Zima smakuje malinami

Przeżyłam ostatnio dzień, który miał być moim ostatnim.

Nie wiem czym na niego zasłużyłam i jakim cudem jednak mi się udało, ale słowo klucz - przeżyłam - oznacza jedno: mogę przekazać Wam przepis na wspaniałe śniadanie, którym się rozpoczął. Na sam dźwięk słów malina, pomarańcza, cynamon, drożdżówka powstaje w mojej głowie teoria, iż to ono zadziałało owego felernego dnia magicznie (spokojna głowa, nie omieszkam sprawdzić tej teorii przygotowując je po raz kolejny). Wam też polecam spróbować - w końcu to nie żart, a sprawa życia i śmierci.

Panująca zima smakuje dla mnie malinami. Pewnie gdybym kiedyś usłyszała od kogoś te słowa spojrzałabym na niego pytając skąd się urwał (więc uprzedzam, Wy mnie o to nie pytajcie!), ale w tym roku, dzięki zapasom w zamrażarce, z zadowoleniem dogadzam sobie raz po raz jakimś letnim owocem. Kiedy było cieplej, kręciłam koktajle aż zakatowałam blender. Odkąd spadł śnieg - wolę owoce zapiekać. Najczęściej pod kruszonką (którą przygotowuje się szybciej niż zjada - a u mnie to ewenement). W domu robiliśmy też scones, które rozpłynęły się do postaci placków, ale smakowały wybornie. Drożdżówki, które Wam dziś pokazuję jedliśmy gorące, mimo zbliżającej się ważnej kolacji, z brzuchami i tak pełnymi jeszcze przed startem. Całe szczęście, że siedzenie w domu idzie w parze z kilkukrotnym zwiększeniem pojemności żołądka, bo zapach świeżego drożdżowego ciasta i połączenia pomarańczy, malin i cynamonu nie pozostawiał wyboru. Nieważne czy i Wam zima smakuje malinami. Uwierzcie za to, że jedno jest pewne: maliny zimą smakują podwójnie!

Te drożdżówki nie są bardzo słodkie, dobre na śniadanie, ale nas w pełni zadowoliły również jako deser. Wiele zależy od dżemu pomarańczowego, który wykorzystacie - upewnijcie się, że nie ma on gorzkiego posmaku skórek. Idealnym uzupełnieniem (i moją ulubioną częścią całego wypieku) jest skarmelizowana demerara na wierzchu - ale w zależności od upodobań można pominąć ją i np. posypać gotowe bułeczki pudrem. Uwaga! Moje 9 zawijasów to 1,5 porcji z poniższego przepisu. Polecam Wam jednak pozostać przy wielkości formy, którą wykorzystałam (27 cm) - tym u mnie było trochę ciasno.

Drożdżówki z malinami i dżemem pomarańczowym

Źródło przepisu

6 porcji (np. forma o średnicy 27 cm)

Ciasto: 

300 g jasnej mąki
125 ml ciepłego mleka
20 g świeżych drożdży
20 g cukru
50 g masła
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub ziarenka z 1 laski
białko do posmarowania
gruba demerara do posypania (opcjonalnie)

Nadzienie:

150 g dżemu pomarańczowego, najlepiej domowego
ok. 1 szklanki malin (mrożonych nie rozmrażać)
3 łyżeczki cynamonu

Masło stopić i przestudzić. Drożdże rozpuścić w mleku. W dużej misce wymieszać suche składniki - mąkę, cukier i sól. Mieszając (najlepiej mikserem z hakiem) dodawać mleko z drożdżami, masło, jajko i ekstrakt waniliowy. Zagniatać sprężyste ciasto intensywnie przez kilka minut, po czym przykryć ściereczką i odstawić do podwojenia objętości (na około 1 godzinę - ja ulokowałam miskę przy kominku i po 40 minutach ciasto prawie już wychodziło).

Następnie 1/2 ciasta rozwałkować na prostokąt o grubości trochę ponad 0,5 cm. Posmarować połową dżemu, posypać połową malin (rozdzielałam je w dłoniach na mniejsze kawałki), posypać równomiernie cynamonem (najłatwiej jest użyć małego sitka). Zwinąć wzdłuż krótszego boku. Powstałą roladę przekroić ostrym nożem na trzy równe części (zadbajmy o to, aby faktycznie były takie same - aby miały wyrównane szanse w walce o przestrzeń do szalonego wzrostu w piekarniku). Powtórzyć z drugą częścią składników. Ślimaki ułożyć w formie wyłożonej papierem (można mniejszymi kawałkami pergaminu odzielić je od siebie, aby się nie sklejały, ja chciałam właśnie drożdżówki "do odrywania"). Odstawić na ok. 30 minut do ostatecznego wyrośnięcia. 

Piekarnik rozgrzać do 170 stopni. Bułeczki posmarować z wierzchu białkiem roztrzepanym z odrobiną wody, posypać demerarą (utworzy cudowną skorupkę). Piec do idealnego wyrośnięcia i zezłocenia, około 1 godziny. Smacznego!