Substytuty

Podejrzewam, że nie ja jedna mam tendencję do nadużywania określeń takich jak ulubione, kocham, najpyszniejsze na świecie. Mało jest konsekwencji w tym ile razy powtórzyłam  „mogłabym nie jeść nic poza tym do końca życia!” o bardzo licznych (i bardzo różnych) rzeczach, jakich dane mi było próbować. Raz na jakiś czas przechodzi  mi przez myśl, że moja fascynacja zmysłem smaku może wykraczać nieco ponad granicę przyzwoitości... ale zamiast skupiać się na swoich anomaliach, w wolnych chwilach wolę porozmyślać jak najlepiej sobie z nimi radzić. To jest, ugrać ile się da i zjeść w życiu więcej niż chciałyby mi na to pozwolić jakieś prozaiczne ograniczenia.

Sposoby są najróżniejsze. Od sportu – sama do końca nie wiem czy nie polubiłam biegania tylko po to, by móc jeszcze bardziej polubić ciastka – po kombinacje na talerzu, takie jak na przykład robienie makaronu z... warzyw. Zalicza się ono do dwóch kategorii kombinacji: jest podmianą na lekkie, bo cukinii wolno zjeść trzy razy tyle co klusek, ale też urozmaiceniem, gdyż de facto danie o takiej bazie to podana w niestandardowy sposób zdrowa sałatka.

Cukinki, patisony i inne dobroci Eweliny, wykopane z ziemi na kilka minut przed zrobieniem zdjęcia. Dobre wspomnienie! Milejowe Pole wystartowało niedawno ze sklepem internetowym – jeśli jesteście z Wrocławia lub okolic, wierzcie, że to tam chcecie kupować swoje warzywa!

Tagliatelle z cukinii, proste do zrobienia przy pomocy zwykłej obieraczki, także jest świetne – ale to właśnie spaghetti naprawdę trafnie imituje makaron z prawdziwego zdarzenia. Poza tym, przygotowuje się je jeszcze łatwiej, pod warunkiem, że wyposażymy się specjalną obieraczkę do julienne (czasem opisywaną jako „dekoracyjna”). To stosunkowo mało popularne narzędzie kuchenne, a jest tanie i wielofunkcyjne. Warto się w nie zaopatrzyć, ja swoją obieraczkę firmy Victorinox kupiłam stacjonarnie w Warszawie, ale jest dostępna również w wielu sklepach internetowych i na Allegro. Jeśli po spróbowaniu makaronu z cukinii poczujecie, że ma on szansę zmienić Wasze życie, możecie iść o krok dalej i kupić spiralizer, czyli maszynę, która w ułamek sekundy będzie robić go za Was. Osobiście nigdy takiego nie używałam, obieraczka wystarcza mi w stu procentach.

„Spaghetti” z cukinii
z pesto bazyliowym, łososiem i rzodkiewkami

2 porcje

300-350 g filetu z łososia
1 ząbek czosnku
1 łyżka oliwy
kilka kropel soku z cytryny
sól, pieprz
2 nieduże cukinie, wybieramy grubsze
pół pęczka rzodkiewek
3 kopiaste łyżki dobrej jakości pesto z bazylii (lub innego ulubionego)
1/3 szklanki nasion słonecznika

Filet z łososia myjemy w zimnej wodzie i osuszamy. Jeśli filet jest ze skórą,układamy go nią do dołu w naczyniu żaroodpornym. Z wierzchu nacieramy rozgniecionym czosnkiem i oliwą oraz skrapiamy cytryną. Odstawiamy do zamarynowania na 30 minut. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Filet odwracamy skórą do góry (jeśli nie ma skóry również przewracamy), a naczynie żaroodporne przykrywamy folią aluminiową. Pieczemy około 20 minut. Po lekkim przestudzeniu jednym ruchem zdejmujemy skórę i widelcem dzielimy łososia na mniejsze kawałki.

Przygotowujemy pozostałe składniki do „makaronu”: rzodkiewki kroimy najcieniej jak umiemy (najłatwiej na mandolinie, jeśli posiadamy). Plasterki wrzucamy do miski z zimną wodą  i kilkoma kostkami lodu. Dzięki temu będą superchrupkie – nawet jeśli pęczek rzodkiewek zdążył lekko zmięknąć leżąc w lodówce. Nasiona słonecznika wrzucamy na rozgrzaną suchą patelnię i prażymy na małymogniu, mieszając aby się nie spaliły. Studzimy.

Cukinie dokładnie myjemy (ja do szorowania warzyw używam szczotki) i suszymy. Obieramy na całej długości,od góry do dołu, kręcąc cukinią tak,aby znikała równomiernie z każdej strony. Jeśli w trakcie obierania cukinia się złamie, nie szkodzi – kontynuujemy z każdą częścią osobno. Obieramy tylko do momentu dokopania się do pestek. „Makaron” solimy i odstawiamy na dwie minuty do puszczenia soków. Po tym czasie odciskami na sitku lub odwirowujemy w suszarce do sałaty.

Cukiniowe spaghetti dokładnie mieszamy z pesto i rozkładamy na dwóch głębokich talerzach. Na górze układamy kawałki pieczonego łososia. Dekorujemy rzodkiewką i pestkami słonecznika. Smacznego!