Canvas

Ostatnio lubię kremy tak gęste, że nie wiem czy przystoi mi wciąż nazywać je zupami - może powinnam spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że moim obiadem numer jeden stała się po prostu miska pełna purée. Z czego bym go nie ukręciła wychodzi wspaniałe, i jest aktualnie moim ulubionym rodzajem płótna w kuchni. Co jakiś czas zafiksowuję się na punkcie jednej potrawy-bazy, którą potrafię męczyć dzień w dzień nawet tygodniami. Jednocześnie rzadko kiedy powtarzam ją dwa razy w jednakowej postaci. Dekorując za każdym razem zupełnie nowym zestawem daję przy okazji upust pokładom swojej kreatywności. Za mną między innymi faza na tortille, omlety i hummusy (zdziwilibyście się jak absurdalne dodatki kładłam nieraz na tym ostatnim, zawsze wypadał zaskakująco smacznie). W tej chwili nic nie robi mi tak dobrze, jak miska zupy - parującej, kremowej, i tak gęstej, by powierzchnia utrzymała wszystko, co zapragnę na niej wymalować.

Nie mam wątpliwości, że przy robieniu tego kremu z kalafiora dużą radość sprawi Wam przekonanie się jak niewiele potrzeba, by stworzyć kompletny i piękny posiłek. Ta zupa to krótka lista składników i minimum pracy - potrzebne są przede wszystkim głodne, wyziębione brzuchy do nakarmienia. Dajcie znać czym Wy przyozdobicie jej równą taflę (która nawet kolor ma iście płócienny).

Untitled.jpg

Krem z pieczonego kalafiora
z bursztynem

4-6 porcji

1 głowa kalafiora (ok. 600-800 g po okrojeniu)
2 gałązki rozmarynu
oliwa, sól morska

2 duże ząbki czosnku
1 biała cebula
2 łyżki masła
100 g sera bursztyn
płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
1 liść laurowy
ok. 800 ml wody*
sól i czarny pieprz do smaku

+ ulubione dodatki do podania (np. prażone pestki, grzanki, u mnie akurat łosoś i czipsy z jarmużu)

* Można użyć także bulionu, warzywnego lub mięsnego (wówczas pilnujemy ilości dodawanej soli). To kwestia gustu - ja zazwyczaj wolę zupy-kremy o niezakłóconym smaku ich bazowych warzyw.

Kalafiora dzielimy na małe różyczki i układamy na blaszce. Pędzlem lub po prostu dłońmi smarujemy go oliwą. Obsypujemy solą i rozmarynem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Zostawiamy tam na około 30 minut, aż będzie miękki a brzegi ładnie się przypieką.

W międzyczasie na patelni rozgrzewamy masło i dodajemy posiekany czosnek oraz cebulę. Dodajemy szczyptę soli i nieustannie mieszając podsmażamy do miękkości na średnim ogniu. 

W dużym garnku łączymy upieczonego kalafiora z rozmarynem, zeszkloną cebulę i czosnek, gałkę muszkatołową, liść laurowy i wodę (warto dodać mniej, np. 700 ml i później uzupełniać, aby zupa osiągnęła odpowiednią gęstość). Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy na małym ogniu przez 10 minut. Następnie wyciągamy liść laurowy, a do reszty dodajemy starty ser i blendujemy całość na gładki krem. Ja to robię w blenderze kielichowym - jest trochę więcej zachodu z przelewaniem do niego zupy, ale warto, bo dzięki jego mocy wychodzi znacznie gładsza niż zmiksowana blenderem ręcznym. W razie potrzeby dodajemy podczas miksowania więcej wody/bulionu. Doprawiamy do smaku solą i czarnym pieprzem (hojnie!).

Serwujemy z wybranymi dodatkami i pajdą ulubionego chleba. Smacznego!