Trzyd(y)niowa uczta

Zawsze chciałam, by na Coutellerie pojawił się któregoś dnia cykl z prawdziwego zdarzenia. Tyle blogów potrafię przecież skojarzyć dzięki ich regularnym wpisom z jednej kategorii, czy to z uwagi na składnik, rodzaj potrawy, okazję czy czas przygotowania. Cykle są charakterystyczne - są swoje własne, tworzą markę i czytelnicy wyczekują ciągu dalszego jak kolejnego odcinka ulubionego serialu. Jakby tego było mało, opatrzone są najczęściej chwytliwym tytułem, a z boku pręży się #numer wpisu, imponujący dowód na konsekwencję i wytrwałość autora w tworzeniu serii.

Mnie brakuje chyba przewidywalności. Za bardzo lubię pisać do Was o tym, co aktualnie siedzi mi w głowie, nie wspominając już, że gotuję bardzo spontanicznie, nie planuję menu i nie potrafię znieść kiedy jest mi narzucone (nawet – a może szczególnie – przeze mnie samą). Strasznie chciałabym mieć swoje kuchenno-blogowe rytuały, ale wiem że z chwilą w której wywiązywanie się z nich stałoby się moim obowiązkiem, w magiczny sposób zniknęłaby gdzieś cała przyjemność, jaką mogłyby mi dawać.

Nie angażując się więc w zbyt ryzykowne zobowiązania, wynagradzam sobie swoje niedoskonałości serią szytą na moją miarę. Trzydniowa (lub trzydaniowa, jeśli ktoś lubi zjeść dziennie trzy śniadania) Uczta Dyniowa to na razie maksimum, na jakie stać mnie w kwestii cykli. Jedna okazała sztuka hokkaido po upieczeniu równa się pełnej misce gęstego puree, po które można sięgać łyżką jak tylko przyjdzie pomysł na kolejne dyniowe wymysły. A że mnie najlepiej myśli się o poranku... jako pierwsze przedstawiam Wam pankejki, i to nie bylejakie, bo totalnie jesienne i jeszcze totalniej najpyszniejsze jakie jadłam od dawien dawna. Idealne na październik - ostatni czas na śniadanie z promykami słońca, expresso w złocistym teraz Ogrodzie Botanicznym i, oczywiście, na najsmaczniejszą dynię!

P.S. Jeśli czyta mnie Pani, której obiecałam kiedyś przepis na genialne dyniowe śniadanie z migdałami - już możesz szykować się na kolejną część cyklu :)

Piernikowe pancakes dyniowe
z mąki gryczanej

3 porządne porcje

1 niepełna szklanka mąki gryczanej*
2 łyżeczki przyprawy do piernika
szczypta suszonego imbiru
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 szklanka puree z dyni
2 łyżki rozpuszczonego masła (lub oleju, np. kokosowego pachnącego, ale zwykły też się nada)
2 jajko
1,5 szklanki maślanki
2 pełne łyżki miodu, najlepiej wyrazistego, np. spadziowego
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 
+ dużo syropu klonowego i ew. świeży tymianek

*Można ją zastąpić pszenną, również pełnoziarnistą, ale gryczana jest dooobra (i bezglutenowa), spróbujcie!

W oddzielnych naczyniach wymieszać suche składniki (mąkę, przyprawy, sodę, proszek, sól) oraz mokre (dynię, maślankę, roztrzepane jajka, masło, miód, wanilię). Rozgrzać mocno suchą, nieprzywierającą patelnię. Zawartości obu misek wymieszać trzepaczką tak krótko jak to możliwe – tylko do równomiernego połączenia ciasta. Powinno być dość gęste, tak by pankejki na patelni nie rozlewały się za bardzo. Nakładać po dwie łyżki ciasta na placka, smażyć bez tłuszczu, przewracać kiedy urosną jak podusie i pojawią się pęcherzyki powietrza. Podawać natychmiast, w towarzystwie syropu klonowego (same w sobie nie są przesadnie słodkie) i świeżego tymianku. Ale to oczywiście tylko propozycja, dodatki są już Waszym polem do popisu. Może duszone jabłka? Ricotta lub mascarpone? Orzechy? Powidła? 

Smacznego!