Po raz pierwszy

Wszyscy znamy to niepowtarzalne uczucie właściwe pierwszym razom.

 Mieszanka głupiej ekscytacji, ciekawości i podenerwowania, która towarzyszy debiutom dbając skrupulatnie o to, byśmy zawsze wspominali je z dreszczykiem. Odpowiedzialna za to jak długo i głęboko odczuwamy w życiu ich konsekwencje. A co najważniejsze - zwykle obecna niezależnie od pokroju wydarzenia! Każda, skrajnie nawet błaha rzecz, robiona po raz pierwszy - ujmuje. Wystarczy we własnej głowie podnieść ją do odpowiednio wysokiej rangi, a życie zwyczajnie nie da nam odpocząć! Poświęćmy więcej uwagi wszystkiemu co nas spotyka, a przygodę odnajdziemy w każdej głupocie. Tym bardziej emocjonującą, im mniej pewnie będziemy stąpać po obranym gruncie. Nie czajmy się, tylko próbujmy - w końcu pierwsze razy zakończone fiaskiem też wspomina się z uśmiechem.

Ale nie liczcie na porażkę przy próbie podjęcia się tego, co zaraz wam zaproponuję.Ten pierwszy raz będzie z takich, po których zastanowicie się tylko co powstrzymywało was przed zrobieniem tego wcześniej. I nie chodzi mi o domowe szał(wi)owe pesto - choć jest rewelacyjne, to nie ono (i nie cudowny moździerz, w którym je ukręciłam) jest gwiazdą dzisiejszego przepisu! Chodzi o coś małego, różowego, przygotowanego w sposób niecodzienny i wraz z pesto wpakowanego do wspaniałych kanapek. A jesli moja rekomendacja, przepis i fotografie nie przemówią do was dostatecznie, spróbujcie inaczej - traktując to jako krok ku odnalezieniu czegoś nieuchwytnego. Czegoś pokroju smaku idealnego - na który polujecie ciągle i intensywnie, ale czy wysoko postawiona poprzeczka pozwoliła wam kiedyś faktycznie go mieć? I czy logika Jeffersona - że jeśli chcesz czegoś, czego nigdy nie miałeś, musisz zrobić coś, czego nigdy nie robiłeś - nie jest tu aż na zbyt właściwym miejscu?

A teraz do rzeczy: piekliście kiedyś rzodkiewki?

Pesto z szałwii
w kanapkach z pieczonymi rzodkiewkami

2 porcje

Inspiracja

Na pesto:

1 luźno napakowana szklanka liści szałwii
1/2 luźno napakowanej szklanki pietruszki
1/4 szklanki migdałów (najlepiej blanszowanych)
1/4 szklanki orzeszków piniowych
1 kopiasta łyżka startego twardego sera (np. parmezanu)
1/2 ząbka czosnku
1/2 szklanki oliwy ev
sok z ćwiartki cytryny
szczypta czarnego pieprzu

Orzeszki i migdały podprażyć na patelni i przestudzić. Jeśli przygotowujemy pesto w moździerzu, najpierw rozcieramy w nim zioła. Należy utrzeć z nich gładką pastę i wówczas dodać pozostałe składniki - oliwę, sok z cytryny, czosnek, starty ser oraz uprażone migdały i orzeszki. Wszystko razem ucierać do pożądanej konsystencji - każdy lubi pesto inaczej. Ja ucieram dość gładko, ale tak by gdzieniegdzie znalazł się kawałek do chrupnięcia. Jeżeli pesto wyjdzie za gęste, można dodać odrobinę wody lub więcej oliwy.

Dodatkowo:

1 pęczek rzodkiewki
2 ulubione bułki
2 łyżeczki chrzanu
1 łyżeczka majonezu
sól (sporo), pieprz (sporo), oliwa (2-3 łyżki)

Rzodkiewki wyszorować i okroić z końcówek. Przekroić na pół (jeśli są duże - na ćwiartki) i wymieszać w żaroodpornym naczyniu z odrobiną oliwy, solą i pieprzem - tak aby wszystkie były dokładnie pokryte. Wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 10 - 15 minut (mają pozostać lekko chrupkie, jeśli będziemy piec z długo zrobią się zbyt miękkie i soczyste. Też dobre, ale nie do tych kanapek!) Pod koniec pieczenia rzodkiewek przygotować bułki - przekroić je na pół i posmarować leciutko oliwą. Zgrillować na patelni (na wolnym ogniu i nie spuszczając ich z oczu! Sadza nie jest OK). Chrzan rozmieszać z majonezem i posmarować cienko górne części bułek. Na dolne połówki nałożyć pesto, hojnie (wedle uznania, na nasze dwie kanapki poszła cała porcja z przepisu powyżej). Następnie na to - upieczone rzodkiewki. Złożyć i gotowe. Smacznego!