EAT

Sometimes we cook purely for the pleasure of it, understanding the provenance of our ingredients, choosing them with great care, thoughtfully taking them on the journey from shop to plate. We seek out the perfect recipe and take our time, lovingly preparing our dinner from scratch. There are times when we might want to take the whole business even more seriously, meeting those who produced it or, if we have the space, growing some of it for ourselves. We want to consider it, discuss it, perhaps even write about it and photograph it.

But sometimes, we just want to eat.

(Nigel Slater, wstęp do Eat. The little book of fast food)

Jak być może widzieliście w postach z podróży, ten zgrabny paragraf autorstwa Nigela mógłby być wizytówką moich wakacji we Francji. Tam, nieważne jak proste bywały receptury, przygotowywanie jedzenia angażowało emocjonalnie. Szczególnie mnie, dziewczynę, którą prostota życia na wsi, domowe wino, mleko pachnące krową i prywatne krzaki pomidorów przyprawiają o dreszcz ekscytacji.

Ale we Francji też zdarzały się momenty, w których nie było czasu na celebrację płukania z osobna każdego pomidora , czy rozkoszowanie się smakiem francuskiego parmezanu przy ścieraniu go na płatki. Sami na codzień nie dawaliśmy sobie zgłodnieć na tyle, by w którymkolwiek momencie wymagać posiłku jakiegokolwiek-byle-szybkiego, ale ekspresowy patent w postaci pomidorowej tarty tatin mimo wszystko bardzo się przydał. Bo na proszone przyjęcie (hihi) dla kilku okolicznych wiosek nie przychodzi się z pustymi rękami!

W obliczu zawsze szwankującej organizacji przed wyjściem (i poświęceniu się bez reszty układaniu porzeczek na pavlovej), nagle siedem minut stało się maksimum jaki mogłam poświęcić na gotowanie, późniejsza chwila pieczenia z kolei wystarczyła mi w sam raz na przebranie się w sukienkę i upudrowanie nosa. A smak końcowego efektu był niewspółmierny do wysiłku włożonego w przygotowania! Pyszna tarta bardzo zręcznie zamaskowała fakt, że nie została przygotowana z sercem i dbałością o każdy detal. Rezultat mimo to jest świetny - połączenie proste, ale naprawdę udane.

Just straightforward, delicious cooking. For the times we just want to eat.

P.S. Z samej książki Nigela Slatera też spodziewajcie się masy przepisów już wkrótce.

Tarta tatin z pomidorami

ok. 8 porcji jako przystawka
inspiracja

2-3 garści (ok. 600 g) pomidorów koktajlowych*
2 płaskie łyżki delikatnego miodu
duże 2 łyżki masła i kropla oliwy
3 łyżki octu balsamicznego
1,5 łyżeczki suszonego tymianku lub oregano
sól, pieprz
1 łyżka cukru trzcinowego
1 arkusz ciasta francuskiego, najlepiej okrągły
świeży tymianek lub bazylia
parmezan

*najlepiej odmierzyć ile zmieści się na Waszej patelni

W tym przepisie korzystamy z patelni w całości wykonanej z metalu, jeśli taką posiadamy. Jeśli nie, sprawdzi się każda inna, ale wyciągamy też formę do pieczenia tarty.

Rozgrzać masło z oliwą i 2 łyżkami miodu. Dodać umyte i osuszone pomidory, ocet balsamiczny i suszone zioła, a także po porządnej szczypcie soli i pieprzu. Karmelizować przez chwilę, dopóki pomidory nie będą wyglądały jakby za moment miały zacząć tracić kształt. Zdjąć z ognia.

Jeśli mamy metalową patelnię, pomidory wystarczy posypać równomiernie cukrem i przykryć warstwą ciasta. Zawinąć brzegi pod spód wewnątrz naczynia. Jeśli karmelizujemy na patelni z plastikową rączką, pomidory należy przełożyć do wysmarowanej masłem formy do tarty i postępować analogicznie.

Wstawić do nagrzanego do 190 stopni piekarnika i piec około 30 minut, ale tak naprawdę trzeba wypatrywać momentu w którym ciasto porządnie się zezłoci. Może urosnąć, nie należy się tym przejmować. Po wyjęciu dać tarcie pięć minut na ostygnięcie, następnie przykrywając patelnię/formę dużym talerzem przechylić ją, tak aby nadmiar soków z pomidorów wyciekł bokiem. Następnie szybkim ruchem odwrócić i zdjąć z góry patelnię/formę. Wierzch udekorować płatkami parmezanu, świeżo mielonym pieprzem i świeżymi ziołami (u mnie zabrakło). Smacznego!