Addio, szparagi. I domowy makaron

IMG_7588 copy.jpg

Trochę mnie nie było! Mam nadzieję, że zatęskniliście za mną tak, jak ja za wami. Dobrze jest znów gotować, eksperymentować, pisać i fotografować. Będę się odzywać często – w gotowości mam mnóstwo przepisów, jeszcze więcej w planach na najbliższe dni.

Wróciłam do własnej kuchni, gdzie zaszły w międzyczasie letnie zmiany – jest trochę ciemniej, bo wielki kasztan za oknem, łysy kiedy wyjeżdżałam, ma teraz bujną zieloną fryzurę; na stole stoją kwiaty, a  drewniana miska ledwo mieści pomidory, brzoskwinie i młodą włoszczyznę. Ale zanim rozgadam się o lecie, chcę cofnąć się do wczesnej wiosny i szparagów, których ostatnie pęczki można kupić jeszcze w warzywniakach. Bezlitośnie krótki sezon dobiega końca, a ja mam przepis, który koniecznie musicie jeszcze wypróbować!

Podczas mojej nieobecności ukazał się nowy numer magazynu Aktivist, a w środku jak zwykle pyszności ode mnie. Robiony od podstaw makaron buraczany, chrupkie zblanszowane szparagi, domowe marynowane oliwki o aromacie skórki pomarańczowej… cud do potęgi, bo na talerzu przemieszane z porwaną burratą, chrupiącą szałwią i młodymi, świeżymi listkami. Lekkie, orzeźwiające, przepełnione wiosną. Świetnie idzie w parze z chłodnym białym winem. Nawet jeśli nie czujecie się na siłach by wałkować domowy makaron – wykorzystajcie gotowy, również będzie pysznie. To wymarzone danie na pożegnanie szparagów; kto wie, może po spróbowaniu tak jak ja zdecydujecie się witać je nim za rok?

Aktivist jest bezpłatny i ukazuje się w sześciu polskich miastach (Warszawa, Łódź, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Wrocław), szukajcie go w kawiarniach, restauracjach, klubach i tym podobnych miejscach. A jeśli nie znajdziecie, po przepisy zajrzyjcie do wydania online.