Kto się boi soi

Od jakiegoś czasu mówi się o szkodliwym wpływie soi na zdrowie. Pisze o tym nawet Sarah z My New Roots, dzięki której trafiłam na przepis, który dziś Wam prezentuję (o tutaj). Sama podchodzę do takich rewelacji sceptycznie (jak do większości odkryć  "amerykańskich naukowców", których badania dowiodły już chyba wszystkiego, często przecząc sobie nawzajem). Mam dystans do mody na zdrowy tryb życia, staram się taki prowadzić od dawna, ale nie popadam w skrajności, które w moim mniemaniu właściwie się z nim wykluczają. Nie mam jednak nic przeciwko rosnącej popularności wymyślnych diet i produktów, bo lubię eksperymenty i dziwne nowości. Klasyczne tofu jeszcze niedawno samo było jedną z nich, dziś jednak (dzięki weganizmowi, o którym coraz głośniej) zyskało na popularności na tyle, że śmiało można nazwać je mainstreamowym! Do tego dochodzi wątpliwie korzystny wpływ soi na zdrowie, i mamy idealny pretekst by zacząć tworzyć jego alternatywne pochodne. Dziś przed państwem pyszna wersja cieciorkowa!

Na moim talerzu nie ma ograniczeń, nie jestem weganką (ani nawet wegetarianką) zmuszoną szukać źródeł białka alternatywnych dla mięsa i nabiału. Nie jadam tofu w ilościach dostatecznie dużych aby zastanawiać się nad negatywymi skutkami nadmiaru soi. Zrobiłam cieciorkowe tofu z ciekawości, oraz z miłości do ciecierzycy oczywiście! Podzieliłam składniki na pół, a i tak jadłam tofu przez równy tydzień - do samego końca trzymało się jednak świetnie. To przepis stworzony dla mieszkających w pojedynkę, a także dla tych nie mających na codzień czasu na gotowanie. Danie na bazie tofu - czy to sałatka, kanapka, makaron czy zupa - jest szybkim i wygodnym rozwiązaniem. Czy w wydaniu cieciorkowym również zdrowszym - tego orzekać nie będę. Na pewno o tyle, że na liście nie ma żadnego zbędnego składnika, a cały proces przygotowania przebiega w waszej własnej kuchni.

Tofu z ciecierzycy

ilość jak dla wojska (ok. 10-12 porcji)
Źródło przepisu

1,5 szklanki mąki z ciecierzycy (ważne, by wybrać jak najdrobniej zmieloną)
7,5 szklanek wody
1 łyżeczka soli
opcjonalnie: kurkuma dla koloru i dowolne przyprawy dla smaku (czosnek granulowany, zioła, itd.)

Mąkę z ciecierzycy zalać w dużym naczyniu wodą i nie ruszać przez około 12 godzin.* Po tym czasie zebrać 3 szklanki wody z góry (nie naruszając siedzącej na dnie mąki). Resztą wody z góry przelać do drugiego garnka (pulpę wciąż pozostawiając na dnie). Dodać sól i ewentualnie przyprawy (ja zrobiłam tofu naturalne), doprowadzić do wrzenia i gotować aż zacznie lekko gęstnieć, około dwudziestu minut. Wówczas dodać ciecierzycową pulpę z pierwszego garnka i intensywnie mieszając (najlepiej trzepaczką) zagotować ponownie. Masa momentalnie zgęstnieje, będzie budyniowa i skora do przywierania, mieszanie jest więc bardzo istotne. Trzymać bulgoczącą miksturę na małym ogniu jeszcze przez około dziesięć minut (ręka prawdopodobnie w międzyczasie Wam odpadnie, ale mieszać trzeba bez przerwy).  Następnie przelać ją do wyłożonego kuchenną ściereczką pojemnika (taką, której nie szkoda Wam ubrudzić, zwłaszcza jeśli dodawaliście kurkumę). Zawinąć również na górze i odstawić do stężenia na około 10 godzin.

Gotowe tofu przechowywać w lodówce do pięciu dni. Jest dobre do sałatek, zup i kanapek, z daniami na ciepło trzeba uważać, bo jest trochę wrażliwsze niż sklepowe tofu sojowe i może się rozpadać. Dobrze się też smaży na złoto (na odrobinie oleju, np. kokosowego). Ja mam dla Was w kolejce przepis na pyszne wiosenne spring rollsy z jego udziałem w towarzystwie szparagów (ostatni dzwonek!).

* Polecam zrobić to z samego rana, dzięki temu tofu można „ugotować” tego samego wieczora, a przez noc odstawić je do stężenia. Na drugi dzień śniadanie gotowe!