P-P-P-Przeprowadzka

Dzień dobry! Pozwólcie, że zacznę od ogłoszenia: do jutrzejszego południa trwa głosowanie smsowe w konkursie Blog Roku. Trąbię już od tygodnia o tym, że startuję w nim po warsztaty Jamiego Olivera. Jeśli chcecie zwiększyć moje szanse na spełnienie tego marzenia, ślijcie E11449 na nr 7122. Koszt to 1,23 zł (pieniądze idą na konto Fundacji Dzieci Niczyje). DZIĘKUJĘ!

To trochę głupie, że wymagam od Was najwięcej zaangażowania właśnie teraz, kiedy sama milczę od dość długiego czasu. Ale to nie jest milczenie definitywne, zapewniam, a za całe wsparcie jaki od Was mam odwdzięczę się z nawiązką już bardzo, bardzo niedługo. Na razie po prostu czas jest pierwszy na liście moich towarów deficytowych.

W zeszłym roku w kulminacyjnym momencie sesji pojechałam do Marsylii (częściowo usprawiedliwiona – bo  na inny egzamin, ale przy okazji na trzy dni spacerowania, picia wina i jedzenia na zmianę owoców morza i lodów). Tym razem na kilka dni przed gigantycznym egzaminem zaplanowałam przeprowadzkę. No dobra, przeprowadzka zaplanowała się trochę sama – ale nie zmienia to faktu, że zajęła sporo cennego w owym momencie czasu. Przez kolejny tydzień mieszkałam wśród kartonów, pozbyłam się ich dopiero chwilę temu. Teraz wyczekuję luźniejszych dni, żeby móc wszystkie rzeczy porozkładać na właściwe miejsca. Jedynie z układaniem książek czekam na przyjazd mojej przyjaciółki, która obsesyjnie uwielbia się tym zajmować. Sama chciałabym już rozparcelować wszystkie naczynia i przybory po odpowiednich kuchennych szafkach i szufladach. Póki co nabyłam ogromną liczbę pudełek i jedną roślinę, a moja pełna ważnych zaznaczeń mapa Paryża, która przez pięć ostatnich lat wisiała na pięciu różnych ścianach, wreszcie doczekała się oprawienia! Na razie stoi sobie na podłodze, ale jak tylko uporam się z tą ostateczną końcówką semestru, przybiję dla niej gwóźdź w jakimś honorowym miejscu.

Ale są rzeczy ważne i ważniejsze. I tak jak pilniejsza od mieszkania jest nauka, tak przed nauką w hierarchii stoi jeszcze dobre jedzenie. Wyjątkowo nie tylko dlatego, że w większości przypadków znajduje się na samej jej górze – tym razem trzeba mieć też na uwadze odpowiednie odżywienie mózgu, aby późniejsze punkty programu w ogóle miały sens i szansę powodzenia. Śniadanie to podstawa (jakbyście wcześniej tego nie słyszeli), raczcie się więc pysznym, zdrowym i w najlepszym towarzystwie.

Śniadaniowa quinoa z orzechami i winogronami
czyli P-P-P (poranna power pobudka) dla mózgu

2 porcje

8 łyżek komosy ryżowej (quinoa) dowolnego koloru
1 szklanka mleka, może być roślinne*
½ łyżeczki ekstraktu waniliowego
2 łyżki miodu
woda
szczypta soli
3 łyżki łuskanych orzechów włoskich
garść ulubionych winogron, najlepiej bezpestkowych
ew. szczypta gruboziarnistej demerary

* można zmieniać proporcje płynów wedle uznania (np. na samym mleku, ale nawet gotowane na samej wodzie jest OK)

Mleko podgrzewamy w garnku. W międzyczasie komosę płuczemy pod zimną wodą na bardzo drobnym sitku (lub zwykłym, ale wyłożonym gazą). Dodajemy do gorącego mleka razem z wanilią i szczyptą soli. Uzupełniamy wrzątkiem, tak aby płynu było dwa razy tyle co komosy. Mieszamy chwilę łyżką, a od momentu zagotowania już nie dotykamy. Zmniejszamy ogień i z uchyloną przykrywką czekamy aż quinoa wszystko wchłonie. Na koniec dodajemy miód.

Umyte i osuszone winogrona kroimy na połówki. Orzechy możemy podprażyć delikatnie na suchej patelni, ale nie jest to konieczne (wydobywa to ich smak, ale nie zmienia go tak diametralnie jak np. w przypadku migdałów, laskowych czy słonecznika). Komosę przekładamy do dwóch misek i dekorujemy dodatkami. Ja lubię posypać też całość odrobiną gruboziarnistej demerary. Smacznego!