Bez okazji

Minęły dokładnie 162 dni odkąd ostatni raz pisałam do Was bez okazji. Zwyczajnie i bez presji, z kilkoma zdjęciami i przepisem. Nie z potężną relacją z japońskiej podróży, nie z autopromocją jakiejś publikacji czy premiery kulinarnych filmów, bez przekierowania na inną stronę czy recenzowania książek. 

Wyszłam już z wprawy w pisaniu po prostu, ale w zasadzie raz-dwa mogę znaleźć szereg przyzwoitych powodów dla dzisiejszego wpisu. W zupełności wystarczy chyba fakt, że moja babcia Jadzia robi najlepszy piernik na świecie - nie ma co zwlekać z przekazaniem receptury światu. Piernik mocno korzenny, o złotobrązowym kolorze i ciemnej skórce. Koniecznie musicie wykorzystać do niego miód gryczany, bo to jemu zawdzięcza swój jedyny w swoim rodzaju aromat. Lubię go solo (szczególnie te kawałki z bakaliami), ale najbardziej śnią mi się po nocach jego kromki grubo posmarowane zimnym masłem. 

Babcię Jadzię widuję zdecydowanie za rzadko, a jej piernikiem dane mi się raczyć naprawdę od wielkiego dzwonu. Po latach zebrałam się wreszcie w sobie i wyprosiłam od niej przepis - teraz pozostaje mieć nadzieję, że tak samo dobrze będzie smakował, kiedy upiekę go sama. Jest niedziela, tudzież trzeci dzień Świąt, najbardziej wiosennych jakie pamiętam (i to licząc zarówno Gwiazdki, jak i Wielkanoce). Babciny piernik pakujemy póki co jako prowiant na rowerowe wyprawy, w samych swetrach i przeciwsłonecznych okularach. Podobno zima jednak się tu wybiera, a że zimowym ciastem numer jeden jest piernik bez dwóch zdań, wreszcie będzie okazja, żeby raczyć się nim w odpowiednich okolicznościach. Myśli o mrozach mnie nie wzruszają, z tym przepisem czuję się zabezpieczona. Ale ile razy nie piekłabym go na przekór śniegom, na pewno co jakiś czas wpadnie tak po prostu. Bez okazji!

Piernik Babci Jadzi

na 2 keksówki

500 g miodu gryczanego
150-200 g cukru (do smaku)
200 g masła
30 g przyprawy do piernika
4 jaja (żółtka i białka osobno)
500 g przesianej mąki
2 łyżeczki sody oczyszczonej
orzechy włoskie, skórka pomarańczowa

Przełóż miód do rondla ustawionego na niedużym ogniu, dodaj cukier i pomału mieszając doprowadź do zagotowania. A teraz UWAGA!!! Zestaw rondel z miodem z palnika i wlewaj do niego powoli niepełną szklankę wrzącej wody, a jednocześnie drugą ręką mieszaj. Nie nachylaj się nad garnkiem, bo buchnie gorąca para. Gdy tylko para opadnie, włóż do rondla przyprawę i pokrojone na kawałki masło, starannie wymieszaj łyżką, aby masa uzyskała jednolitą konsystencję.

Do przestudzonej masy dodaj żółtka, orzechy i skórkę pomarańczową [ja bym dorzuciła jeszcze rodzynki - przyp. M.] i mieszaj małymi obrotami miksera. Powoli dosypuj mąkę z sodą, miksując aż ciasto będzie jednolite. Do ciasta powoli dodawaj ubite na pianę białka i mieszaj łyżką (nie mikserem).

Gotowe ciasto przełóż do przygotowanych foremek (powinno sięgać najwyżej 2/3 ich wysokości) lub jeden większej prostokątnej formy. Wstaw na mniej więcej godzinę do rozgrzanego piekarnika (180 stopni).

Smacznego!!!