Chodź na kompromis!

Patrzę za okno i zastanawiam się: to mi, czy światu coś się pomyliło?

Nie jestem żadną szczególną zwolenniczką przewidywalności i nie świruję przy różniastych odchyłach od normy. Ale owszem, miesza mi w głowie świecące słońce i dwucyfrowe temperatury (na plusie!). Hej, przecież jest początek stycznia. Miałam pić gorącą czekoladę i uczyć się do egzaminów. A ja zamiast owijać się w kołdrę, uszczelniam tylko kraciasty szalik i pierwszy raz od listopada wskakuję na rower. W ciągu dnia słońce rozpieszcza, choć trzeba pamiętać o dodatkowych warstwach na powrót do domu - wieczory i noce mają już z zimy znacznie więcej. Jak tu się w tym wszystkim nie pogubić?

Nie myślcie, że narzekam. Podoba mi się to zjawisko, podoba bardzo! Nawet zamieszanie, które wprowadza, wykorzystuję jakoś na własną korzyść (o czym niżej - m.in. robiąc ładne sałatki). Póki co, jedynym minusem całej sytuacji wydaje mi się ewentualność, jakoby tak ociągająca się zima planowała mimo wszystko w końcu uderzyć i pobić swój zeszłoroczny rekord, męcząc nas nawet do maja czy czerwca. Na razie jednak, grzejące mi w twarz słońce jakoś nie pozwala się takim scenariuszem przejmować.

Teraz wybaczcie - nastrojona pozytywnie i pełna samych optymistycznych pogodowych perspektyw, muszę iść na zewnątrz! A Was, prócz tego że na spacer, zapraszam do pójścia na kompromis. Do dogadania się jakoś z szaloną pogodą, która zaburza nasze klasyczne wewnętrzne przeżywanie zimy. No bo czy nie macie ochoty na lody, na koktajle? Ja rano się budząc nie czuję potrzeby jedzenia śniadania na ciepło, a z moich szafek nie ubywa zawekowanych dzielnie latem butelek z przecierem pomidorowym (przeznaczyłam je do rozgrzewających "jednogarnkowców", a zaraz chyba zacznę robić gazpacho). Kiedy niebo mówi, że jest wiosna, a po jej pierwszych reprezentantach (znanych jako nowalijki) ani śladu, kompromis polegać ma na odnalezieniu pożądanego orzeźwienia w tym, co obecnie dobre i dostępne. A każdy dobrze wie, że mamy teraz czas cytrusów! Odstępując więc od korzennej sztampy, nie nakłuwajmy ich goździkami, nie wrzucajmy do herbaty - sięgajmy po świeże i łączmy z oliwą i szczypiorkiem w lekkiej sałatce. Żeby się najeść, bazą uczyńmy niezawodne strączki. To kompromis bezbolesny, spróbujcie!

Dzisiejsza sałatka to chyba najsmaczniejsza odsłona zielonej soczewicy, jakiej miałam okazję próbować. Do tej pory łączyłam ją raczej z czosnkiem i cebulą, kojarzyła mi się z pieczonymi czewiczkami, gęstymi gulaszami i zimowymi zupami. To nie tak, że w tych odsłonach czegoś jej brakuje. Ale dobrze wiedzieć, że ożywiona cytrusowo-oliwnym smakiem (niezwodnym przecież) odnajduje się jeszcze lepiej. Przepis ten jest pierwszą pozycją w pięknej książceThe Kinfolk Table (którą dostałam przed świętami od mojej wspaniałej siostry). Oto więc oficjalne rozpoczęcie mojej obiecującej przygody z nią.

Cytrusowa sałatka z zielonej soczewicy

4 porcje (jako dodatek lub przystawka)

Przepis Nathana i Katie Williams,The Kinfolk Table

200 g (1 szklanka) zielonej soczewicy
3 dymki (tylko szczypior)
skórka otarta z 1 cytryny (najlepiej niewoskowanej; można zastąpić pomarańczą)
3 łyżki oliwy extra vergine
3 łyżki soku z cytryny
1 łyżka białego octu winnego (lub jabłkowego)
1 łyżka cukru (zamieniłam na niepełną łyżkę miodu)
sól, pieprz czarny

Soczewicę przepłukać dokładnie. Przełożyć do garnka i zalać zimną wodą dwukrotnie ponad jej poziom. Doprowadzić do wrzenia, po czym zmniejszyć ogień i gotować powoli pod przykryciem do miękkości - około 30 minut (najlepiej co jakiś czas próbować, by ocenić - nie można przesadzić!). Ugotowaną soczewicę odsączyć na sitku, następnie na powrót umieścić w garnku i zalać zimną wodą. Kilka razy przemieszać, wyłowić wszystkie "skórki", które wypłyną na powierzchnię. Ponownie odsączyć.

Cytrynę (lub pomarańczę) wyszorować i dwukrotnie sparzyć. Otrzeć z niej całą żółtą skórkę, uważając na białą część pod spodem (jej nadmiar doda zbytniej goryczki). Zielone i białe części dymki (wszystko prócz cebulek) posiekać drobno.

Osuszoną z grubsza soczewicę przełożyć do miski, dodać szczypior, skórkę, cukier (w moim przpadku miód; autorzy proponują zamianę na syrop z agawy) oraz płyny - oliwę, ocet i sok z cytryny. Wymieszać wszystko dokładnie, doprawić do smaku solą i pieprzem.

Sałatka smakuje najlepiej jeśli damy jej czas na przegryzienie się. Warto przygotować ją z co najmniej jednodniowym wyprzedzeniem. Przed podaniem jednak należy odpowiednio wcześniej wyjąć ją z lodówki, tak aby serwować w temperaturze pokojowej. Smacznego!