Zielona rewolucja

Jeszcze nie tak dawno temu, green smoothies – z rezerwą nazywane „potworzastymi” – przyciągały zdziwione spojrzenia i często budziły u nas ambiwalentne uczucia. Dziś są nowym chlebem powszednim, spożywanym na drugie śniadanie przez wielu z nas. Widnieją w menu licznych kawiarni, opatrzone właściwymi hasztagami bombardują Instagram, a swoją wszechobecnością nie prowokują już w zasadzie żadnego sceptycyzmu. To ogromny sukces! Pora przybić sobie piątkę i należycie uczcić go porządną zielonokoktajlową libacją.

W kwestii świadomości żywieniowej społeczeństwo idzie do przodu jak burza. Popularność zdrowego jedzenia wzrasta z każdym dniem, przemawiając do coraz większej liczby osób w całej Polsce. Są wśród nich również tacy, którym ciągle mało! Ludzie wiecznie – nomen omen – głodni, nieustannie próbujący i poszukujący nowości. Nie bez radosnej bezsilności przyznam, że sama do tego grona należę. Zielone koktajle są u mnie na porządku dziennym, a jednak ich zbawienna moc zaczęła ostatnio pozostawiać mi lekki niedosyt. Czując chęć zaskoczenia się kolejną dokładką zdrowia w moim menu, postanowiłam oswoić zielony kolor jeszcze bliżej i upchnąć dobroczynne liście szpinaku w nowym deserze. A że akurat miałam ochotę na ciasto...

Efekt niecodziennego połączenia przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Smak szpinaku gdzieś się ulotnił, zostały natomiast jego wartości odżywcze – minerały takie jak żelazo, kwas foliowy, magnez i potas, liczne przeciwutleniacze oraz witaminy. Zachowały się także jego właściwości przeciwnowotworowe, sporo błonnika, i wreszcie – chlorofil, a więc i piękny zielony kolor! Do towarzystwa dobrałam mu kompanów, z którymi niejednokrotnie tworzył udane kombinacje w moich koktajlach – słodkiego ananasa, świeżego w smaku kokosa i dużo orzeźwiających cytrusów. To ciasto, jakiego jeszcze nie jedliście. Uczyńmy je wspólnie następnym zielonym ewenementem!

Cytrusowe ciasto szpinakowe
z kremem kokosowym

na dwie formy o średnicy 20 cm (4-piętrowy tort)

ciasto:
240 g mąki pszennej pełnoziarnistej
200 g cukru trzcinowego
40 g wiórków kokosowych
3 jajka
200 g młodego szpinaku
150 ml delikatnego oleju roślinnego, np. ryżowego lub rzepakowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
sok i skórka 1 niewoskowanej cytryny
duża szczypta soli morskiej

krem:
2 puszki mleczka kokosowego, schłodzone i niewstrząśnięte przez min. 24 godziny
500 ml śmietanki kremówki
250 g mascarpone
100 g cukru pudru (lub więcej do smaku)

do przełożenia:
150 ml likieru kokosowego
100 ml świeżego soku ananasowego lub z pomarańczy
300 g kwaskowej konfitury, np. z porzeczki lub malin

Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 170 stopni. Przygotowujemy tortownice, wykładając ich dna pergaminem i delikatnie natłuszczając boki. Jeśli nie mamy dwóch jednakowych form, możemy upiec partie jedna po drugiej  lub też wykorzystać większą formę (23-26 cm) i zrobić większy, ale niższy tort.

Umyty i osuszony szpinak blendujemy z olejem na gładką zieloną masę. Dodajemy sok i skórkę z cytryny oraz wiórki kokosowe i dokładnie mieszamy. W osobnym naczyniu ubijamy mikserem jajka, dodając stopniowo cukier. Kiedy będą puszyste, dodajemy masę szpinakową i na najniższych obrotach miksujemy, aż całość dokładnie się połączy.

W międzyczasie do dużej miski przesiewamy mąkę (jeśli na sicie zostaną otręby, nie dodajemy ich) wraz z proszkiem do pieczenia i solą. Mieszamy suche składniki z mokrymi, otrzymując gładkie, płynne ciasto. Przelewamy je do przygotowanych tortownic. Pieczemy ok. 45 minut, do suchego patyczka (dłużej, jeśli korzystamy z większej formy, piekąc całe ciasto naraz). Po wyjęciu z piekarnika dajemy ciastom odpocząć 15 minut, następnie wyciągamy z blaszek i studzimy całkowicie na kratce. Nie przejmujemy się intensywnym zapachem szpinaku – to etap przejściowy, który zniknie po schłodzeniu!

Przygotowujemy krem. Puszki mleczka kokosowego otwieramy ostrożnie i odlewamy oddzieloną wodę (warto zachować ją do koktajlu czy owsianki!). Będziemy potrzebować jedynie twardej części zebranej na dole puszki. W dużej misce ubijamy śmietankę, pod koniec dodając stopniowo cukier. Zmniejszamy obroty miksera i dorzucamy mascarpone oraz białą część puszek mleka kokosowego.  Miksujemy całość na gładki, puszysty krem, w razie potrzeby dodatkowo go dosładzając. Chłodzimy.

