Pożegnanie zieleni

Już trzeci rok z rzędu mam okazję poopowiadać Wam jak bardzo lubię kwiecień. O wszystkich ku temu powodach jeszcze usłyszycie (miesiąc ten przynosi wiele pretekstów do pieczenia, gotowania, robienia jadalnych prezentów). Dziś jednak myślę głównie o tym, co lada dzień przyniesie przedwiośnie, miły czas w roku, kiedy cała natura budzi się z zimowego snu i pojawia się mnóstwo kolorów i świeżości.

Niestety witanie jednej zieleni oznacza żegnanie się z inną. Tylko nieliczni będą zmuszeni boleśnie to odczuć, znaczna większość odda się rozkoszom korzystania z wyczekiwanych dóbr wiosny. Zwykle i ja to właśnie robiłam na przełomie marca i kwietnia, ale tym razem będzie inaczej. W tym roku radość ze szczypiorków, rzodkiewek i młodych szpinaków podszyta będzie smutkiem, że w rozrastającym się warzywniakowym towarzystwie na próżno szukać mi będzie pewnej zieleni, w której w dość niewłaściwym momencie się rozkochałam.

Nadejście wiosny oznacza koniec sezonu na jarmuż, poza którym świata obecnie nie widzę. Podejrzewam, iż tęsknota nie zdoła przyćmić całkowicie radości ze wszystkiego, co wkrótce pojawi się na straganach – niemniej czuję, iż wiosna minie mi na poszukiwaniu dla jarmużu zastępcy, który godnie odnalazłby się w roli bazy dla tej poniższej sałatki. To ona jest winna całemu zamieszaniu. Zadanie może być trudne, ale nie martwię się na zapas – na razie biegnę do sklepu i czyszczę półki z ostatnich dostępnych zapasów zimowej zieleni.

IMG_507f4.png

Nie wprowadzałam wielu znaczących zmian w tej sałatce, ale podmieniłam suszone wiśnie na daktyle i zwiększyłam minimalnie ilość skórki cytrynowej, aby nie było za słodko. Nie uwzględniłam też w sosie koperku (powiedzmy jednak, iż nie było to do końca dobrowolne i jego dodatek wydaje mi się całkiem na miejscu, wspominam więc o nim w przepisie).

Ta sałatka jest niewiarygodnie pyszna. Jej smaki, ale przede wszystkim jej faktury dobrane są idealnie. Sama zjadłam o około trzy porcje za dużo, ale niech nie odstrasza Was fakt, iż nie sposób się jej oprzeć. To przykład jedzenia tak zdrowego, że im go więcej, tym lepiej. Serio!

Sałatka z jarmużu z quinoa i ricottą

4-6 porcji

Źródło przepisu

½ szklanki komosy ryżowej
½ dużego pęczka jarmużu
½ szklanki migdałów w słupkach
1/3 szklanki posiekanych suszonych daktyli
1 pęczek szczypiorku
80 g twardej ricotty*
skórka otarta z ½ cytryny
opcjonalnie: 2 łyżeczki posiekanego koperku

3 łyżki oliwy extra vergine
1 ½ łyżki białego octu winnego
2 łyżeczki musztardy dijon
1 łyżeczka musztardy francuskiej
1 łyżeczka delikatnego miodu
sól, pieprz

* Jeśli jej nie macie, można spróbować zastąpić np. kozim serem.

Komosę przepłukać dokładnie w zimnej wodzie. Przełożyć do garnka, zalać dwukrotną objętością wody i gotować na małym ogniu aż wchłonie cały płyn. Jeśli stanie się to zanim będzie odpowiednio miękka, dolać wody. Jeśli zacznie się rozgotowywać – odsączyć z nadmiaru. Ugotowaną spulchnić widelcem i odstawić do przestudzenia.

Na suchej patelni uprażyć migdały – mocno, ale powoli, na małym ogniu. Można też zrobić to przez kilka minut w piekarniku. Należy poświęcić im przez kilka minut całą swoją uwagę, gdyż lubią się znienacka przypalać.Ostudzić.

W międzyczasie umyć dokładnie jarmuż (jednocześnie „masując” go, co sprawi, iż będzie bardziej miękki). Oddzielić liście od twardych końcówek i posiekać je najdrobniej jak to możliwe. Przełożyć do dużej  miski. Połączyć z migdałami, kawałkami daktyli, posiekanym drobno szczypiorkiem i skórką cytryny (oraz ewentualnie koperkiem). Dodać również ostudzoną komosę.

Połączyć składniki na sos i zwieńczyć nim całą sałatkę. Wymieszać całość dokładnie. Na koniec dodać pokruszoną w palcach lub pociętą na małe kawałki ricottę. Serwować najlepiej od razu, ale i kolejnego dnia – choć ciut klapnięta – wciąż smakuje wspaniale. Smacznego!