How to sprout Chickpea (and not only)

Już myślałam, że nie było mnie za długo, by przełamać milczenie i wrócić, a jednak! Jestem z powrotem i już zostaję. Żeby wynagrodzić Wam dwa miesiące ciszy przynoszę dużo materiałów. Pod lupę biorę dziś kiełki, chcąc wszystkich Was zachęcić do ich domowej produkcji. Przeczytajcie moje szczegółowe instrukcje – co i dlaczego warto w domu kiełkować, a przede wszystkim jak to robić (sposobów jest kilka, wszystkie proste!). Materiał opublikowany został w najnowszym numerze mojego ulubionego magazynu Chickpea – wegańskiego, pełnego przepisów i wartościowych treści, jak zwykle przepięknie oprawionego graficznie. Nowy numer w wersji online kupicie TUTAJ, a pod tym linkiem jest darmowa próbka tego, co w środku! Razem z czterema przepisami na moje dania z wykorzystaniem kiełków z gryki, ciecierzycy, soczewicy i słonecznika.

IMG_5709.jpg

Zwykle czekam z publikowaniem materiałów z Chickpea do dnia, w którym dotrze do mnie papierowy magazyn, ale teraz nie mogłam się powstrzymać. Przyszła zima, idealna pora na wielkie kiełkowanie! Czy budzące się do życia nasiona, ziarna i orzechy nie kojarzą Wam się bardziej z wiosną, tak jak mnie? Wtedy przecież budzi się cały świat, i to bez naszej pomocy. Tymczasem kiełkować warto przez cały rok! A tą chłodną i ciemną porą dodatkowe wartości odżywcze szczególnie się nam wszystkim przydadzą.

Zapraszam na moje kompletne WPROWADZENIE DO KIEŁKOWANIA, czyli Sprouting 101 (Chickpea to magazyn anglojęzyczny). Jeśli ktoś z Was miałby problem z angielskim, piszcie do mnie śmiało, a pomogę!

Nie tłumaczyłam tekstu celowo, po części dlatego, że chcę zacząć testować pisanie bloga po angielsku. Co byście na to powiedzieli? Czytalibyście chętnie, czy to dla Was przeszkoda?

title.jpg
Screenshot 2018-11-19 at 18.50.19 copy.jpg

Kiełkowaliście wcześniej w domu? Bardzo polecam spróbować! Jeśli lubicie wyzwania takie jak chleb na zakwasie, hodowanie kombuchy czy domowe kiszonki, koniecznie dodajcie kiełki do repertuaru żyjących projektów w swojej kuchni. Jeśli jest na odwrót i jedyne na co się porywacie to próby posadzenia drzewka z pestki awokado, właśnie od kiełkowania warto zacząć – nie wymaga ono dużego zaangażowania i żadnych specjalistycznych warunków.

Chciałabym też porzucić stereotyp kiełków jako splątanej garstki lucerny, która swego czasu dekorowała co drugi talerz ze zdrowym posiłkiem. Skiełkowane ziarna, nasiona i strączki są niesamowicie ciekawe, różne, mają ogromy potencjał! Sami zobaczcie jakie dania można z nich przygotować.

IMG_5768 copy.jpg

Falafel ze skiełkowanej ciecierzycy

4 porcje

  • 2 szklanki skiełkowanej ciecierzycy

  • 1 pęczek natki pietruszki

  • 2 małe ząbki czosnku

  • 1/2 średniej cebuli

  • sok z 1/2 cytryny

  • 1 płaska łyżeczka mielonego kuminu

  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry

  • 1/2 łyżeczki cynamonu

  • 1/2 łyżeczki pieprzu kajeńskiego/chili

  • 1/2 łyżeczki soli

  • 2-3 łyżki zimnej wody (lub więcej, do konsystencji)

  • olej roślinny do smażenia

 Umieść wszystkie składniki oprócz wody i oleju w malakserze (blenderze z ostrzem w kształcie “S”) i zmiksuj dokładnie, ale nie za gładko. Dodawaj wodę, łyżka po łyżce, tylko tyle by masa zaczęła się kleić i miała konsystencję odpowiednią do formowania falafeli w dłoni. Odstaw do lodówki na minimum godzinę.

