Jednak dłonie drżą

polenta z pieczonymi warzywami

Choć nie wiem czy będziecie chcieli mi wtórować, od kilku dni cieszę się, że przyszła wiosna. Na wieś przyleciały już żurawie, trawniki w mieście atakują przebiśniegi, a mnie wczoraj rano obudziło świecące mi w oczy słońce, naprawdę. Wiem, że nadal jest bardzo zimno, ale chce mi się już być na świeżym powietrzu i odczuwać pojawianie się tej wiosny, przez niewyspane, ale wygrzane powieki, zmarznięty nos, koniuszki wszystkich palców. Chociaż może to jest cykliczne, to jednak dłonie drżą... fajnie, że radość z wiosny kompletnie nie słabnie, mimo że taka jest powtarzalna, poznana, i rok w rok do przewidzenia.

Żeby to wszystko działało, potrzebuję jednak nadal jedzenia zimowego. Moje myśli idą powoli w stronę kiełków i lemoniady, ale to jeszcze nie czas świeżego, chrupiącego i lekkiego pożywienia. Każdy chłód wiośnie wybaczę, jeśli odpowiednio rozgrzeję się wcześniej od środka. A do tego najlepsze są blachy pełne upieczonych warzyw i  wyjadane łyżkami kasze, tym lepsze, im bardziej kleikowe i kojące.

Dziś więc zapraszam na jeden z moich absolutnie ulubionych przepisów ostatniego czasu – kremową polentę z kalafiorem romanesco i brukselkami, pieczonymi z masłem, miodem i  wielką garścią świeżych ziół. W równie ostatnio ulubionej formie filmowej. Reżyseria, zdjęcia, dźwięk i montaż to rzecz jasna zasługi Marty, którą znacie ze wszystkich projektów wideo, jakie ukazały się pod szyldem Coutellerie. Jej dłonie może i drżą z tej wiosny (lub zachwytu tym daniem), ale na pewno nie kiedy filmuje! Zapraszamy na przedwiosenną premierę.

polenta z pieczonymi warzywami

Kremowa polenta z pieczonymi warzywami

4 porcje

Na warzywa:

  • duża garść brukselek
  • 5 szalotek
  • 1 kalafior romanesco
  • garść drobnych pieczarek
  • kilka ząbków czosnku
     
  • 50 g masła
  • 4 gałązki tymianku
  • 2 gałązki rozmarynu
  • kopiasta łyżka miodu gryczanego
  • duża szczypta soli

Na polentę:

  • 200 g polenty, czyli drobnej kaszy kukurydzianej
  • około 1 L wody
  • 100 ml śmietany kremówki
  • 50 g parmezanu (+ więcej do podania)
  • duża szczypta soli
  • świeżo mielony czarny pieprz
  • oraz listki rukwi wodnej do podania

Zacznij od przygotowania warzyw do pieczenia. Zdejmij zewnętrzne listki z brukselek, obierz i przepołów szalotki, kalafiora pokrój na małe różyczki, wymyj pieczarki i odetnij im zdrewniałe końcówki. Ząbki czosnku obierz z zewnętrznych łupin, ale pozostaw w skórce. Wszystkie warzywa włóż do głębokiego naczynia żaroodpornego.

Na patelni rozgrzej masło, dodaj tymianek i rozmaryn (odłóż po jednej gałązce każdego), a na końcu miód. Podgrzewaj sos kilka minut na najmniejszym ogniu, tak by zioła nie smażyły się, ale delikatnie dusiły, oddając aromat. Polej sosem warzywa do pieczenia, dopraw je solą i dodatkowym odłożonymi wcześniej ziołami (delikatnie porwij je w dłoniach). Wstaw do piekarnika nagrzanego do 200oC i piecz do miękkości, ok. 35-40 minut.

W międzyczasie ugotuj polentę. Wsyp kaszę kukurydzianą do garnka, zalej gorącą wodą i mieszając drewnianą łyżką, powoli podgrzewaj. Kiedy zgęstnieje, wciąż dodając konieczną wodę, zacznij mieszać trzepaczką – nie powstaną dzięki temu grudki. Gotuj około 10 minut, dodając wody tak by kasza zawsze była płynna, jak kleik. W międzyczasie zetrzyj parmezan i dodaj go do kaszy i wymieszaj. Wlej także kremówkę. Dopraw solą i pieprzem do smaku (sporo!). Gotuj jeszcze kilka minut, wciąż uzupełniając wodą jeśli robiłaby się za gęsta.

