Zielona bogini

Kiedy napotykam coś zwyczajnego, co - naturalnie ku wielkiemu zaskoczeniu - wbija mnie w fotel, z marszu podejmuję próby jak najdokładniejszego zlokalizowania elementu odpowiedzialnego za sukces. Oczywiście dopiero po tym, jak dam sobie czas na odczucie i przetrawienie wspaniałości przeżycia. (Przetrawienie niekiedy dosłowne, gdyż owe zachwycające acz proste rzeczy znajduję też czasem na talerzu). W każdym razie kiedy się już nacieszę, nie muszę dumać i szukać, bo najczęściej od razu wiem co dokładnie mnie ujęło.

To właściwie nieadekwatne sformułowanie, gdyż – tak jak napisałam na początku – ujmuje mnie całość dzieła, przedmiotu, czy dania. Zawsze jednak wynajduję ten jeden konkretny niuans, który przeważa szalę mojej opinii z bardzo dobrej, na wyjątkowo. Wiecznie wystawiony język Luizjany. Skrzypce w perfekcyjnym momencie „Perfect Day”. Wspomnienie mojego paryskiego okna, z prywatnym, niepowtarzalnym widokiem na sam czubek wieży Eiffla. Przybrudzony maleńki grawer GASTRONOMIA na łyżce z pchlego targu. Czarna kawa Dale’a Coopera, obłoki opisane w „Cudzoziemcy” Baudelaire’a, albo te dwie kropki-oczy w jednej dziurce mojej tarki, czyniące ją tak naprawdę zakamuflowanym niemowlakiem! Długo mogłabym wymieniać małe detale, dzięki którym rzeczy stają mi się bliskie, ale pewnie narobiłam Wam zdjęciami apetytu, więc przejdę już do jedzenia.

Kojarzycie jak rozkosznie rozgryza się kulki tapioki po każdym kolejnym łyku bubble tea? Widzicie oczami wyobraźni jak niepełny byłby kurczak z rożna bez chrupiącej skórki? Jak niezbędna kieliszkowi tequili jest sól przed i cytryna po? Czasem chodzi o połączenia smaków – czym byłby grillowany oscypek bez żurawiny? – kiedy indziej, o cechy indywidualne – bo gdzie podziałby się geniusz pralin Lindor, gdyby nie wrażenie chłodu na języku, które wywołuje ich rozpuszczany powoli środek... I wreszcie – czasem istotą są sekretne patenty. Nie bez powodu  babcine pierogi są nie do powtórzenia we własnej kuchni.

W moim dzisiejszym przepisie jest po trochu każdego rodzaju magii. Niemal jak w przykładzie świętej kanapki z indykiem Rossa Gellera. Jej sekretem był "moist maker", czyli specjalna wkładka z nasączonej sosem pieczeniowym dodatkowej kromki chleba w środku. Czyniło to ją tak pyszną, że Ross niemal stracił zmysły gdy ktoś mu to cudo podkradł w pracy. W mojej zielonej kanapce, tę samą robotę robią prażone pestki słonecznika, kontrastujące z kremową mozzarellą, mazistym awokado i soczystym ogórkiem. Bardzo pyszna kanapka ta będzie także bez nich, nie mam wątpliwości. Ale to za ich sprawą pyszna będzie wyjątkowo. To one czynią z niej boginię.

Kanapka Zielona Bogini
z awokado, mozzarellą i pestkami słonecznika

1 porcja (2 kanapki)

2-3 łyżki ziaren słonecznika uprażonych na suchej patelni
1 kulka dobrej włoskiej mozzarelli, najlepiej bawolej (di bufala)
garść świeżego szpinaku lub innej zieleniny, np. sałaty dębowej lub roszponki
5-cm kawałek ogórka wężowego
½ niedużego awokado, najlepiej hass
½ pęczka szczypiorku
ok. 2 łyżek pesto genovese*
sól, świeżo mielony czarny pieprz
4 kromki ulubionego pieczywa, szczególnie polecam żytni chleb razowy

* jeśli używacie sklepowego, patrzcie na skład! na pierwszym miejscu obowiązkowo bazylia, później najlepiej oliwa z oliwek. nie żadne wody, oleje rzepakowe i inne wynalazki.

Instrukcja składania kanapek jest prawdopodobnie zbędna, napiszę więc tylko kilka wskazówek. Pieczywo można zgrillować, ja niemal zawsze tak właśnie robię. Chyba, że na stole jest akurat super świeży bochen chleba na zakwasie, np. ulubionego rycerskiego.

Ogórka kroimy w jak najcieńsze plasterki, szczypiorek siekamy drobno bardzo ostrym nożem, a awokado kroimy na plastry w skórce i wyciągamy łyżką. Rekomendowana kolejność układania składników (minimalizuje wypadanie poszczególnych warstw na boki): pieczywo – pesto – mozzarella – słonecznik – (sól, pieprz) – ogórek – szpinak – awokado – pesto – pieczywo.

Taka kanapka (jak każda słuszna) nawet mimo dopracowanej kolejności nie jest najwygodniejsza w obsłudze. To cena, którą trzeba zapłacić by móc zmieścić w niej naprawdę dużo dobroci. Aby ułatwić sobie konsumpcję, warto kanapki zawinąć w folię lub papier śniadaniowy (tak, jakbyśmy pakowali je na wynos), po czym ostrym nożem z ząbkami przekroić sprawnym ruchem na pół. Opakowanie trzyma w ryzach zawartość kanapek, a my możemy w spokoju dobierać się do nich od środka.

Smacznego!