Doznanie wielopoziomowe

Przełom wiosny i lata to czas największego urodzaju. Kolory wypełniają półki warzywniaków po szarej zimie i przednówkowym nieurodzaju. Tak licznie, że trudno mi decydować które warzywa i owoce wylądują danego dnia na talerzach. Najciężej jest rano, bo rozkochana w porankach, największy apetyt mam po przebudzeniu.

Choć decyzja co zjeść na śniadanie nie jest bułką z masłem, może być kilkoma kromkami żytniego pumpernikla. Problem decyzyjności rozwiąże się wówczas sam. Wystarczy odrobina kreatywności, aby z niczego nie trzeba było rezygnować; kromki ułoży się jedna na drugiej tworząc tort, a pomiędzy jego kolejnymi poziomami schowa wszystko, co wspaniałego ma wiosna w ofercie.

Tym razem, do świeżych polskich ogórków, papryk, rzodkiewek i szczypiorów, ukręciłam aż trzy pasty, które czynią ten tort doznaniem wielopoziomowym – konstrukcyjnie, ale i smakowo. Więcej napisałam na portalu Hellozdrowie. Zajrzyjcie, by dowiedzieć się co nieco o zaletach żytniego pumpernikla i jego wpływie na naszego zdrowie!

Śniadaniowy tort pumperniklowy
z trzema pastami i mnóstwem nowalijek

4 porcje

na pastę z tuńczyka ze świeżymi ziołami:

  • 1 puszka kawałków tuńczyka w sosie własnym

  • 1 łyżka jogurtu greckiego

  • 1-2 łyżki majonezu

  • po garści listków świeżej melisy, bazylii i pietruszki (lub innych ulubionych ziół)

  • sól i pieprz do smaku

Wyjmij z puszki tuńczyka i odciśnij go z zalewy na drobnym sicie. Przełóż do miski, dodaj jogurt i majonez i połącz składniki. Jeśli pasta będzie za sucha, dodaj odrobinę majonezu. Zioła posiekaj drobno najostrzejszym nożem, jaki masz (tak, aby je ciął, a nie zgniatał). Dodaj do miski, wszystko dokładnie wymieszaj i dopraw do smaku solą i pieprzem.

na pastę z awokado z cytryną i słonecznikiem:

  • 3-4 łyżki nasion słonecznika

  • 1 duże, dojrzałe awokado

  • skórka z ½ niewoskowanej cytryny

  • 1-2 łyżki soku z cytryny

  • sól i pierz do smaku

Rozgrzej suchą patelnię, dodaj nasiona słonecznika i często mieszając, podpraż je, aż nabiorą złotego koloru i zaczną pięknie pachnieć. Odstaw do wystudzenia.

W międzyczasie wyjmij miąższ z awokado, rozgnieć go w misce widelcem razem ze skórką oraz sokiem z cytryny (zacznij od 1 łyżki, później możesz dodać więcej do smaku). Na koniec dorzuć 2 łyżki nasion słonecznika (resztę zachowaj do posypania wierzchu tortu) i wymieszaj.

na smarowidło z fety z sumakiem:

  • 200 g prawdziwej fety z mleka owczego i/lub koziego

  • 80-100 g jogurtu greckiego

  • kilka szczypt sumaku (bliskowschodniej przyprawy o kwaśnym smaku)

Fetę odsącz z zalewy i umieść w malakserze lub naczyniu blendera. Miksuj na gładką pastę, jednocześnie dodając jogurt, aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Pasta powinna być puszysta, ale nie lejąca, aby można było bez obaw rozsmarowywać ją na pumperniklu. Przełóż do naczynia, dodaj kilka hojnych szczypt sumaku i przemieszaj łyżką.

dodatkowo:

  • ½ żółtej papryki

  • 4-5 dużych rzodkiewek

  • 3 ogórki gruntowe

  • 8 jednakowych kromek pumpernikla

  • 1 pęczek szczypioru z dymki

  • młode listki jarmużu lub ulubione kiełki do dekoracji

Umyj i osusz wszystkie warzywa. Paprykę pokrój w drobną kosteczkę, rzodkiewki i ogórki potnij na cienkie plasterki, a szczypior grubo posiekaj.