Gorącą polentę nakładaj na talerze i dekoruj upieczonymi warzywami. Każdą porcję obsyp kilkoma listkami rukwi wodnej i dodatkowym parmezanem. Skrop oliwą i podawaj, smacznego!

Zanim lasy się zezłocą

Nie czujecie jeszcze w powietrzu jesieni, prawda? Ja absolutnie, ale drzewa w parku, który dzień w dzień przemierzam w drodze z Czerniakowskiej na Solec, powoli zaczynają zrzucać liście. Mamy jeszcze przed sobą wiele tygodni zieleni, ale złoto nieśmiało ściele się już pod niektórymi koronami. Zanim wygra jesień – trzymajmy stronę lata, którego jedynym złotem wśród drzew są skarby z lasów, czyli kurki.

Zwane złotem lasów, kurki są jednym ze sztandarowych symboli polskiego lata. Wyczekujemy ich niecierpliwie, a kiedy wreszcie się pojawiają, zaczyna się czas królewskich jajecznic, zup jak u mamy i makaronów w kremowym sosie. Musicie wiedzieć, że podsmażone na odrobinie masła doskonale sprawdzą się także jako dodatek do sałatki! Ich subtelny grzybowy smak szczególnie dobrze uzupełniają rośliny strączkowe i charakterna zielenina. Wystarczy garść soczewicy o orzechowym aromacie, pęczek pachnącej świeżą ziemią botwinki oraz kilka orzeźwiających to towarzystwo dodatków – na przykład słodkich pomidorków i soczystych rzodkiewek. Sukces gwarantowany, zwłaszcza jeśli całość połączy rześki, intensywnie bazyliowy sos vinaigrette.

Zajrzyjcie na stronę Hello Zdrowie, by dowiedzieć się więcej na temat włąściwości kurek i poznać przepis na te cuda.

Sałatka z kurkami, botwinką i czarną soczewicą
z bazyliowym sosem vinaigrette

  • 1 duży pęczek lub doniczka bazylii

  • 3 – 4 łyżki białego octu winnego

  • 1 płaska łyżka syropu klonowego

  • 1/3 szklanki oliwy z pierwszego tłocznia

  • mały ząbek czosnku

  • szczypta soli

  • ew. woda do konsystencji

  • 1 pęczek botwinki o dużych buraczkach i świeżych listkach

  • 1/2 główki małego kalafiora

  • 200 g kurek

  • 20 g masła

  • szczypta soli i pieprzu

  • 1/2 pęczka rzodkiewek

  • garść pomidorów koktajlowych

  • 200 g ugotowanej czarnej soczewicy

Zacznij od przygotowania botwiny – odetnij buraczki, wyszoruj je i pokrój na ćwiartki. Umieść w garnku do gotowania na parze i gotuj do miękkości, około 20-30 minut. W międzyczasie podziel kalafiora na małe różyczki i dodaj je do garnka na ostatnie 7-10 minut gotowania (powinien być al dente). Po tym czasie zdejmij warzywa z ognia i zostaw do wystudzenia.

Kurki dokładnie umyj i osusz. Na patelni rozgrzej masło, wrzuć grzyby i dopraw je delikatnie solą oraz pieprzem. Przykryj patelnię i często nią potrząsając, duś kurki przez około 10 minut, a następnie zdejmij z ognia i pozostaw je do wystudzenia. W międzyczasie pokrój rzodkiewki na cienkie plasterki i przepołów pomidory.

Umyj, osusz i posiekaj liście botwinki. Umieść je w dużej misce z soczewicą i przygotowanymi składnikami – ugotowanymi buraczkami i kalafiorem, duszonymi kurkami, skrojonymi rzodkiewkami i pomidorkami. Obficie polej bazyliowym vinaigrette, delikatnie wszystko przemieszaj i w razie potrzeby dopraw do smaku odrobiną soli. Podawaj w temperaturze pokojowej. Smacznego!

Polish Christmas made vegan

Pamiętacie projekt "The 12 Dishes of Polish Christmas"?

Święta oficjalnie za nami. Pozostałości jarzynowych sałatek raczej wszędzie już dojedzone, z choinek niedługo zaczną sypać się igły, a w sklepach przestają mieścić się ludzie, kuszeni poświątecznymi wyprzedażami. Ja tymczasem nieśmiało upraszam się o uwagę z moim wpisem prezentującym przepisy na wegańską Wigilię, nakręcone we współpracy z Culture.pl. Aj!

Mogłabym poczekać z tym rok, ale nie mam sumienia - sama pewnie nieraz będę przygotowywać te dania w międzyczasie, nie mogę pozbawiać tej szansy i Was. Większość z nich jest tak uniwersalna, że sprawdzi się przy wielu innych okazjach. Może nawet już na świętowanie jutrzejszego sylwestra?

