Bobie lato

Po kilku tygodniach od rozpoczęcia sezonu na bób, sięgam wreszcie po przepisy z jego wykorzystaniem. Te pierwsze półkilogramowe woreczki, kupowane dzień w dzień niemal bez wyjątku, znikały sauté, zamiast obiadu, jedynie z odrobiną soli i ewentualnie łyżką masła. Bób był lepszy do filmu niż popcorn, lądował też w dużej misce obok świeżych czereśni i jagodzianek podjadanych na kocu w ogrodzie. Kiedy czuję, że jestem względnie nasycona tymi szaro-zielonymi fasolkami w najczystszej postaci, ukręcam swoją ulubioną pastę i wyjadając ją pokrojonymi w słupki chrupiącymi warzywami, zastanawiam się co dalej.

Dzisiejszy przepis jest miszmaszem inspiracji, od opowieści mojej koleżanki podróżującej po Libanie, po ujrzany przelotem przepis z jednej z książek Ottolenghiego, której nie mam niestety w swoich zbiorach (chyba była to The Cookbook). Sałatka, doprawiona bardzo lekko, ale dosyć charakternymi przyprawami, stawia bób w zupełnie nowym (wspaniałym!) świetle. Nie potrzeba jej niczego oprócz kawałka jeszcze ciepłej drożdżowej pity. Przepyszny pomysł na letni obiad, w klimacie orientalnym, ale z wykorzystaniem  naszych polskich specjałów.

Libańska sałatka z bobu
w domowym chlebku pita

4 porcje

500 g surowego bobu
½ pęczka rzodkiewki
½ dużej czerwonej cebuli
garść listków kolendry lub pietruszki (co bardziej lubicie, można dać jedno i drugie)
2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
3 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka startej skórki cytrynowej
2/3 łyżeczki mielonego kuminu
duża szczypta soli, pieprz czarny
+ do podania 4 chlebki pita (przepis poniżej)

 

Bób opłukać i ugotować (najlepiej na parze, wystarczy ok. 7-8 minut). Przelać zimną wodą i wyłuskać. Rzodkiewkę, cebulę i pietruszkę lub kolendrę pokroić drobno, wszystko razem umieścić w dużej misce. Połączyć składniki na sos, zalać sałatkę, wszystko razem wymieszać. Spróbować, ewentualnie doprawić. Odstawić do lodówki (warto przygotować wcześniej, nabiera smaku z czasem) lub od razu nakładać do pit (przepis poniżej).

Domowe chlebki pita z patelni

przepis stąd
7-8 dużych sztuk

2 szklanki jasnej mąki pszennej
ok. ¾ szklanki ciepłej wody
20 g świeżych drożdży
2 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
1 płaska łyżeczka soli
1 płaska łyżeczka cukru

Z pokruszonych drożdży, łyżeczki mąki i cukru oraz odrobiny wody zrobić zaczyn. Po kilku minutach, kiedy zacznie pienić się i lekko urośnie, dodać resztę mąki, oliwę i sól. Zacząć wyrabiać (używam do tego miksera), powoli dolewając wodę. Ciasto ma być luźne, ale nie kleić się przesadnie. Odstawić do wyrośnięcia (przy takich upałach wystarcza 20 minut). Następnie kawałki ciasta odrywać i podsypując wałkować cienko na kształt elipsy, następnie składając na pół i dociskając brzegi. Dzięki temu pity urosną brzuchate i będzie można je nadziać. Smażyć na dobrze rozgrzanej patelni, ale na nie za dużym ogniu, przez kilka minut z każdej strony. Z tej ilości ciasta wychodzi około 7-8 dużych pit. Gwarantuję, że te nadwyżkowe bardzo się przydadzą (do podjadania przy przygotowywaniu, oraz do czyszczenia miski po sałatce z przepysznej przesiąkniętej jej smakami oliwy).

Każdą pitę otwierać nożem i faszerować sałatką z bobu. W gorące dni, jedna porcja z powodzeniem wystarcza za cały obiad. Samo w sobie jest pyszne, ale wyobrażam sobie, że świetnie smakowałoby również z jogurtowym sosem tahini (z TEGO przepisu).* Smacznego!

* proponował to też Ottolenghi we wspomnianym wcześniej przepisie.