprawcie bulion trochę porządniej). Trzymamy na ogniu dłużej – do 1,5-2 godzin – jeśli chcemy otrzymać bardziej esencjonalną zupę. Po zdjęciu z palnika przelewamy przez sito. Taki bulion możemy spokojnie przechowywać do trzech, czterech dni w lodówce.

Zupa miso na domowym bulionie orientalnym
z makaronem soba i grillowanym bakłażanem

4 porcje

4 porcje bulionu z powyższego przepisu*
4 łyżki pasty miso
1 bakłażan
2-4 jajka
200 g  gryczanego makaronu soba
szczypior, kiełki, sezam do podania

* Można użyć innego bulionu, np. dashi, mięsnego, lub ulubionego warzywnego – pamiętajmy po prostu, że jako baza definiuje on w tym przepisie smak całej potrawy. Niech będzie najlepszym możliwym, zarówno smakowo jak i jakościowo.

Bakłażana kroimy w plastry, smarujemy z obu stron oliwą i grillujemy na patelni lub z maksymalnie rozgrzanym piekarniku. Po kilku minutach przewracamy, aby równomiernie się zezłocił. Pieczemy lub smażymy tak długo, aż środek będzie zupełnie maślany.

W międzyczasie gotujemy makaron, postępując zgodnie z instrukcjami na opakowaniu. Warto gotować odrobinę krócej, aby „doszedł” już po podaniu, w misce parującego bulionu. Kiedy jest gotowy, tj. lekko al dente, niezwłocznie przelewamy go na sito, które zanurzamy w naczyniu z lodowatą wodą (najlepiej pod kranem, który by ją uzupełniał). Płuczemy mieszając ręką przez około minutę, następnie odsączamy.

Jajka możemy ugotować w koszulkach, ale tylko jeśli są bardzo, bardzo świeże. To podstawa sukcesu przy tej budzącej nieraz obawy metodzie. Żadnych wirów na wodzie, wystarczy dodać niepełną łyżkę białego octu do garnka o dużej powierzchni i niewielkiej głębokości. Świeże jajko nie rozpłynie się, a ugotuje w zgrabnym kształcie, lekko „zawijane” od spodu dużą łyżką. Jeśli nie mamy do tego głowy, brak nam czasu, lub nasze jajka są już kilkudniowe, możemy po prostu ugotować je w skorupkach. Idealny sposób na jajka na miękko to zalanie ich w garnku zimną wodą i podgrzewanie na średnim ogniu aż pojawią się bąbelki. Od momentu zagotowania wody (tj. kiedy zacznie naprawdę bulgotać) gotujemy 3 minuty (3 i pół dla większych jajek). Po tym czasie momentalnie chłodzimy pod zimną wodą. Obieramy i zręcznym ruchem kroimy każde jajko na pół. W zależności od upodobań na każdą porcję przeznaczamy dwie lub jedną połówkę.

Bulion podgrzewamy w garnku do zagotowania. Rozlewamy do misek i do każdej porcji dodajemy 1 dużą łyżkę pasty miso. Mieszamy dokładnie łyżką, widelcem lub małą trzepaczką, aby pozbyć się każej grudki. Po dodaniu pasty zupy już nie gotujemy! W miskach układamy dodatki – zgrillowane plastry bakłażana, porcję makaronu oraz jajko. Posypujemy posiekanym szczypiorkiem oraz nasionami sezamu. W razie potrzeby doprawiamy sosem sojowym. Smacznego!

Zdekonstruowawszy

Tydzień w tydzień, po każdym weekendzie, przychodzi wraz ze swoimi niewygodami pierwszy dzień roboczy. Nikt go nie znosi, wiadomo; czujemy się jak dzieci w lany, nomen omen, poniedziałek, którym rodzice ściągają kołdry i oblewają zimną wodą z butelek z przedziurawionymi korkami. Poniedziałki to zderzenie z obowiązkami, bieganiną i pracą. Nawet jeśli dzień da się znieść, bo świeci piękne słońce, odwołują nam zajęcia czy dostajemy wypłatę, wieczorem przychodzi zmęczenie i niemoc. Mój dzisiejszy przepis stworzony jest dla poniedziałkowo wymęczonych, ale nie tylko – niech sięgają po niego także leniwi czy oszczędni, a nawet ci zwyczajnie nieposiadający bambusowej maty do słynnych japońskich rolek. Łączyć ich musi tylko jedno – ochota na prawidziwe sushi. Poniższa wersja nie wymaga bowiem żadnego zwijania, żadnych umiejętności, prawie żadnych specjalistycznych składników i, co najważniejsze, praktycznie żadnego czasu.