Następnie przygotuj stanowisko do składania tortu – na środku połóż dużą kuchenną deskę (możesz też użyć od razu płaskiego talerza, na którym będziesz podawać tort). Wokół niej zgromadź wszystkie przygotowane składniki. Na desce lub talerzu ułóż dwie kromki pumpernikla i rozsmaruj na nich połowę pasty z fety z sumakiem. Hojnie obsyp żółtą papryką. Przykryj kolejnymi dwiema kromkami. Teraz dodaj warstwę pasty z tuńczyka, a na niej ułóż plasterki ogórka. Przykryj pumperniklem i równo rozsmaruj cytrynową pastę z awokado. Ułóż gęsto pokrojone rzodkiewki i dodaj ostatnie dwie kromki pumpernikla. Rozsmaruj na nich resztę pasty z fety, a wierzch udekoruj szczypiorem, listkami oraz kiełkami. Całość oprósz solą oraz pieprzem i posyp zachowanymi nasionami słonecznika. Gotowe! Tort krój na porcje długim nożem z piłką.  Smacznego!

Canvas

Ostatnio lubię kremy tak gęste, że nie wiem czy przystoi mi wciąż nazywać je zupami - może powinnam spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że moim obiadem numer jeden stała się po prostu miska pełna purée. Z czego bym go nie ukręciła wychodzi wspaniałe, i jest aktualnie moim ulubionym rodzajem płótna w kuchni. Co jakiś czas zafiksowuję się na punkcie jednej potrawy-bazy, którą potrafię męczyć dzień w dzień nawet tygodniami. Jednocześnie rzadko kiedy powtarzam ją dwa razy w jednakowej postaci. Dekorując za każdym razem zupełnie nowym zestawem daję przy okazji upust pokładom swojej kreatywności. Za mną między innymi faza na tortille, omlety i hummusy (zdziwilibyście się jak absurdalne dodatki kładłam nieraz na tym ostatnim, zawsze wypadał zaskakująco smacznie). W tej chwili nic nie robi mi tak dobrze, jak miska zupy - parującej, kremowej, i tak gęstej, by powierzchnia utrzymała wszystko, co zapragnę na niej wymalować.

Nie mam wątpliwości, że przy robieniu tego kremu z kalafiora dużą radość sprawi Wam przekonanie się jak niewiele potrzeba, by stworzyć kompletny i piękny posiłek. Ta zupa to krótka lista składników i minimum pracy - potrzebne są przede wszystkim głodne, wyziębione brzuchy do nakarmienia. Dajcie znać czym Wy przyozdobicie jej równą taflę (która nawet kolor ma iście płócienny).

Untitled.jpg

Krem z pieczonego kalafiora
z bursztynem

4-6 porcji

1 głowa kalafiora (ok. 600-800 g po okrojeniu)
2 gałązki rozmarynu
oliwa, sól morska

2 duże ząbki czosnku
1 biała cebula
2 łyżki masła
100 g sera bursztyn
płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
1 liść laurowy
ok. 800 ml wody*
sól i czarny pieprz do smaku

+ ulubione dodatki do podania (np. prażone pestki, grzanki, u mnie akurat łosoś i czipsy z jarmużu)

* Można użyć także bulionu, warzywnego lub mięsnego (wówczas pilnujemy ilości dodawanej soli). To kwestia gustu - ja zazwyczaj wolę zupy-kremy o niezakłóconym smaku ich bazowych warzyw.

Kalafiora dzielimy na małe różyczki i układamy na blaszce. Pędzlem lub po prostu dłońmi smarujemy go oliwą. Obsypujemy solą i rozmarynem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Zostawiamy tam na około 30 minut, aż będzie miękki a brzegi ładnie się przypieką.

