Karmelki cydrowe

Zadziwiające jak skrajnie odmienne role może odgrywać jedzenie w życiu człowieka. Podczas gdy dla jednych nie jest niczym więcej jak tylko paliwem dla fizjologicznych potrzeb organizmu, inni celebrują je, wielbią i obfotografowują, przy każdym kęsie zastanawiając się jak mogliby bez niego żyć. Dla mnie jedzenie jest piękne, szczególnie odkąd odkryłam jak wspaniale służy wyrażaniu uczuć. Że najprościej (a prostotę cenię sobie od jakiegoś czasu naprawdę wysoko) ukochać przyjaciół budząc ich stertą pancake'ów (do smażonych wcześniej wspólnie powideł!). Że wymyślanie własnego tortu ze względu na alergie - i upodobania! - jubilatki, daje podwójną satysfakcję. A te dziesiątki słoików w lecie, to że jednak po coś - czytaj, dla kogoś - zrobiłam. 

Jadalne prezenty są więc moim ulubionym rodzajem wyrażania miłości, kiedy jest ku temu stosowna okazja. Wykorzystuję każde urodziny i święta, ale wystarcza mi też czyjś sukces, choroba czy nawet wygrany zakład. Każdy pretekst jest dobry by dzielić się pięknym jedzeniem. Sama też najadłam się w życiu wielu podarowanych mi przez bliskich przysmaków! Po przyjeździe z Francji witały mnie alpejskie pierniczki, a przed Wrocławiem żegnały bananowo lniane krakersy. Dostawałam pyszności takie jak paczki herbaty, nicejskie żelki, argentyńskie dulce de leche czy rewelacyjny lemon curd. Sama z kolei, nie wspominając już o zapale do gotowania dla innych,  najchętniej obdarowuję granolami, ciasteczkami i niezliczoną ilością swoich dżemów i konfitur (kiedyś je tu wstawię, obiecuję). Aby spróbować czegoś nowego, na te święta zrobiłam cukierki. Nie byle jakie, bo cydrowe, przez co delikatnie kwaskowe, inne. Potrzebny jest do nich termometr kuchenny, ale przygotowanie jest banalnie proste i nie wymaga nawet stania przy garnku.

Na każdym etapie przygotowywania karmelków będziecie wodzeni na pokuszenie przez nieziemskie aromaty. Już przy redukowaniu cydru poczujecie chęć zostawienia cukierkowych planów i przygotowania cydrowego grzańca w zamian. Jeśli uda Wam się ową pokusę odeprzeć i dotrwacie do etapu połączenia reszty składników i powstania karmelu, zrobi się niebezpiecznie, ponieważ aromat będzie wprost nakazywał zamoczenie palca czy choćby łyżeczki w celu degustacji pachnącej mikstury. Chyba nie muszę pisać jak bardzo boleśnie może się to skończyć (kto nigdy nie poparzył sobie języka bulgoczącym karmelem czy dżemem?). Jednak przebrnięcie przez tę torturę dla zmysłów zostanie nagrodzone górą wspaniałych cydrowych karmelków i ogromną satysfakcją z ich własnoręcznego wykonania. Zaręczam, że warto!

Karmelki cydrowe

wg przepisu Dominiki Krzemińskiej, Kukbuk nr 6

forma 15x20 cm, ok. 40 cukierków

825 ml dobrego cydru
200 g cukru
100 g śmietanki 30%
130 g masła
spora szczypta soli

W rondelku o grubym dnie zredukować cydr do 200 ml (ok. 15 minut na dużym ogniu). Następnie dodać cukier, masło i śmietankę (tę ostatnią warto wcześniej wymieszać z 1 łyżką gorącego cydru - żeby się nie zwarzyła). Gotować bez mieszania do momentu, aż karmel osiągnie temperaturę 125 stopni Celsjusza. Wówczas zdjąć z ognia, przemieszać dokładnie i wylać do przygotowanej formy (dowolnego naczynia lub blachy wyłożonej pergaminem, większa forma = bardziej płaskie karmelki). Odstawić do całkowitego ostygnięcia, następnie pokroić na pojedyncze cukierki ostrym nożem (z piłką). Można sobie to zadanie ułatwić nacinając lekko masę zanim całkiem stężeje. Każdego gotowego karmelka zawinąć w papierek i gotowe! Pozostaje częstować i obdarowywać. Smacznego!