Na głębokiej patelni rozgrzej olej – tyle, by przykrył dno (nie będziemy smażyć na głębokim tłuszczu). Z masy ciecierzycowej formuj okrągłe, spłaszczone falafele. Smaż na średnim ogniu z obu stron aż do zezłocenia. Po zdjęciu z patelni ułóż na ręczniku papierowym aby pozbyć się nadmiaru oleju. Podawaj z sosem z tahini, świeżymi lub pieczonymi warzywami, w pitach, lub w jakiejkolwiek aranżacji, na którą przyjdzie Ci ochota. Najlepiej smakują świeżo po usmażeniu, kiedy wierzch jest przyjemnie chrupiący, ale możesz przygotować je wcześniej i przechowywać w lodówce lub zabrać ze sobą na wynos.

IMG_5830.jpg

Śniadaniowy “budyń” ze skiełkowanej gryki

4 porcje

  • 2 szklanki skiełkowanej gryki

  • 1 duży banan

  • 5 dużych, świeżych daktyli, bez pestek

  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego

  • szczypta soli

  • 1/2 – 1 puszki mleka kokosowego

  • dodatki, takie jak sezonowe owoce, syrop daktylowy, bakalie

Wszystkie składniki prócz mleka kokosowego i dodatków umieść w blenderze. Zacznij miksować na wysokich obrotach, powoli dodając mleczko, aż do uzyskania pożądanej gęstości budyniu. Kiedy będzie gładki i kremowy, przełóż do misek i udekoruj każdą porcję dodatkami.

IMG_5746 copy.jpg

Mleko ze skiełkowanych nasion słonecznika z tonką

2-4 porcje w zależności od wielkości

  • 1 szklanka skiełkowanego słonecznika*

  • 1 1/2 - 2 szklanki wody

  • 1 małe ziarno tonki

  • szczypta soli

  • 1/2 łyżeczki kurkumy

  • 1/3 szklanki syropu z klonowego, lub do smaku

  • kostki lodu do podania, jeśli na zimno

*W tym przepisie ważne jest, by użyć młodych (1-2 dniowych) kiełków słonecznika. Im dłużej kiełkują, tym ostrzejszy ich smak. Robią się też coraz bardziej zielone i chrupiące, co jest świetne w sałatkach, ale mleko czyni mniej kremowym.

Umieść nasiona słonecznika w blenderze z wodą. Zetrzyj pół ziarna tonki (robię to na microplanie, ostrze tarki musi być mocne, bo ziarenka są twarde!) i dodaj do blendera razem z solą i kurkumą. Miksuj na wysokich obrotach przez dwie minuty lub tak długo, aż mikstura będzie idealnie gładka. Odcedź mleko używając specjalnego woreczka lub po prostu gazy, wyciskając je do ostatniej kropli ze słonecznikowej pulpy (tę ostatnią wykorzystaj w cieście lub do zrobienia wegańskiego twarożku!). Do mleka zetrzyj drugą połowę ziarna tonki, dodaj też syrop klonowy. Podawaj z lodem jako alternatywę dla kawy mrożonej, lub na ciepło!

IMG_5711 copy2.jpg

Sałatka z kiełków zielonej soczewicy

4 porcje jako dodatek

  • 1 szklanka skiełkowanej zielonej soczewicy

  • 1/2 szklanki migdałów

  • garść ulubionych liści (np. sałaty rzymskiej, rukoli, szpinaku)

  • 5 małych moreli

  • garść czereśni, bez pestek

    dressing cytrusowy:

  • sok z 1 cytryny

  • 1 łyżeczka syropu klonowego

  • 3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia

  • chluścik sosu sojowego lub tamari

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Wyłóż migdały na blachę i praż je przez 8-12 minut, aż zciemnieją i zaczną pięknie pachnieć. Wyjmij z piekarnika i odstaw do wystudzenia. W międzyczasie ugotuj skiełkowaną soczewicę na parze. Zajmie to około 10 minut, powinna być al dente. W dużej misce wymieszaj resztę składników – liście, morele, czereśnie. Dodaj soczewicę. Składniki na sos umieść w słoiku i wymieszaj intensywnie nim potrząsając. Dodaj dressing do sałatki, wymieszaj i obsyp posiekanymi prażonymi migdałami.

Smacznego!