Aksamitny pasztet z grzybów i białej fasoli mogłabym jeść codziennie. Tak samo jak zupę migdałową, zapomnianą polską tradycję, która jest tak naprawdę zaawansowaną wersją śniadaniowej owsianki. Soczewicowo-orzechowa pieczeń jest świetną podstawą dla szybkich obiadów na kilka dni wprzód. Tofu po grecku faktycznie może zaczekać na przyszłoroczne Boże Narodzenie, ale jeśli ktoś lubi wyjątkowo, to czemu nie? Są też pierniczki bez masła, miodu ani jajek, które nie dość, że smakują jak tradycyjne, to tak samo jak one przechodzą kolejne etapy mięknięcia, twardnienia i na powrót mięknięcia. Magia! No i jest sernik, a dokładniej BEZsernik, bo z masą z kaszy jaglanej i nerkowców. 

Oto link do artykułu opisującego całe wigilijne menu w wersji wegańskiej (a więc z daniami uzupełniającymi, tymi z klasycznej Wigilii, które zupełnie mimochodem nie zawierają produktów odzwierzęcych). Mój ulubiony film to chyba bezsernik, ale szczerze mówiąc pieczarkowy pasztet był tak pyszny, że też ma u mnie jakieś specjalne miejsce. 

Wigilijna zupa migdałowa:

Tofu po grecku:

"Pieczeń" z soczewicy i orzechów:

Pâté z grzybów i białej fasoli:

(Bez)sernik z kaszy jaglanej i nerkowców:

Pierniczki:

The 12 Dishes of Polish Christmas

Jakiś czas temu podporządkowałam swoje życie pracy nad projektem, którego efekt końcowy ujrzał przed kilkoma dniami światło dzienne. Od razu wykrzyczałam to na FB, ale moja internetowa wylewność nie pozwoliłaby mi przecież na tym zakończyć. Kto chciałby przeczytać dziś więcej na temat tego, jak razem z Culture.pl nakręciłam dwanaście anglojęzycznych filmów przedstawiających przepisy na polskie potrawy wigilijne – be my guest!

vlcsnap-2015-12-12-15h22m28s237.jpg

Mam szczęście za wieloletnią przyjaciółkę mieć pewną zdolną montażystkę, Martę. Już od jakiegoś czasu snułyśmy plany połączenia sił i kręcenia kulinarnych klipów. Szeroko rozumiana filmowa współpraca dobrze wychodziła nam od zawsze, choć ostatnie, co razem stworzyłyśmy (zapewne jakiś wciągający thriller, tudzież teledysk muzyczny) prawdopodobnie wciąż jest na VHS-ie. Zbieranie się do wspólnego nagrywania zajęłoby nam bez mała kolejne dziesięć lat... gdyby nie pojawił się bodziec nadający temu ręce, nogi i miano prawdziwego projektu.

Bodźcem był pierwszy mail od Sylwii z Instytutu Adama Mickiewicza. Kiedy przyszedł, tajemniczo napomykając o propozycji stworzenia kulinarnych filmów, byłam na kolacji z przyjaciółmi. Pobieżnie przeczytałam powiadomienie na telefonie i, mimowolnie zachichotawszy, od razu się tym z nimi podzieliłam. Moje towarzystwo nie mogło zdecydować czy zabawniejsza jest wizja Marianny gotującej przed kamerą niczym Robert Makłowicz, czy może raczej odcinek Kuchennych Rewolucji w moim domu? Żartom ze mnie na ekranie nie było końca. I podczas gdy najgłośniej chyba śmiałam się ja sama, kilka dni (i wiele maili) później znalazłam się na planie pierwszego filmu kulinarnego w swojej karierze.

Doskonale wiecie, że decyduję się na współprace wtedy, gdy są one w pełni zgodne z moim sercem i sumieniem. Od dawna gotowałam i będę gotować dalej z ziołami Baziółki pod ręką, to samo z prenumerowaniem Kukbuka i czytywaniem zdrowych newsów na hellozdrowie.pl. Kult czekolady Lindt wyznawałam na długo przed tą inicjatywą, a każdemu kto pyta gdzie jeść we Wrocławiu od dawna polecałam (i polecam dalej) Food Art Gallery. Współpraca z Culture.pl jest dla mnie kolejnym wyróżnieniem, bo to portal naprawdę bliski mojemu sercu. Czytuję go od lat, bardzo często wpadając w pułapkę licznych odnośników w artykułach, które przenoszą mnie do kolejnych i kolejnych tekstów. Zazwyczaj chodzę z głową w chmurach, ale jeśli zdarza mi się być na bieżąco z kulturalnymi newsami, prawie na pewno zawdzięczam to właśnie im. Jakby tego było mało, niezliczoną ilość razy ich zasoby ratowały mnie z opresji na studiach – nawet ostatnio, kiedy nagle okazało się, że już dawno powinnam była wybrać temat swojej pracy licencjackiej.