Każde ciasto dzielimy długim nożem z piłką na dwa równe blaty. Jeśli podczas pieczenia urosły im górzyste wierzchy, obcinamy je. W szklance mieszamy likier kokosowy z sokiem. Pierwszy blat układamy na paterze i nasączamy jedną czwartą tej mieszanki. Smarujemy konfiturą i kładziemy warstwę kremu kokosowego. Przykrywamy drugim blatem i powtarzamy wszystkie czynności. Ostatniego, czwartego blatu, po nasączeniu nie dekorujemy już konfiturą. Przykrywamy warstwą kremu, ozdabiamy nim także boki tortu. Dekorujemy świeżymi owocami lub jadalnymi kwiatami. Ciasto najlepiej smakuje na drugi dzień, po schłodzeniu i przegryzieniu. Smacznego!

Przepis opracowany dla portalu Hellozdrowie.pl!

 

Eskapizm prowadzi w tropiki

Są dwie szkoły radzenia sobie z mrozem, katarem i ciemnościami. Jedna to akceptowanie obecności zimy i stawianie jej czoła - w podwójnym swetrze, z parującym kubkiem czekolady lub miską gorącej zupy, gdzie tylko się da dorzucając imbir i bez przerwy podjadając pomarańcze. Druga szkoła wywodzi się z cichego buntu przeciwko mroźnej porze roku. Czasem, pomimo totalnej bezsilności w temacie, po prostu nie godzimy się na to, żeby dominowała ona w naszym klimacie całymi długimi tygodniami. Pokazujemy jej figę z makiem i jedziemy na ferie do ciepłych krajów.

Jestem zwolenniczką pierwszego rozwiązania, bo lubię siedzieć po sam nos pod kołdrą i wypełniać brzuch tym co smaczne i rozgrzewające. Ale raz postanowiłam spróbować drugiego sposobu. Niestety, nie pojechałam na wakacje w tropiki - wybrałam się za to na szoping i przyniosłam do domu to, co z tych tropików przytargano na nasze sklepowe półki. Zaciągnęłam zasłony (by nie patrzeć na zaspy śniegu w ogrodzie) i przyrządziłam śniadanie czarodziejsko przenoszące w gorący, egzotyczny świat.

Po tym kuszącym wstępie nie mam wątpliwości, że mogłabym zacząć pracę w marketingu! Ale na wszelki wypadek, jeśli moja reklama kogoś z Was nie przekonała, dodam kolejne kilka słów zachwytu. Czarny ryż na mleku kokosowym z mocą owoców smakujących słońcem był najlepszym śniadaniem jakie sobie przypominam, przysięgam. Jakby tego było mało, sto kolorów na talerzu sprawia, że sam jego widok działa rozweselająco. Jednocześnie pudding ten wygląda tak dobrze, że automatycznie wydaje się trudny w przygotowaniu (a przynajmniej czasochłonny!). Błagam, nie dajcie się zwieść pozorom, bo przy namoczonym ryżu jego przygotowanie zabierze Wam najwyżej 25 minut. To czas wart poświęcenia na zrobienie najlepszego śniadania Waszego życia.

Być może korzenna owsianka lepiej przygotuje Was do wyjścia na mróz... ale tropikalny pudding wygrywa tym, że od owego mrozu jest odskocznią - po spróbowaniu przekonacie się, iż to ona była Wam znacznie bardziej potrzebna.

Kokosowy pudding z czarnego ryżu
z tropikalnymi owocami

Źródło przepisu

2 porcje

1/2 szklanki czarnego ryżu
2/3 puszki mleka kokosowego*
1 płaska łyżka miodu/syropu klonowego
4 łyżki wiórków lub płatków kokosowych
1 laska wanilii
szczypta soli

dodatkowo (wg uznania):

persymona
banan
kiwi
ananas
mango
granat
marakuja

* Jeśli po otwarciu puszki mleko ma konsystencję stałą, dodajemy połowę białego kremu i całą wodę spod spodu.

Dzień wcześniej ryż zalać zimną wodą i odstawić do namoczenia.

Następnie (najlepiej po 8-12 godzinach, ale tak naprawdę każda jedna godzina namaczania się liczy) opłukać dokładnie i umieścić w garnku z mlekiem kokosowym i ok. 1/3 szklanki wody. Dodać sporą szczyptę soli i rozkrojoną wzdłuż laskę wanilii. Doprowadzić do zawrzenia, zmniejszyć ogień i gotować na małym ogniu aż ryż wchłonie prawie cały płyn i nabierze kleistej, kremowej konsystencji. Jeśli ryż odpowiednio długo się moczył, nie zajmie to więcej niż 20 minut. Jeśli nie - może potrwać aż do 45. Pod koniec gotowania dodać miód lub syrop.

W międzyczasie przygotować owoce, a wiórki kokosowe podprażyć na suchej patelni aż rozwiną aromat i się zezłocą.

Pudding rozdzielić na dwa głębokie talerze, udekorować (fantazyjnie!) owocami, posypać uprażonym kokosem. Całość polać dodatkowymi kilka łyżkami mleczka (wystarczy tę białą masę z puszki rozrobić z odrobiną mleka, czy nawet wody).

To jedno z takich śniadań, którze trzeba po królewsku jeść w łóżku!

Smacznego!