Bez tytułu – ale pyszne!

smallIMG_4775.jpg

Bez tytułu i bez wstępów – nie mam dziś czasu nic napisać! Ze złośliwości losu (w postaci kota, który gryzie kable i notorycznie odcina mój komputer od zasilania) mam teraz utrudniony dostęp do internetu. Nieśmiało przyznam jednak, że mi to służy; a główny minus to właśnie cisza na blogu. Dziś ją przerywam, w pośpiechu częstując ostrą zupą kokosową z cukinii, którą zrobiłam mniej więcej w takim samym czasie, w jakim napisałam tego posta. 

small IMG_4779.jpg
small IMG_4710 copy.jpg

Uwielbiam ostre jedzenie latem. Zimą nie mniej, ale zima nie ma w ofercie TAKICH cukinii. Dlatego teraz jest najlepszy czas na cukiniową zupę tajską. Tak jak pisałam, kuchnia nawet nie zdąży się nagrzać – obiad będzie gotowy w dwadzieścia minut. A wasze brzuchy bardzo szczęśliwe, bo to lekkie, ale sycące i treściwe letnie rozwiązanie. 

small IMG_4774 copy.jpg

Tajska zupa z cukinii
ostra, kwaśna, słodka i wspaniała

Inspirowane przepisem Heidi Swanson

4 porcje

  • 1 biała cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • łyżka oleju kokosowego
  • 3-4 liście kaffiru
  • spora szczypta soli
  • 1 kopiasta łyżka pasty curry, kolor obojętny (na zdjęciach wersja z czerwona)
  • opcjonalnie: 1 łyżeczka pasty tom yum (można zastąpić większą ilością curry)
  • 3/4 łyżeczki suszonego imbiru
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 bardzo duża lub kilka mniejszych cukinii
  • 500 ml mleczka kokosowego
  • 2 płaskie łyżki sosu sojowego
  • do podania: ugotowany ryż, quinoa lub kasza
  • na wierzch: prażone migdały, posiekane daktyle, świeża mięta, ćwiartki limonki; posypałam też suszonymi płatkami róży, ale raczej dla ich koloru (choć było to smaczne połączenie). Można dodać wszystko, na co się ma ochotę!

Posiekaj cebulę i czosnek w drobną kostkę. W woku lub na głębokiej patelni rozgrzej olej, wrzuć cebulę z czosnkiem oraz liście kaffiru i wszystko dopraw szczyptą soli. Duś przez kilka minut na małym ogniu. Kiedy cebula się zeszkli, dodaj pastę curry, tom yum oraz imbir. Wlej 1/2 szklanki wody i wszystko wymieszaj. Podgrzewaj przez kolejne kilka minut. W międzyczasie pokroj cukinię w grubą kostkę. Dorzuć ją na patelnię, wlej mleczko kokosowe i dodaj sos sojowy. Częściowo przykryj patelnię/wok i gotuj na średnim ogniu aż cukinia zmięknie – około 5-7 minut. Nie podgrzewaj zbyt długo, aby nie straciła jędrności i kształtu! Na koniec spróbuj i dopraw do smaku. 

Do głębokich talerzy nałóż komosę ryżową (lub ryż czy kaszę, które wybierzesz). Wlej zupę i posyp każdą porcję dodatkami. Smacznego!

Going nuts

Do trwającego właśnie zimnego, ciemnego i nieprzewidywalnego czasu w roku trzeba porządnie się przygotować. Nie chodzi tu o zmianę obuwia i nakrycia głowy, a o wewnętrzne przestawienie organizmu na tryb jesienno-zimowy. Całe szczęście przyroda i jej naturalny cykl same podsuwają nam do tego wartościowe narzędzia. Nie bez przyczyny nadejście sezonu na orzechy laskowe zbiega się w czasie z początkiem coraz częstszych słot i chłodów – zawierają one w sobie wszystko, czego potrzebujemy, by sobie z tym poradzić.

Pani z mojego ulubionego warzywniaka obruszyła się wczoraj, że kilogram orzechów laskowych, który położyłam jej na wadze to stanowczo za mało. Bo teraz sezon właściwie już się skończył, mamy więc ostatnią szansę na nadgonienie z listą orzechowego “to-eat” na ten rok. Dzisiejsze przepisy miały ukazać się prawie miesiąc temu, ale czas ostatnio mnie pokonał. Publikuję je jednak śmiało, bo nawet jeśli nie macie zimowego zapasu świeżych orzechów laskowych w piwnicy, możecie sięgnąć po te łuskane, dostępne cały rok w dziale z bakaliami - wszystko wyjdzie równie znakomicie.