Teraz coś, co stworzyłam jest częścią tej skarbnicy wiedzy, a ja pękam z dumy i przybijam piątkę z Martą, bez której zupełnie nic by przecież nie powstało. Patrzymy na te filmy z zupełnie innej perspektywy niż Wy, to jasne. I mimo niedociągnięć, które w nich widzimy, ogromnie cieszymy się ze wspólnego sukcesu.

vlcsnap-2015-12-12-15h24m10s36.jpg

Nie ma co udawać, że kiszona kapusta nie klei się do noża przy krojeniu, a masa makowa na palcach wcale nie przypomina ziemi pod paznokciami. Domowe pierogi były, są i będą asymetryczne, a lepiąc je przez cały grudniowy dzień nietrudno dać się zaskoczyć zachodowi słońca (i kończyć robotę w ciemnopomarańczowym świetle). Podczas pracy nauczyłyśmy się, że to jest okej – kwestie, które z początku uważałyśmy za niedoskonałości, przy odpowiednim podejściu okazały się być po prostu autentyczne. Kręcone z ręki filmy postanowiłyśmy utrzymać w konwencji „podglądania” w kuchni. Jest naturalne światło, nierówne ujęcia, kadry przysłonięte plecami skupionej kucharki. Raz na jakiś czas jest trochę mnie, pojawia się nawet Luizjana, która dzielnie towarzyszyła mi w starciach z karpiami i piernikami. Chciałyśmy, żeby było szczerze, domowo i spokojnie. I choć te filmy miały trafiać w Wasze serca, a nie na duże ekrany, dostały nawet przemiłą nominację do Oscara :)

Post na Facebooku generalnie sprowokował ogromny napływ ciepłych słów i poparcia dla naszego projektu. Odświeżamy stronę bez przerwy, wciąż na nowo ładując zapasy dobrej energii płynącej z Waszych wiadomości i komentarzy. Za każde słowo ogromnie dziękujemy. Wciąż jesteśmy bardzo ciekawe Waszych opinii, dlatego piszcie jak najwięcej, co Wam się podoba, a co warto zmienić – musimy wiedzieć na przyszłość, aby każdy kolejny film był coraz lepszy!

Oto link do całego artykułu: http://culture.pl/en/article/the-12-dishes-of-polish-christmas (z tekstem Magdaleny Kasprzyk-Chevriaux), a poniżej wstawiam wszystkie dwanaście filmów (koniecznie oglądajcie w HD!). Do moich ulubionych należą chyba kutia i makowiec, ale wiadomo, że nie od dziś mam obsesję na punkcie masy makowej. Marta wyjątkowo lubi jeszcze gołąbki.

Barszcz na zakwasie:

Zupa grzybowa:

Karp wigilijny:

Karp po żydowsku:

Śledzie w śmietanie (przepis mojej mamy!):

Pierogi z kapustą i grzybami:

Wigilijna kapusta z białą fasolą:

Gołąbki:

Kutia:

Piernik staropolski:

Makowiec:

Kompot z suszu:

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

Bigos mojej mamy

Dziś znów oddaję głos specjalistce, która ma dla Was przepis na swój wspaniały, tradycyjno - nowoczesny bigos. Jest on niezbędny na bożonarodzeniowym stole. Nie będę tracić czasu na zapewnianie, że nie ma bez niego Świąt - każdy doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Bigos zaletę ma taką, że z każdym dniem odpoczywania w garze (smażony co jakiś czas na nowo, jak powidła) staje się smaczniejszy. Dlatego można przygotować go z wyprzedzeniem. Albo w ogóle się nie patyczkować i zapakować go do słoików wcześniej, oszczędzając sobie zmartwienia w czasie gorączki grudniowych przygotowań.

Każdy mówi tak o swoim, ale ten naprawdę jest najlepszy! Wiem, bo bigosu nie lubię, a zawartość poniższego garnuszka zjadłam ze smakiem około trzech minut po zrobieniu tego zdjęcia. Przepis oczywiście jest bazowy, można dowolnie go o coś wzbogacić. Mamie opornie szło spisywanie go i ujmowanie w liczbach i miarach, ponieważ przygotowując go nie patrzy w kartkę. Zawierza za to swoim zmysłom i, nieustannie próbując, dodaje do smaku to, czego bigosowi jej zdaniem jeszcze trzeba. Dajcie szansę tej metodzie, gwarantuje ona Wasz własny, osobisty sukces!

