Trudy tego świata, od kuchni

Jeśli jesteś blogerem kulinarnym, z całą pewnością zdarza Ci się usłyszeć od napotkanych na swojej drodze ludzi jak bardzo Ci zazdroszczą. No, jak to? Przecież jest Ci dane jeść wszystkie te pyszności, do których inni ślinią się jedynie przed ekranami - mówią. Owszem! Ale co czeka Cię przedtem?

Osoby takie nie mogą zdawać sobie sprawy ile trudów ta profesja przysparza - i to w jak paradoksalny sposób. To, co fotografujesz jest prawdziwym jedzeniem, i to zwykle tak pysznym na jakie wygląda. Jednocześnie, najczęściej właśnie na Ciebie ono czeka. Ty szukasz dobrego światła czy myślisz nad kadrem, a przed Tobą topnieją lody, stygnie zupa, mięknie kanapka. Obiekty, których pozornie się to nie tyczy - jak przetwory czy ciasta - również są owym problemem dotknięte. W tym przypadku, nawet jeśli są cierpliwe i nic im się z czasem nie dzieje, wciąż musisz walczyć z ogromną chrapką na ich zjedzenie.

Remedium na tę niewygodę okazuje się być, moi drodzy, przesyt!

Że koniec grudnia jest czasem obżarstwa - każdy wie. Przepełniony brzuch to temat numer jeden okołoświątecznych pogawędek. Nawet Frank Sinatra, śpiewając o Bożym Narodzeniu, wymienia overeating niemal w pierwszej kolejności. Nie ma tu żadnych ukrytych schematów, logika jest prosta - pyszne jedzenie jest wszędzie: na półkach lodówki, stołach, parapetach i, o zgrozo, nawet na choince! Gdzie byś się więc nie ruszył, tam czeka na Twoją rękę, samoistnie po nie sięgającą. To bardzo przyjemne, choć frustrować mogą ograniczenia pojemnościowe żołądka. Chciałbyś zjeść więcej, ale zwyczajnie brakuje Ci miejsca. Często jednak masz to w poważaniu i jeśli zdecydowałeś, że spróbujesz wszystkiego, uczynisz to mimo konieczności rozpięcia guziczka czy dwóch.

Aż któregoś dnia (nie bez przyczyny często następuje to dnia pierwszego stycznia) budzisz się i jedzenia masz już po prostu dosyć. Czujesz, że potrzebna Ci energia ze śniadania, ale zwyczajnie nie masz ochoty znów pakować czegokolwiek do buzi. Tak! To jest czas, w którym stajesz się wzorowym, niegroźnym blogerem. Wykorzystaj go, bo nie potrwa długo. W spokoju ukrój kawałek mazurka i zupełnie niekuszony przez okruszki ciasta i ciągnącą czekoladową masę obfotografuj go z prawej i z lewej. Przeciągnij dobrą passę i zrób przy okazji kilka zdjęć kuchni i domu. Ale uwaga! jak będziesz przedłużać - zgłodniejesz. A decydując się na jeszcze jedno zdjęcie, z odkrojonym widelczykiem kęsem mazurka... chyba sam dobrze wiesz, że przepadłeś.

W zależnosci od pretekstu, pod jakim go pieczemy, pojawiają się na mazurku inne wzory: bazie na Wielkanoc, na Boże Narodzenie - choinki... a czasem szlaczków nie ma wcale, bo wygrywa chętka na jak największą ilość migdałów. Jego siła tkwi w prostocie, nie ma tu żadnych niecodziennych dodatków ani całej mieszanki studenckiej na wierzchu. Krucho-drożdżowe ciasto (niesłodkie), wyjątkowa (i słodka podwójnie) kakaowa masa, oraz obrane migdały. Jest DOSKONAŁY. Z pewnością można kombinować i go ulepszać, u nas jednak nikt nie czuje takiej potrzeby.

Mazurek Babci Trudzi
z masą kakaową i migdałami

2 formy 25x30cm (lub jedna wielka blacha)

Na wierzch:

250 ml gęstej śmietany 30%*
1 szklanka cukru
1 kopiasta łyżka kakao
2 garści migdałów (całych w skórkach)

Na ciasto:

3 szklanki jasnej mąki pszennej
200 g zimnego masła
50 g drożdży
1 jajko

* Uwaga! Nie śmietanki, a gęstej kwaśnej śmietany o zawartości tłuszczu 30%, np. takiej President. Jest rzadko spotykana, ale w większych sklepach na pewno ją znajdziecie (nie na półce przy kremówkach, tylko w lodówce wśród "osiemnastek").

Dzień przed pieczeniem migdały zalać wodą i pozostawić na całą noc do namoczenia. Rano wodę wylać i zalać ponownie, wrzątkiem. (Jeśli nie macie takiego wyprzedzenia, można namaczać krócej, zalewając wrzątkiem kilkakrotnie). Tak przygotowane migdały obrać ze skórek (wyskakują z nich bez problemu).

Mąkę, masło i drożdże posiekać razem drobno na stolnicy. Dodać jajko, zagnieść i krótką chwilę wyrabiać. Wylepić ciastem formę (najlepiej wyłożoną papierem) i gęsto nakłuć je widelcem. Piec do zezłocenia, około 40 minut w temperaturze 180 stopni.

Przygotować masę. Cukier wymieszać z kakao na sucho, dodać do śmietany i doprowadzić całość do wrzenia, co jakiś czas mieszając. Następnie zmniejszyć ogień i na malutkim gotować do zgęstnienia, około 30-40 minut. Ma być lejąca, ale bardzo gęsta. Stan masy można sprawdzić kładąc jej łyżeczkę na talerzyk, powinna lekko zastygać. Gotową wylać na ostudzony spód. Udekrować obranymi migdałami, tworząc wzory albo i nie (jak w dzisiejszym, robionym odrobinę w pospiechu, ale smakującym tak dobrze jak zawsze).