Wróciłam. Pudding wcale nie japoński

Cześć, a może raczej konnichiwa! Z tej strony Marianna (Mari-san?), która jakiś czas temu zniknęła bez śladu daleko od Polski i tego bloga. Wybaczcie mi długą ciszę, obiecuję, że nie próżnowałam! Ale teraz wracam już z nowymi przepisami. Dobrze jest czasem porządnie się stęsknić – za pisaniem, własną kuchnią i polskim jedzeniem. Na wszystkie trzy rzeczy mam większą ochotę niż kiedykolwiek dotychczas.

W tej Japonii byłam jednak naprawdę długo, nie miejcie mi więc za złe jeśli nie uda mi się tak od razu przestawić na nasze lokalne realia. Łapię się na tym, że na wpół świadomie przemycam wszędzie japońskie smaki, nawet jeśli polega to tylko na podmianie soli na sos sojowy. A czasem wystarczy mi sama myśl o tym, że Japonia jest na moim talerzu – na przykład kiedy robię pudding jak w dzieciństwie, ale z wyjątkowego ryżu z prefektury Niigata.

Nie zniechęcajcie się. Nie trzeba po ten pudding jechać do Japonii (ani nawet do sklepu z importowaną żywnością). Równie pyszny wyjdzie ze zwykłym ryżem krótkoziarnistym dostępnym w co drugim spożywczaku (zazwyczaj pod nazwą „ryż do risotto”). Upewnijcie się też, że macie pod ręką laskę wanilii. A pozostałe składniki to już samo polskie dobro. Z francuskim finiszem – opcjonalnym, ale jaki deser nie smakuje lepiej ze skorupką crème brûlée niż bez niej? Efekt to remedium dla wszystkich smutasów, niezależnie od narodowości. Szczególnie dobrze działa jednak w miejscach, gdzie jest aktualnie wietrznie, szaro, mokro i zimno. Jest w nim bowiem kremowość, ciepło, chmurkowatość i komfort, czyli całe tego przeciwieństwo.

Kremowy pudding ryżowy
brûlée (lub nie)

8-10 małych porcji, jest bardzo sycący
przepis z magazynu Good Food 01/2016

  • 75 g masła
  • 175 g krótkoziarnistego, klejącego ryżu
  • 1 laska wanilii
  • 120 g (80 g + 40 g) jasnego cukru trzcinowego*
  • 500 ml śmietanki 36%
  • 600 ml pełnotłustego mleka
  • woda do konsystencji

* W oryginalnym przepisie cukru było 140 g, ale dla mnie efekt był za słodki, zwłaszcza w wersji z karmelową skorupką. Jeśli nie planujesz jej robić, możesz mocniej dosłodzić sam pudding. Bezpieczniej jednak zrobić to po ugotowaniu, zacznij więc od proporcji podanych przeze mnie powyżej (czyli 80 g cukru; 40 g na skorupkę po prostu pomiń).

W głębokiej patelni podgrzej masło. Kiedy się rozpuści, wrzuć rozciętą wzdłuż laskę wanilii i wsyp suchy ryż. Przemieszaj dokładnie, aby wszystkie ziarenka były równomiernie pokryte. Podpraż przez 5 minut co jakiś czas mieszając, a kiedy masło zacznie nabierać złotego koloru, dodaj 80 g cukru. Podgrzewaj przez kolejne 5 minut, aż cukier zacznie się rozpuszczać. Następnie wlej śmietankę i raz po raz mieszając gotuj, aż cukier się skarmelizuje i całość zacznie przypominać gęsty, krówkowy sos. Wtedy wlej mleko i wszystko razem gotuj na najmniejszym ogniu przez około godzinę, mieszając delikatnymi ruchami, tak aby nie rozgniatać ziarenek ryżu. Najlepiej wykorzystać do tego drewnianą łyżkę. Po 30-40 minutach spróbuj puddingu i oceń, czy proporcje są odpowiednie, a więc czy konsystencja nie robi się za gęsta, a ryż gotuje w odpowiednim tempie. W razie potrzeby wlej trochę wody. Ja dodałam w sumie około 250-300 ml. Jeśli wlejesz trochę za dużo, nie ma tragedii, wystarczy odparować pudding dodatkowe kilka minut! Końcowy efekt (wciąż gorący) ma przypominać dość płynne, bardzo kremowe risotto. Gotowy pudding rozlej do kokilek lub miseczek.

Jeśli chcesz przygotować wersję brûlée, odstaw je do wystygnięcia (a najlepiej schłodzenia), a następnie posyp powierzchnię pozostałym cukrem i przypal palnikiem gazowym. Podawaj od razu, kiedy skorupka jest chrupiąca. Smacznego!