W międzyczasie na patelni rozgrzewamy masło i dodajemy posiekany czosnek oraz cebulę. Dodajemy szczyptę soli i nieustannie mieszając podsmażamy do miękkości na średnim ogniu. 

W dużym garnku łączymy upieczonego kalafiora z rozmarynem, zeszkloną cebulę i czosnek, gałkę muszkatołową, liść laurowy i wodę (warto dodać mniej, np. 700 ml i później uzupełniać, aby zupa osiągnęła odpowiednią gęstość). Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na małym ogniu przez 10 minut. Następnie wyciągamy liść laurowy, a do reszty dodajemy starty ser i blendujemy całość na gładki krem. Ja to robię w blenderze kielichowym - jest trochę więcej zachodu z przelewaniem do niego zupy, ale warto, bo dzięki jego mocy wychodzi znacznie gładsza niż zmiksowana blenderem ręcznym. W razie potrzeby dodajemy podczas miksowania więcej wody/bulionu. Doprawiamy do smaku solą i czarnym pieprzem (hojnie!).

Serwujemy z wybranymi dodatkami i pajdą ulubionego chleba. Smacznego!

Polish Christmas made vegan

Pamiętacie projekt "The 12 Dishes of Polish Christmas"?

Święta oficjalnie za nami. Pozostałości jarzynowych sałatek raczej wszędzie już dojedzone, z choinek niedługo zaczną sypać się igły, a w sklepach przestają mieścić się ludzie, kuszeni poświątecznymi wyprzedażami. Ja tymczasem nieśmiało upraszam się o uwagę z moim wpisem prezentującym przepisy na wegańską Wigilię, nakręcone we współpracy z Culture.pl. Aj!

Mogłabym poczekać z tym rok, ale nie mam sumienia - sama pewnie nieraz będę przygotowywać te dania w międzyczasie, nie mogę pozbawiać tej szansy i Was. Większość z nich jest tak uniwersalna, że sprawdzi się przy wielu innych okazjach. Może nawet już na świętowanie jutrzejszego sylwestra?

Aksamitny pasztet z grzybów i białej fasoli mogłabym jeść codziennie. Tak samo jak zupę migdałową, zapomnianą polską tradycję, która jest tak naprawdę zaawansowaną wersją śniadaniowej owsianki. Soczewicowo-orzechowa pieczeń jest świetną podstawą dla szybkich obiadów na kilka dni wprzód. Tofu po grecku faktycznie może zaczekać na przyszłoroczne Boże Narodzenie, ale jeśli ktoś lubi wyjątkowo, to czemu nie? Są też pierniczki bez masła, miodu ani jajek, które nie dość, że smakują jak tradycyjne, to tak samo jak one przechodzą kolejne etapy mięknięcia, twardnienia i na powrót mięknięcia. Magia! No i jest sernik, a dokładniej BEZsernik, bo z masą z kaszy jaglanej i nerkowców. 

Oto link do artykułu opisującego całe wigilijne menu w wersji wegańskiej (a więc z daniami uzupełniającymi, tymi z klasycznej Wigilii, które zupełnie mimochodem nie zawierają produktów odzwierzęcych). Mój ulubiony film to chyba bezsernik, ale szczerze mówiąc pieczarkowy pasztet był tak pyszny, że też ma u mnie jakieś specjalne miejsce. 

Wigilijna zupa migdałowa:

Tofu po grecku:

"Pieczeń" z soczewicy i orzechów:

Pâté z grzybów i białej fasoli:

(Bez)sernik z kaszy jaglanej i nerkowców:

Pierniczki:

Ostatki w Kukbuku

Od kilku dni nie mogę przejść obojętnie obok żadnego kiosku, bo z półek patrzy na mnie piękna okładka nowego Kukbuka (tym razem jest jej dwa razy więcej niż zwykle!). Zimowy numer jest pełen pyszności, jeśli jeszcze go nie macie, koniecznie przejdźcie się do salonu prasowego lub kliknijcie tu!

