Przetworowy spleen

W zeszłym roku pobiłam rekord w produkcji owocowych przetworów. Objadaliśmy się konfiturami całą zimę, rozdawałam słoiki znajomym i wykorzystywałam dżemy i powidła w ciastach i piernikach, a i tak nie udało nam się pozbyć całego zapasu z drewnianego kredensu w sieni. Trochę z uwagi na to, a trochę przez brak czasu i intensywność moich wakacji, tego lata nie zrobiłam nic. Ale wakacje właśnie nie dały mi się tym przejąć - dopóki, naturalnie, nie dobiegły końca. Wracałam już powoli do wrocławskiej codzienności, szykując się na październik i wszystkie nowe rzeczy czekające mnie w niedalekiej przyszłości, a tymczasem dopadł mnie przetworowy spleen i ciągota do słoika. Mama zadbała o zapas śliwkowych powideł, dostanie mi się więc pewnie trochę do jedzenia, ale ja za robieniem tęskniłam chyba bardziej niż za smakiem! Owszem, przez naszą kuchnię przewinęło się w tym roku 50 kg pomidorów, ale to jednak coś zupełnie innego niż słodka owocowa produkcja.

Chętka na domowy dżemor chwyciła mnie nagle i w żaden sposób nie chciała przyjąć odmowy. Pal sześć że nie miałam czasu; ja nie miałam owoców! A była to, bez zbędnej dramy, kwestia TU i TERAZ. Całe szczęście, że moje autogenne potrzeby jednak wiedzą najlepiej. Bo wystarczyło wyjść przed dom i się rozejrzeć...

Winogrona concord obrastają werandę w domu moich rodziców, od zawsze będąc tam po prostu dekoracją. Podjadaliśmy je co prawda z przyjaciółmi przesiadując na tarasie, kiedy w zeszłe wakacje zaszyliśmy się na kilka dni na wsi. Ale był to raczej rodzaj podjadania bezwiednego; skubania, które dłonie uskuteczniają same w momencie gdy oddajesz głos innemu rozmówcy. Winogrona nigdy nie były pierwszoplanowe, nikt na werandę nie wyszedłby specjalnie po nie, a co dopiero przedzierał się przez dziki gąszcz i zbierał całe kiści!

Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków.. i byłoby to najtrafniejsze podsumowanie mojej winogronowej przygody, gdyby nie istniało inne - że głupi ma zawsze szczęście. Bo  b y ł a m  głupia nie poświęcając uwagi winogronom, i  m a m  szczęście, że jednak odkryłam jak smaczna jest z nich konfitura. Teraz, po ujrzeniu ich potencjału, mam ochotę czarować z nimi na tysiąc sposobów. Za rok powtórka - pod warunkiem, że zostanie coś po winie, lodach i amerykańskich plackach w kratkę.

Przejdźmy do konkretów. Co może odstraszać, to fakt iż do zrobienia tej konfitury konieczne będzie obranie ze skórki każdego winogrona z osobna. Ale zapewniam, że nie ma to nic wspólnego z mozolną syzyfową pracą, której pozory stwarza! Winogrona concord wyskakują ze skórek chętniej niż filip z konopi. Wystarczy nacisnąć je lekko u dołu dwoma palcami aby soczysta kulka miąższu już była na zewnątrz. Po wyłuskaniu kilku sztuk będziecie robić to automatycznie - wówczas pozostaje już tylko włączyć film, zasiąść z dwiema miskami na kanapie i rozpocząć produkcję maszynową.

Konfitura z winogron concord

ok. 5 słoików (350ml)

3,5 kg winogron concord
2-3 szklanki cukru trzcinowego*
1 szklanka wody
duża szczypta soli

* Można dodać więcej – jedni, w tym ja, wyznają "kwaskowy = dobry", ale jeśli wiecie, że nie przepadacie, to śmiało sypcie hojniej.

Winogrona dokładnie umyć, zwłaszcza jeśli zbierane były własnoręcznie (wiadomo – pajęczyny i tym podobne). Następnie każdy jeden owoc obrać, wrzucając kulki miąższu do jednego garnka, a skórki do drugiego. Miąższ zagotować i mieszać na małym ogniu przez około 10 minut, dopóki kulki się nie porozpadają. Przetrzeć przez sito pozbywając się pestek. Do garnka ze skórkami dodać wodę i doprowadzić całość do wrzenia. Gotować 20 minut, następnie dodać cukier i szczyptę soli. Po kilku minutach dorzucić miąższ winogron. Całość gotować do uzyskania trochę-rzadszej-niż-pożądanej konsystencji (zgęstenieje po wystudzeniu). Pakować do wyparzonych słoików, zakręcać mocno i odstawiać do wekowania do góry dnem. Ja dodatkowo pasteryzuję wcześniej 20 minut w piekarniku nagrzanym do 100 stopni.

Konfitura z winogron smakuje wspaniale wszędzie tam, gdzie do tej pory lądowały Wasze ulubione owocowe przetwory. Szczególnie dobrze wypada jednak w towarzystwie serów (ja najbardziej upodobałam ją sobie na wytrawnie z comté, ale super równoważy się też z łagodniejszymi serami, np. mascarpone czy ricottą). Świetnie jej w parze z ziołami (można nawet dodać ich trochę do środka, przy gotowaniu). Poniżej przepis (a raczej pomysł) na obłędne crostini z ricottą, konfiturą z winogron, tymiankiem i syropem klonowym.

Crostini z ricottą i konfiturą z winogron

konfitura winogorona z przepisu powyżej*
owcza ricotta (lub zwykła, jeśli nie lubicie posmaku owczych serów,pasuje też mascarpone)
bagietka + odrobina dobrego masła
świeży tymianek lub rozmaryn, posiekany
syrop klonowy lub miód

* Można oczywiście użyć każdej innej kwaśnej (!) konfitury, a także w sezonie zastąpić np. świeżymi jeżynami.

Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Każdą kromkę bagietki posmarować delikatnie masłem, ułożyć wszystkie na blasze lub kratce i podpiec dosłownie kilka minut (do zezłocenia z zewnątrz, nie wysuszenia na sucharki). Następnie każdą kromkę posmarować ricottą, nałożyć konfiturę i udekorować świeżymi ziołami. Polać odrobiną syropu klonowego lub miodu. Smacznego!