Smaczliwka

Dziś na tym blogu świat będzie kręcił się wokół awokado. Lub, jeśli ktoś woli, smaczliwki, bo tak brzmi alternatywna nazwa tego cud owocu. Awokado to ładne słowo, ale chyba zgodzicie się, że tu pojedynku nie wygrywa. Szczególnie, że pełna nazwa owocu to smaczliwka wdzięczna – czy nie brzmi po prostu przeuroczo?

Zanim jednak przejdę do rzeczy, muszę ulżyć swojemu sezonowemu splinowi i trochę ponarzekać. W większości codziennych życiowych kwestii jestem dość niepoukładana – niby mam kalendarz, w którym zapisuję o czym nie mogę zapomnieć, ale często nie pamiętam by w ogóle mieć go przy sobie. Ważne sprawy lądują na odwrotach paragonów, dłoniach i notatkach w telefonie. Nienajlepszy system, przez który każdego dnia czyhają na mnie przykre niespodzianki w postaci wypartych z pamięci obowiązków. Sprawa dość aktualna, bo jestem chwilowo w życiu (akademickim głównie, ale nie tylko) w tym punkcie, gdzie doganiają mnie rzeczy kawał czasu zakopywane pod ziemię.

IMG_1282.jpg

Między jednym stosem książek a drugim, znad talerza z przewspaniałym (!) sezamowym pasta nero, który robi się całe dziesięć minut, rozmyślam o swojej nieodpowiedzialności. I, o dziwo, odkrywam raz po raz, że być może nie muszę się jeszcze spisywać na straty. Czy idealnie wypracowany System Dojrzewających Awokado nie kwalifikuje się do miana organizacyjnych sukcesów? Opisywałam go przy okazji przepisu na guacamole ponad rok temu, a wciąż trwam w nim w najlepsze, z coraz większym zaangażowaniem (obecnie, a już zwłaszcza teraz w sezonie, leżakują w domu nie dwa, a jakieś sześć owoców).  

Dzisiaj na portalu HelloZdrowie piszę o tym co, oprócz wspaniałych walorów smakowych, siedzi w awokado – lub, jak kto woli, w smaczliwce. Smaczliwce nie tylko pełnej wdzięku, ale też z całą pewnością wdzięcznej mnie – za bycie elementem mojego życia bezsprzecznie istotniejszym niż szwankująca nauka do egzaminów czy wylatujące z głowy pomysły na nowe projekty. Odwdzięczam się wyniesieniem na piedestał zalet owocu, jest też przepis na ten rewelacyjny makaron, o którym napomknęłam. Hop!

Sezamowy czarny makaron z awokado

2 porcje

5 łyżek oleju sezamowego
2 łyżki jasnego sosu sojowego
2 łyżki syropu klonowego
2 łyżki octu ryżowego
½ łyżeczki tabasco lub sosu sriracha
1 łyżeczka startej skórki z limonki
130 – 150 g makaronu barwionego sepią
duże, bardzo dojrzałe awokado
dymka z pięknym szczypiorem
nasiona sezamu

Makaron ugotować al dente według instrukcji na opakowaniu. W międzyczasie w rondelku połączyć olej sezamowy, sos sojowy, syrop klonowy, ocet ryżowy i skórkę z limonki. Podgrzewać powoli, ściągając z ognia, jeśli zaczyna się gotować. Awokado przekroić na pół, wyjąć ze skóry i pokroić na cienkie plastry. Szczypiorek posiekać pod kątem.

Kiedy makaron będzie dobry (najlepiej go spróbować), odcedzić wodę przez przykrywkę (nie na sitku – trochę wody musi zostać, aby połączyła się z sosem). Do garnka od razu dodać gorący dressing i wszystko razem wymieszać energicznymi ruchami – najlepiej nie używając łyżki, a potrząsając zamkniętym naczyniem.

Makaron rozłożyć natychmiast na dwa talerze. Posypać szczypiorem i sezamem, dodać po połówce awokado (można je lekko skropić sokiem z limonki). Smacznego!

Post scriptum.

Moi drodzy! Nie zamierzałam tego robić, zazwyczaj konkursy mi nie w głowie, ale dziś rano dostałam cynk, że nagroda jest warta świeczki. Zgłosiłam się do konkursu Blog Roku, bo dzięki temu jest szansa, że pojadę na warsztaty kulinarne z Jamiem Oliverem! Prowadzenie Coutellerie dało mi do tej pory mnóstwo radości, stawiając mi przed nosem nowe doświadczenia, ciekawe przygody i świetnych ludzi - ale TO by było dopiero coś, przyznajcie. Muszę przynajmniej spróbować! Pierwszy etap jest w Waszych rękach, jeśli uda mi się go przejść, liczyć się będzie ocena mojej pracy wg jury.

Głosowanie zacznie się niedługo, jeszcze się przypomnę :)