Rzeczone przepisy opracowałam z myślą o portalu Hellozdrowie, dlatego mimo, że to same słodkości, możecie mieć pewność, że są lekkie, pożywne i pełne dobra. Nie tak łatwo z marszu im zaufać – to, co naprawdę smaczne, zwykliśmy utożsamiać z grzesznymi przyjemnościami, na które staramy się nie pozwalać sobie za często. Tymczasem okazuje się, że popijając kremowe mleko o aromacie słodkich pralin możemy nie tylko mieć sumienie czyste jak łza – po zerknięciu na listę składników sami widzicie, że oddamy jednocześnie swoim organizmom dużą przysługę. A śliwki pod kruszonką (które warto zastąpić np. szarymi renetami! Czas śliwek też skończył się w trakcie mojej nieobecności) równie dobrze co na deser, można zjeść na pełnoprawne śniadanie. 

Śliwki pod orzechową kruszonką

6-8 porcji

  • 50 g orzechów laskowych (waga po wyłuskaniu, jeśli używamy świeżych)

  • 150 g mąki pełnoziarnistej

  • 100 g nierafinowanego cukru trzcinowego

  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

  • szczypta soli

  • 100 g zimnego masła

  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego

  • 700 g dojrzałych śliwek, np. węgierek (lub jabłek czy gruszek, można użyć też mrożonych owoców dowolnego rodzaju - bez rozmrażania)

  • 1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej

  • 1 łyżka nierafinowanego cukru trzcinowego

  • do podania: lody lub śmietana

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Łuskamy orzechy (jeżeli używamy świeżych) i prażymy je 7‒10 minut. Upieczone orzechy niezwłocznie przekładamy na kuchenną ściereczkę, szczelnie zawijamy i intensywnie pocieramy przez kilka minut, tak aby pozbyć się ich ciemnej skórki (nic się nie stanie, jak część nie zejdzie). Studzimy i siekamy.

W misce łączymy mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól. Dodajemy pokrojone w kostkę masło i rozcieramy palcami do połączenia z suchymi składnikami. Dorzucamy posiekane orzechy. Następnie dodajemy ekstrakt waniliowy i zagniatamy ciasto w kulę (jeśli jest za suche, można dodać odrobinę zimnej wody). Zawijamy w folię i wkładamy do zamrażarki.

Piekarnik podgrzewamy do 200 stopni. Śliwki myjemy, pestkujemy i kroimy na połówki lub ćwiartki (zależnie od wielkości i od preferencji). Mąkę ziemniaczaną rozcieramy z cukrem. Mieszamy ze śliwkami i układamy w żaroodpornym naczyniu o wymiarach ok. 20x20 cm. Na wierzchu równomiernie kruszymy przygotowane ciasto. Pieczemy 45 minut. Po przestudzeniu można posypać cukrem pudrem. Najlepiej podawać wciąż ciepłe, z gałką ulubionych lodów lub śmietaną (w wersji deluxe lekko słodką, z ziarenkami z laski wanilii).

Czekoladowe mleko z orzechów laskowych

ok. 1/2 litra mleka

  • 1 szklanka orzechów laskowych (po wyłuskaniu, jeśli używamy świeżych)

  • 3 szklanki wody + do namoczenia

  • 4-5 świeżych daktyli (lub 8-10 suszonych)

  • pół szczypty soli

  • 1 kopiasta łyżka kakao

  • ziarenka z 1 laski wanili

Orzechy łuskamy (jeśli używamy świeżych) i zalewamy wodą na 8‒10 godzin. Najlepiej zrobić to wieczorem poprzedniego dnia. Następnego ranka płuczemy orzechy i umieszczamy je w blenderze z 3 szklankami świeżej wody, daktylami i szczyptą soli. Miksujemy na najwyższych obrotach 2‒3 minuty. Próbujemy, aby sprawdzić poziom słodkości – w razie potrzeby dodajemy więcej daktyli.

Mleko przelewamy przez sito wyłożone podwójną warstwą gazy. Po wstępnym odsączeniu chwytamy gazę, tworząc z niej woreczek, i powoli wyciskamy mleko do ostatniej kropli. Do gotowego mleka dodajemy ziarenka wanilii oraz kakao (najpierw rozrobione z odrobiną płynu). Przechowujemy w lodówce 2‒3 dni, najlepiej w szklanej butelce. Mleko będzie się rozwarstwiać, to normalne zjawisko – wówczas wystarczy intensywnie wstrząsnąć butelką.

