Le Val de Loire, dla podniebienia (deuxième partie)

Jak widzieliście we wczorajszym poście, wioski w Dolinie Loary są piękne, ale nawet one wyglądają smutno pod czarnymi chmurami zwiastującymi apokaliptyczną ulewę. Fotografowanie krajobrazu stanowi wówczas twardy orzech do zgryzienia, i nie chodzi nawet o deszcz przed którym trzeba chować aparat, a o siłą rzeczy obecną na zdjęciach ponurą atmosferę grozy.

Całe szczęście, że fotografii kulinarnej żadna burza szyków nie popsuje. Wręcz przeciwnie, zachmurzenie jest wskazane z uwagi na swoje właściwości naturalnie rozpraszające światło. Dlatego dziś obiecanych zdjęć od kuchni będzie ciut więcej. A do ich oglądania radzę zaopatrzyć się w coś smacznego!

Robię na codzień bardzo dużo zdjęć ludziom czy miejscom, ale zawodowe zboczenie kieruje mnie zdecydowanie w stronę takich, jakie zobaczycie dzisiaj. Nie chodzi wyłącznie o zawartość talerza – ciekawi mnie też wszystko to, czego na nim nie widać, dłonie przygotowujące posiłek, drzewo, z którego trzeba owoc zerwać, by go zjeść. Oprócz samego jedzenia, które uważam za bezsprzecznie piękne, interesuje mnie kto i dlaczego je przygotował, kto ma z nim jakie skojarzenia czy wspomnienia, i z kim zasiądę przy stole gdy wszystko będzie gotowe.

W poprzednim poście widzieliście uroczą boulangerie et pâtisserie w Montrésor. Kupowaliśmy tam wielkie bagietki oraz pyszne lody i eklerki, ale specjałem były macarons, zupełnie inne niż te dobrze nam znane. Około trzy razy większe, w jednym smaku - nie we wszystkich kolorach tęczy, kruche na wierzchu i ciągnące w środku, po prostu najlepsze na świecie!

Za co oddałam Francji duszę: sery, sery, sery, wędliny, sery, ach, i oliwki, ach ach ale te sery!

Crêpes na śniadanie w Loches.

Najwięcej cudów powstawało jednak w naszych własnych kuchniach. Jedni gotowali mniej, inni więcej (i tutaj ukłon w stronę naczelnego szefa kuchni, przezdolnej Moni, która dbała o to, by obiad był na stole nawet kiedy inni (hm) byli zbyt zajęci zachwycaniem się bagietką z masłem)..

Powoli zapełniający się stół: młode ziemniaki, ratatouille, bakłażany z dressingiem balsamicznym, sałatka z surowego kalafiora z rzodkiewką, domowe ogórki trochę skitrane za bagietką.

Mini steki z masłem czosnkowym i pietruszką.

Paczuszki suszonych ziół, wspaniałe (zapas przywiozłam do domu)! A obok krojenie bardzo intensywnych szalotek, małych wyciskaczy łez.

Przygotowania do popołudniowego barbecue (szaszłyki z papryki, cebuli i pieczarek, guacamole, kalafiory, ananasy)...

Pyszna zapiekanka Moniki z bakłażanów i mozzarelli w ostrym sosie pomidorowym pod parmezanem.

Pochwała prostoty: spaghetti aglio olio.

Mini-grzanki czosnkowe :)

Bouchées - małe "beczki" z ciasta francuskiego do faszerowania - gotowe do zapieczenia (a w środku pieczarki, szpinak, cebulka)

Rosną sobie pomidory w ogrodzie.

Tarta tatin na wytrawnie: z pomidorami koktajlowymi, oregano i parmezanem.

Łososie czekające na swoją kolej na grill!

IMG_8286.jpg

Po prawej: popularny i dziecinne prosty sposób na fasolkę szparagową - ugotowana al dente z czosnkiem, masłem i solą. Pycha!

IMG_7794.jpg

Świeżo oprawione dorady królewskie idą do piekarnika z tymiankiem, cytryną, czosnkiem i odrobiną masła.

Bardzo lokalne risotto z pieczarkami, na Vouvray, dumie regionu.

Tarcie parmezanu zamiast ćwiczeń (twardy gość, hehe).

Guacamole, w piżamie

Sałata z karmelizowanymi gruszkami i gorgonzolą, którą już widzieliście.

Pavlova z kremem waniliowym i owocami. O tak!

I co? Głodni?