Under pressure

Na co najczęściej przegapiacie sezon? Na mnie ciąży klątwa młodej pokrzywy, jeszcze nigdy nie udało mi się upolować jej w dobrym momencie. Zawsze zaskakuje mnie szybkie zniknięcie dzikich jeżyn z krzaków wokół działki moich rodziców. Nigdy nie czułam też całkowitego spełnienia w temacie czosnku niedźwiedziego. Ale najgorzej jest ze szparagami!

Sezon na szparagi jest tak krótki, że podczas jego trwania waham się nieustannie – czy lepiej próbować najbardziej fantazyjnych receptur, czy jeść je niemal sauté, tak, jak lubię najbardziej? Jeszcze żadnej wiosny nie udało mi się zrealizować całego szparagowego planu, który rozpisuję sobie w głowie kiedy pierwsze pęczki pojawiają się w warzywniaku. W tym roku czeka mnie zupa, risotto (a nawet dwa, jedno dziwne), lasagne, sushi (!) i łosoś. A w międzyczasie przewinie się przez kuchnię co najmniej kilka pęczków zjedzonych z tostem i jajkiem, zgrillowanych na oliwie, czy ugotowanych al dente na parze, z jakimś nowym, ale nie przesadnie skomplikowanym sosem.

Sezon szparagowy mija mi pod presją i to te proste przerywniki w postaci intuicyjnych szparagowych oczywistości sprawiają, że nie tracę z tej presji zmysłów (ani apetytu!). Jeśli zdążę wypróbować zaplanowane dania – pięknie, jeśli nie – mam pewność, że za rok nie zagrozi mi deficyt pomysłów. W imię tej beztroski przychodzę dziś z recepturą na przerywnik. Nie byle jaki, bo sos z poniższego przepisu rzuca na kolana, od kilku dni jemy go w domu codziennie. Ale specjały i dziwne risotto też Wam obiecuję, naprawdę!

Szparagi z vinaigrette z brązowym masłem

1-4 porcje (jako danie/dodatek)

  • 40 g świeżego masła
  • 2 łyżki oliwy extra vergine
  • 1/2 łyżeczki miodu lub syropu z agawy
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka octu z białego wina
  • 2-3 łyżki drobno posiekanych liści bazylii
  • pęczek zielonych szparagów
  • ½ pęczka rzodkiewek
  • płatki parmezanu
  • pieprz czarny, sól (idealnie w płatkach)

W garnuszku podgrzewamy na niewielkim ogniu masło. Pozwalamy mu lekko się spienić, a następnie zbrązowieć (pilnujemy, by się nie przypaliło!). Ma mieć orzechowy aromat i ciemnozłoty kolor. Odstawiamy do przestudzenia. Następnie przelewamy je do słoika – będzie nam wygodnie wymieszać w nim składniki dressingu. Uwaga, nie dodajemy wszystkich czarnych drobinek, które zbiorą się na dnie! Można dodać połowę lub zostawić w garnku niemal wszystkie (im ich więcej, tym palony aromat będzie silniejszy). Ja dodaję około 1/3. Do słoika dodajemy resztę składników – oliwę, miód, sok z cytryny i ocet. Dorzucamy też poszatkowaną bazylię (ostrym nożem siekamy ją najdrobniej jak umiemy). 

Szparagi myjemy w chłodnej wodzie i odłamujemy zdrewniałe końcówki. Układamy w naczyniu do gotowania na parze i gotujemy 6-7 minut. Powinny pozostać chrupkie i intensywnie zielone. W międzyczasie kroimy rzodkiewki na plasterki najcieńsze jak potrafimy (nożem lub na mandolinie, jeśli posiadamy). Zanurzamy je na kilka minut w miseczce z wodą i lodem – nabiorą jeszcze większej chrupkości i ładnie się powyginają. Szparagi przekładamy na półmisek, polewamy vinaigrettem i posypujemy świeżo utartymi płatkami parmezanu. Doprawiamy pieprzem czarnym i solą (najlepiej w płatkach, delikatnie roztartych w palcach). Dodajemy też rzodkiewki. Podajemy jako dodatek do dania głównego lub samo w sobie jako posiłek, np. w towarzystwie pieczywa, jajka w koszulce, i tym podobnych. Smacznego!

PS. Ten sos jest zachwycający również po schłodzeniu. Przyjmuje konsystencję aksamitnej pasty i nadaje się do wszystkiego, od kanapek, pit i tortilli, przez pieczone bataty czy ziemniaki, po wszystkie chrupiące świeże nowalijki. Róbcie z potrójnej porcji!