Polish Christmas made vegan

Pamiętacie projekt "The 12 Dishes of Polish Christmas"?

Święta oficjalnie za nami. Pozostałości jarzynowych sałatek raczej wszędzie już dojedzone, z choinek niedługo zaczną sypać się igły, a w sklepach przestają mieścić się ludzie, kuszeni poświątecznymi wyprzedażami. Ja tymczasem nieśmiało upraszam się o uwagę z moim wpisem prezentującym przepisy na wegańską Wigilię, nakręcone we współpracy z Culture.pl. Aj!

Mogłabym poczekać z tym rok, ale nie mam sumienia - sama pewnie nieraz będę przygotowywać te dania w międzyczasie, nie mogę pozbawiać tej szansy i Was. Większość z nich jest tak uniwersalna, że sprawdzi się przy wielu innych okazjach. Może nawet już na świętowanie jutrzejszego sylwestra?

Aksamitny pasztet z grzybów i białej fasoli mogłabym jeść codziennie. Tak samo jak zupę migdałową, zapomnianą polską tradycję, która jest tak naprawdę zaawansowaną wersją śniadaniowej owsianki. Soczewicowo-orzechowa pieczeń jest świetną podstawą dla szybkich obiadów na kilka dni wprzód. Tofu po grecku faktycznie może zaczekać na przyszłoroczne Boże Narodzenie, ale jeśli ktoś lubi wyjątkowo, to czemu nie? Są też pierniczki bez masła, miodu ani jajek, które nie dość, że smakują jak tradycyjne, to tak samo jak one przechodzą kolejne etapy mięknięcia, twardnienia i na powrót mięknięcia. Magia! No i jest sernik, a dokładniej BEZsernik, bo z masą z kaszy jaglanej i nerkowców. 

Oto link do artykułu opisującego całe wigilijne menu w wersji wegańskiej (a więc z daniami uzupełniającymi, tymi z klasycznej Wigilii, które zupełnie mimochodem nie zawierają produktów odzwierzęcych). Mój ulubiony film to chyba bezsernik, ale szczerze mówiąc pieczarkowy pasztet był tak pyszny, że też ma u mnie jakieś specjalne miejsce. 

Wigilijna zupa migdałowa:

Tofu po grecku:

"Pieczeń" z soczewicy i orzechów:

Pâté z grzybów i białej fasoli:

(Bez)sernik z kaszy jaglanej i nerkowców:

Pierniczki:

Trzy porcje zdrowia

Czy pamiętacie dzień, w którym po raz pierwszy opatentowano budyń czekoladowy z awokado? Ja też nie – ale nie mam wątpliwości, że od tamtej pory receptura podbiła naprawdę liczne serca i podniebienia. Nie przesadzam chyba mówiąc, iż deser stał się wizytówką pewnej nowej ery. Ery, w której niemal wszyscy coraz więcej uwagi poświęcamy temu co i jak jemy, w której bardziej niż telewizja ekscytuje nas pichcenie i kuchenne eksperymenty, a efektami tych ostatnich są często zdrowe i pożywne substytuty dla naszych rozmaitych grzesznych przyjemności.

Czekoladowy budyń z awokado jest niezawodny, powoli wchodzi więc do kanonu tradycyjnych słodkości, po jakie sięgamy szukając pomysłu na deser, za który organizm nam podziękuje. Świetnie, róbmy to więc jak najczęściej! A z gotową miseczką zdrowej pyszności pochylmy się nad dzisiejszym artykułem, aby dowiedzieć się ile jeszcze potencjału kryje się w niepozornym awokado. Z tego samego owocu możemy ulepić finezyjne czekoladowe trufle, ukręcić orzeźwiający tropikalny pudding z mango i kokosem, a nawet stworzyć jedyne w swoim rodzaju deserowe carpaccio, które sprosta najbardziej wysublimowanym podniebieniom podczas specjalnych okazji.

Podstawą wszelkich działań z awokado jest upewnienie się, że owoce są idealnie dojrzałe. Do deserów najlepsza jest odmiana hass – charakteryzuje się chropowatą, czarną skórką, a jej miąższ jest wyjątkowo kremowy i delikatny. W dojrzałych sztukach z łatwością odchodzi on od skorupki i smakuje wybornie. Do roboty!

