Muhammara

Moje gotowanie jest ostatnio bardzo monotematyczne. Jeszcze głębiej niż na codzień siedzę w kuchni japońskiej, czego efektem będzie kilka nowości, których spodziewać się możecie całkiem niedługo. Na razie jednak pracy przede mną sporo, potrzebuję więc bardzo poważnego powodu aby ugotować coś spoza skrupulatnie rozpisanego repertuaru. Kiedy pretekst już się trafi, chwytam byka za rogi i szykuję tyle pyszności, ile tylko zmieści się na stole. 

Ostatnio urodziny obchodziła największa mi znana wielbicielka mezze, dla której priorytetem każdego obiadu na który wybieramy się razem, jest “żeby było kilka małych rzeczy, którymi możemy się podzielić”. W ten jeden dzień dałam więc sobie wolne od obowiązków i na kilka godzin zamknęłam się w kuchni, żeby przygotować tych małych rzeczy jak najwięcej. Zaraz po “sto lat” jedliśmy więc syryjską muhammarę, hummus idealny, śródziemnomorską pastę z suszonych pomidorów, oliwek i słonecznika, marynowane buraki, pieczone marchewki z miodem i rozmarynem, awokado w oliwie, cytrynie, pieprzu i wędzonej soli, wszystko to na chrupiących liściach cykorii, krążkach pumpernikla, kawałkach cienkiej pity i czubkach długiego grissini. Te z elementów, które wymagają przepisu, znajdują się na blogu (na koniec był jeszcze sernik marakujowy, o którym napiszę niedługo; pasty śródziemnomorskiej nie będzie nigdy, ponieważ umie ją zrobić tylko moja przyjaciółka Jagoda - uważam to za okropną niesprawiedliwość, ale niczyje ręce nie są w stanie odtworzyć jej efektu). Wszystkie, prócz muhammary, którą robię i cenię już parę ładnych lat - odkąd dostałam pierwszą książkę Heidi Swanson. Pokochałam obie, pastę i kobietę, dziś więc pora, by ten duet zagościł na Coutellerie i w Waszych kuchniach.

Muhammara to syryjska pasta z pieczonej papryki i orzechów włoskich. Ma wielowymiarowy smak - złożony, bo na bazie aromatycznych, uprażonych orzechów, słodki dzięki papryce, ostry dokładnie tak, jak lubicie (sami decydujecie ile chili dorzucić), lekko kwaśny za sprawą melasy z granatów. Rzecz bardzo dobra i absolutnie satysfakcjonująca; można wyjadać palcem, pitą w ostateczności. A jeśli zostanie z niej coś na następny dzień, wykorzystajcie ją do kanapek, obok bazylii dorzucając na górę cienko skrojoną czerwoną cebulę i okruszki ulubionego sera, najlepiej koziego lub owczego. Lub posmarujcie nią pełnoziarniste tortille, dodając pulled porka i domowe kiszonki lub pikle. Zasadniczo nie ma tutaj ryzyka niepowodzenia, muhammara sprawdzi się nawet jako sos do makaronu. Nieważne do czego jej użyjecie, z całą pewnością uczyni Was szczęśliwymi.

Muhammara,
czyli pasta z pieczonej papryki i orzechów włoskich

5-8 porcji, na podstawie przepisu z "Super Natural Cooking" Heidi Swanson

  • 3/4 szklanki orzechów włoskich 
  • 3 duże czerwone papryki
  • 1/4 szklanki bułki tartej (najlepiej domowej - przygotowanie jak w tym przepisie)
  • 1 mała papryczka chili, bez pestek (lub ciut mniej, jeśli nie lubicie ostrości)
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 łyżki melasy z granatów*
  • 1 kopiasta łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1/2-1 szklanka wody
  • 1/3 szklanki dobrej, wyrazistej oliwy + więcej do polania
  • bazylia do podania

* Jeśli nie macie melasy z granatów, koniecznie ją zdobądźcie! To składnik kluczowy dla muhammary, ale jego niepowtarzalny smak wzbogaci też wiele innych potraw w Waszej kuchni. Melasa dostępna jest w sklepach z żywnością arabską, Kuchniach Świata, itp., ale uwaga, przy kupowaniu popatrzcie na skład! Bardzo dużo jest udawanych produktów o nazwie “melasa z granatem”, które w składzie mają prawie samą glukozę. Prawdziwa melasa to zredukowany do konsystencji syropu sok z granatów z odrobiną cukru. Można ją również minimalnym wysiłkiem zrobić samemu. W ostateczności możecie zastąpić ją w tym przepisie łyżką syropu klonowego i łyżką soku z cytryny.

Rozgrzewamy piekarnik do 160 stopni. Orzechy wysypujemy na blachę i prażymy ok. 7-10 minut, aż lekko się zezłocą i będą pięknie pachnieć. Kiedy je wyciągniemy, odstawiamy do wystudzenia, a temperaturę piekarnika zwiększamy do 200 stopni.

W międzyczasie myjemy papryki, pozbawiamy je gniazd nasiennych i kroimy wzdłuż na pół. Połówki układamy na blaszce skórką do góry. Pieczemy około 20-30 minut - papryki muszą być miękkie, a ich skóra im bardziej czarna, tym lepiej. Od razu po upieczeniu wkładamy papryki do torebki foliowej i szczelnie zamykamy na kilka minut. Po wyjęciu ściągamy z nich skórę. Zamiast w piekarniku, papryki można opalić na ogniu (jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami kuchenek gazowych). Ja na tę opcję decyduję się raczej latem, ponieważ sporo przy niej dymu.

Papryki i większość orzechów (garstkę odkładamy do udekorowania pasty) umieszczamy w pojemniku moździerza z suchymi składnikami: bułką tartą, posiekaną papryczką chili, kminem rzymskim i solą. Ucieramy przez kilka minut, lub dłużej, aż składniki zmielą się tak drobno, jak mamy ochotę (na moich zdjęciach pasta jest dosyć grubo zmielona - zazwyczaj wolę robić ją trochę gładszą). Następnie dodajemy melasę z granatów, koncentrat pomidorowy i oliwę. Znów ucieramy, a po chwili zaczynamy dolewać wodę - tyle, by osiągnąć konsystencję, na jaką mamy ochotę. Jeśli chcemy wykorzystać pastę jako dip, może być rzadsza, jeśli na kanapki, dodajemy wody trochę mniej. Po utarciu próbujemy i ewentualnie doprawiamy muhammarę do smaku.

Pastę można też oczywiście zrobić w blenderze, zajmie to wówczas mniej niż 2 minuty, ale jeśli macie duży moździerz, to zdecydowanie z niego skorzystajcie - ręczne ucieranie uwalnia znacznie więcej aromatów, a jaką daje satysfakcję!

Półmisek z gotową muhammarą dekorujemy oliwą, resztą orzechów i posiekaną świeżą bazylią. Smacznego!

IMG_6781.jpg