Dekonstruujące działanie lenistwa na sushi skutkuje miską pełną autentycznej japońskiej dobroci. W wersji wegetariańskiej łososia podmieniamy na podsmażone tofu, a by uczynić danie stuprocentowo roślinnym, miód w marynacie do imbiru wystarczy zastąpić syropem z agawy. Lista składników i instrukcje są (w porównaniu do ostatnio publikowanych przeze mnie przepisów) dosyć długie, ale nie sugerujcie się tym zanadto. Przygotowanie zajmuje około trzydziestu minut. Wygląda na to, że to sushi nie tylko dla leniwych, ale i dla niecierpliwych – wymaga minimalnie większego wysiłku niż telefoniczne zamówienie, a na stole ląduje trzy razy szybciej niż jakakolwiek dostawa.

SUSHI BOWLS
z domowym imbirem marynowanym i dressingiem cytrusowo-sojowym

2 porcje
imbir na podstawie tego przepisu; sos z Super Natural Cooking Heidi Swanson

Marynowany imbir:
50-gramowy kawałek imbiru
4 łyżku octu ryżowego
2 łyżki wody
2 łyżki miodu (lub syropu z agawy)
2 płaskie łyżeczki soli
opcjonalnie: mała kropla soku z buraków, jeśli wolicie imbir w różowej wersji

Sos cytrusowo-sojowy:
1 mała pomarańcza (czerwona lub zwykła), sok i skórka
½ cytryny, sok i skórka
3 łyżki sosu tamari/sojowego
2 łyżki cukru trzcinowego
2 łyżki octu ryżowego

Sushi bowls:
100 g brązowego ryżu*
100 g wędzonego łososia norweskiego**
prasowany arkusz wodorostów nori
1 awokado
2 łyżki sezamu
inne proponowane dodatki: wasabi, kiełki, ogórek, szczypior, omlet...

* aby efekt jeszcze lepiej imitował prawdziwe rolki, użyjcie specjalnego ryżu do sushi.
** jeśli macie dostęp do bardzo dobrej jakości świeżej ryby, oczywiście warto to wykorzystać!

Zaczynamy od przygotowania imbiru. Wszystkie składniki na marynatę (ocet, wodę, miód oraz sól) mieszamy w szklance lub słoiku. Imbir obieramy łyżeczką, a następnie tniemy na wstążki przy pomocy obieraczki lub mandoliny. Zanurzamy w marynacie i odstawiamy na minimum 20 minut.

W nieosolonej(!) wodzie gotujemy ryż (czas zależny od rodzaju, zgodnie z instrukcjami na opakowaniu). Można przetrzymać go kilka minut za długo, by był klejący. W międzyczasie przygotowujemy dressing – w małym rondelku mieszamy sok z pomarańczy i z cytryny oraz cukier. Podgrzewamy, a kiedy cukier już się rozpuści, chwilę redukujemy. Następnie dodajemy sos sojowy i ocet. Trzymamy jeszcze 1-2 minuty na małym ogniu, aż sos minimalnie zgęstnieje. Studzimy.

Na suchej patelni ustawionej na bardzo małym ogniu „grillujemy” arkusz nori, aż stanie się sztywny i pojaśnieje. Często przewracamy i pilnujemy by się nie przypiekał. Kiedy będzie gotowy, zdejmujemy i na tej samej patelni prażymy lekko sezam (aż zacznie wydobywać piękny zapach, nie zbrązowieje – wówczas staje się gorzki). Przygotowujemy, tj. kroimy w paski resztę składników – awokado, łososia, nori, oraz wszystko inne czym mamy ochotę wzbogacić nasze miski.

Odcedzony, ale wciąż ciepły ryż mieszamy z 2 łyżkami marynaty z imbiru. Rozdzielamy na dwie miski. Na wierzchu układamy po połówce awokado, pokrojonego łososia, marynowany imbir i wszystko co jeszcze przygotowaliśmy. Całość posypujemy sezamem. Podajemy z sosem cytrusowo-sojowym. Smacznego!