Przepisy opracowane dla portalu Hellozdrowie.pl.

Trufle czekoladowe z awokado

ok. 30 trufli w zależności od rozmiaru

250 g czekolady deserowej (50-60% kakao)
1 awokado
szczypta soli morskiej
4-5 łyżek kakao

Czekoladę topimy w kąpieli wodnej (połamaną na kostki umieszczamy w misce, którą ustawiamy na rondelku z gotującą się wodą; od czasu do czasu mieszamy). Kiedy będzie zupełnie płynna, zdejmujemy z rondelka i lekko studzimy. Awokado kroimy na pół, pozbywamy się pestki i wyciągamy miąższ łyżką. Przekładamy do naczynia blendera i miksujemy go na gładką pastę ze szczyptą soli. Następnie łyżka po łyżce dodajemy płynną, ale przestudzoną czekoladę. Blendujemy tak długo, aż całość ładnie się połączy. Przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na całą noc.

Następnego dnia na płaski talerz wysypujemy kakao. Schłodzoną masę nabieramy łyżeczką i w dłoniach formujemy kulki. Każdą obtaczamy dokładnie w kakao. Gotowe! Przechowujemy do 5 dni w lodówce lub mrozimy. Trufle najlepiej smakują w temperaturze pokojowej, ale nawet mocno schłodzone kremowo rozpływają się w ustach.

Carpaccio z awokado z „solonym karmelem” z daktyli

4 porcje

1 szklanka suszonych daktyli
ok. ½ szklanki wrzątku
½ - 1 szklanka mleka (może być roślinne)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub nasiona z 1 laski wanilii
2/3 łyżeczki soli morskiej

2 awokado hass
2 małe kiwi
4 łyżki migdałów w płatkach
opcjonalnie: suszone lub świeże kwiaty

Zaczynamy od przygotowania sosu karmelowego. Daktyle zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie przekładamy całość do naczynia blendera i dodajemy ½ szklanki mleka (jeśli używamy roślinnego, warto się upewnić, że ma delikatny, nienachalny smak), wanilię oraz sól morską. Blendujemy na najwyższych obrotach, stopniowo dodając więcej mleka, aż do uzyskania konsystencji klasycznego karmelu. Miksujemy kilka minut, aby sos był aksamitnie gładki. Dla pewności możemy przelać go do słoiczka przez sitko. Przechowujemy w lodówce do tygodnia.

Aby zrobić carpaccio, przygotowujemy wszystkie składniki: płatki migdałów prażymy na suchej patelni, kiwi obieramy i kroimy w cieniutkie plasterki, a jeśli używamy kwiatów – czy to suszonych, czy świeżych – dzielimy je na mniejsze płatki. Kiwi układamy na talerzach w półokręgach. W ostatniej chwili przed podaniem dzielimy awokado na pół. Pozbywamy się pestki i każdą połówkę kroimy w skórce ostrym nożykiem na plasterki najcieniej jak potrafimy (skórki nie naruszamy). Za pomocą łyżki wyciągamy pokrojony miąższ i układamy na przygotowanych wachlarzach z kiwi. Każdą porcję polewamy solonym karmelem, posypujemy migdałami i ewentualnie kwiatami. Smacznego! 

Pudding tropikalny z awokado

4 porcje

1 dojrzałe mango
1 awokado
1 puszka mleczka kokosowego, schłodzona i niewstrząśnięta
2 łyżki syropu klonowego lub z agawy
garstka świeżych liści melisy
czereśnie do dekoracji

Puszkę mleczka kokosowego (schłodzoną i niewstrząśniętą, czyli stojącą spokojnie minimum 12 godzin w lodówce) otwieramy i odlewamy wodę (warto wykorzystać ją do koktajlu czy owsianki). Gęstą białą część przekładamy do blendera. Dodajemy miąższ z awokado oraz z mango, dorzucamy kilka listków świeżej melisy i słodzimy dwiema łyżkami syropu klonowego. Miksujemy kilka minut, aż pudding będzie gładki i puszysty – o konsystencji prawdziwego budyniu. Próbujemy i w razie potrzeby dodajemy więcej syropu lub odrobinę soku z cytryny. Porcje podajemy mocno schłodzone, udekorowane czereśniami. Smacznego!