Ode mnie w tym numerze dowiecie się jak wykorzystać pozostałe po świątecznym gotowaniu produkty, tak aby nie zajmowały Wam miejsca w szafkach czekając na kolejne Boże Narodzenie. Menu rozpustnego zimowego śniadania z ostatków prezentuje się następująco:

Z pszenicy na kutię - "Owsianka" z karmelizowanymi pomarańczami

Z podeschniętego piernika - Grzanki z gorgonzolą i suszonymi jabłkami

Z burakami po barszczu - Flatbread z jajkiem i pieczenią

Z wigilijnymi grzybami i fasolą - Sałatka z orkiszu z warzywami i pomarańczowym vinaigrette

Z owocami na kompot - Napar imbirowy

Smacznego!

(Not that) long time no see

Zimą wkurzam się na sezonowość. Lubię gotowanie i jedzenie w rytmie pór roku, ale kilkutygodniowa (a co dopiero -miesięczna) rozłąka z pomidorami, czereśniami i brzoskwiniami już w okolicach listopada zamienia mnie czasem w niecierpliwą marudę. Powtarzam sobie wtedy, że bez tej goryczy nie mogłoby istnieć to przewspaniałe uczucie spróbowania pierwszych naprawdę dobrych owoców i warzyw późną wiosną. Oj, te wyczekiwane zjednoczenia warte są każdej rozpaczliwej tęsknoty po drodze. Co nie?

Za dynią udało mi się tylko lekko zatęsknić, a ona już z powrotem zdominowała targowe stoiska z warzywami. Ostatnie chowane w piwnicy okazy jedliśmy jeszcze w lutym, dyniowy odwyk trwał więc zaledwie pół roku! Ale, choć dziwi mnie to bardzo, nie narzekam ani trochę, bo dynia jest moim umiłowanym jesiennym comfort food. Gorąca, słodka zupa migdałowa to numer jeden, ale są też placki, ciasta, pasztety czy burgery (moje ulubione - pierwsza rzecz, którą zrobiłam w swojej wrocławskiej kuchni!)... dynia ma potencjał, i wspaniale jej w tysiącu różnych odsłon. Z towarzystwem odpowiednich składników nawet zwyczajnie upieczona rozkłada mnie na łopatki. Aby nie być gołosłowną, mam dziś dla Was przepyszny przykład tej ostatniej prawidłowości.

Pieczona dynia z orzechami laskowymi, balsamico i parmezanem

2 porcje

dynia hokkaido – ok. 1 kg
1 lub 2 małe ząbki czosnku
1 łyżka syropu klonowego
oliwa lub olej z orzechów laskowych
sól, pieprz

2-3 łyżki octu balsamicznego*
garść orzechów laskowych
parmezan
świeża bazylia
ulubiona sałata do podania

Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Dynię wyszorować, przekroić na pół, wydrążyć i pokroić w łódki. Wyciśnięty czosnek wymieszać z syropem klonowym, solą, pieprzem i oliwą, tej ostatniej dodając tyle, by emulsji wystarczyło na natarcie każdego kawałka dyni. Uczynić to, ułożyć na pergaminie i piec do miękkości, mniej więcej 20-30 minut.

W międzyczasie, na innym poziomie piekarnika lub na patelni uprażyć orzechy laskowe. Jeszcze gorące zawinąć w ściereczkę i wymiętosić, aby pozbyć się skórek. Ostudzone posiekać z grubsza.

Upieczone kawałki dyni układać na talerzach z wybraną zieleniną (warto wybrać coś charakternego, np. rukolę lub jarmuż (jak u mnie – fioletowy)), skrapiać obficie octem balsamicznym, obsypywać orzechami i płatkami parmezanu. Doprawić świeżą bazylią, ewentualnie solą i pieprzem. Smacznego!

* To połowa smaku całej potrawy, musi być najlepszej jakości.