Świąteczny bigos mojej Mamy

To jest przepis na przepyszny bigos – ale nie staropolski, nie ze skrawków mięsa, które zostały po imprezie, bez dziczyzny, raczej bez wina.  Taka bardziej nowoczesna wersja, ale wszyscy (nawet sędziwi goście) bardzo chwalą. :-) Wszystkie składniki podaję „na oko” (przy takich proporcjach to niezły garnek potrzebny – ale można zrobić mniej, np. z połowy):

2 kg kiszonej kapusty (najlepiej ekologicznej)
Pół głowy (ok. 1,5 kg) kapusty białej
do 1 kg (ok 70 dkg) piersi indyka
do 1 kg (ok 70 dkg) chudej wołowiny
do 1 kg (ok 70 dkg) chudej wieprzowiny lub cielęciny – co kto lubi
1,5 dużego pętka (lub według uznania) kiełbasy wiejskiej (najlepszej)
2 duże torebki suszonych grzybów (prawdziwków i podgrzybków)
6 sztuk cebuli
1 duża paczka suszonych śliwek
1 litr przecieru pomidorowego (gęstego)
koncentrat pomidorowy (na wszelki wypadek)

przyprawy:

10 – 12 liści laurowych
mielone ziele angielskie
czarny pieprz
kminek (może być mielony)

Grzyby namoczyć – można na kilka godzin, ale ja zwykle na około 1 godzinę zostawiam. Potem ugotować - aż zmiękną. Ok. 1 godziny. Wyciągnąć grzyby cedzakiem – wywar zostawić. I pokroić jak kto lubi – nie za drobno, żeby można było trafić na spory kawałek w bigosie.

Kapustę kiszoną posiekać (na desce wziąć w dłoń tyle ile się zmieści i kroić dużym nożem najpierw wzdłuż a potem w drugą stronę – powstaną drobne kawałki, a nie długie pasma. Można wkładając do garnka odciskać sok – ale nie wylewać bo się może przydac. Zazwyczaj ekologiczna kapusta nie jest za kwaśna, a w sam raz, więc nie trzeba odciskać). Wrzucić do garnka, dodać trochę wody i dusić pod przykryciem aż zmięknie (ok. 45 min, do 1 godziny). Wrzucić połowę liści laurowych, i po łyżce pozostałych przypraw. To samo zrobić z białą kapustą – poszatkować drobno, do garnka, dodać wodę i przyprawy – dusić.

Jeśli zbyt mocny jest aromat, po ok. pół godziny gotowania można wyjąć wszystkie lub większkość liści laurowych.

Każdy rodzaj mięsa pokroic w kostkę(nie za małą - ok. 3 cm, indyk nawet większą) i podsmażać na patelni. Oczywiście można dodawać dowolne przyprawy (sól, czosnek, zioła). Potem do garnka i dusić. Ja duszę każdy gatunek osobno, bo potrzebują różnego czasu aby zmięknąć.

Krótko podsmażyć cebulę na patelni – zeszklić, nie rumienić (bardzo gruba kostka , ale też nie ćwiartki). Można z nią podsmażyć kiełbasę (obraną ze skórki i pokrojoną w niezbyt cienkie talarki – jak kto lubi).

Śliwki suszone pokroić – z grubsza na połówki. Kiedy obie kapusty będą w miarę miękkie – połączyć. Mieszac na ogniu. Sprawdzić czy wszystkie liście wyjęte – najlepiej policzyć przy wkładaniu – i zapisać :-)

Kiedy najtwardsze mięso (wołowina) będzie już mięciutka – wszystkie mięsa wrzucić do kapusty. Kiełbasę z cebulą też. Mieszac na ogniu. Dodać przecier pomidorowy. Mieszac na ogniu. Dodać grzyby – najpewniej też wywar (ale przez sitko – żeby czyściutki był). Dodać śliwki. Wszystko razem dusić mieszając jeszcze jakieś 15 – 20 minut. Potem odstawić w chłodne miejsce – jak przestygnie to do lodówki, następnego dnia można znowu zagotować - poddusić trochę.

Można w słoiki wyparzone w piekarniku gorący nakładać – i zakręcać.

Sprawdzić czy nie za mało pieprzu. Powinien wyjść dość kwaśny ale i słodki z wyraźną nutą grzybową. Można podlać wytrawnym winem, jak już wszystko połączone. Smacznego!