Piernik staropolski

 W moim stosunku do Bożego Narodzenia jest mało konsekwencji.

Końcówka grudnia to moment, który kojarzy mi się tak dobrze, że określeniem "cieszę się jak dziecko" trafiam tu w sedno jak w żadnym innym przypadku. Miła jest myśl o samych odwiedzinach w rodzinnym domu, a jak dodać do tego przytulną świąteczną atmosferę, to radość staje się podwójna. Już od dłuższego czasu planuję co komu w tym roku podarować i jakie przyrządzić pyszności.

Sama intensywnie myślę więc o Świętach, a przecież podśmiewam się jednocześnie z przemysłowców wystawiających dzwoneczki i Mikołaje wraz z początkiem listopada. W przedwczesnym i przesadnym komercyjnym wykorzystaniu Gwiazdki jest coś irytującego, nawet jeśli wszechobecne ozdoby cieszą przypominając o tym, jak jest blisko.Nie dokładałabym się do tego swoim dzisiejszym już-bożonarodzeniowym wpisem, gdyby nie istniał ku temu bardzo ważny powód. Właśnie teraz jest najlepszy moment na pierwszy etap przygotowania prawdziwego staropolskiego piernika dojrzewającego! Jeśli zaczniecie w tym tygodniu, czasu wystarczy idealnie aby osiągnął on swoją najlepszą formę i wjechał na stół jako powigilijny deser. Bowiem od zagniecenia ciasta potrzebne mu będzie ok. 5-6 tygodni leżakowania (czas optymalny, minimum to podobno 2, a więc ostatni dzwonek jest na Mikołajki), a następnie jeszcze kilka dni po wypieczeniu i przełożeniu powidłami.

Tak naprawdę nie wiem, czy nie wprowadzam Was w maliny, bo to mój pierwszy raz z tym piernikiem, a czy faktycznie warto dzielić się przepisem powinnam zdecydować już po spróbowaniu. Ale ufam klasykom i czuję w kościach, że jego po prostu warto zrobić. Jeśli faktycznie wyszedłby pyszny, nie darowałabym sobie że przez nadmierną ostrożność mogłam pozbawić kogoś z Was szansy na jego przygotowanie już w tym roku. No to, ryzykujecie ze mną?

~

Update (20/12/13 r.): Nadeszła pora na drugi etap przygotowywania piernika - czas wpakować go do pieca! Wpis uzupełniony o wskazówki w kwestii pieczenia blatów.

~

Update (23/12/13 r.): Jutro Wigilia, najwyższa więc pora przełożyć piernik (domowymi!) śliwkowymi powidłami. Dodaję trzeci - i ostatni - etap przygotowywania piernika.

Staropolski piernik dojrzewający

Przepis z książki "W staropolskiej kuchni" Marii Lemnis i Henryka Vitry

1. ETAP (2-6 tygodni przed Świętami)

500 g miodu *
1 szklanka cukru (w oryginalnym przepisie dwie)
1 kg jasnej mąki pszennej
250 g prawdziwego masła
3 jaja
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 szklanki mleka
1/2 łyżeczki soli
70 - 100 g przyprawy do piernika **
opcjonalnie: bakalie (dodałam 3/4 szklanki orzechów włoskich)

* Bezpieczniej będzie użyć delikatnego w smaku miodu (np. rzepakowego, akacjowego, wielokwiatowego...), ale jeśli macie swój inny ulubiony (jak ja - ze spadzi iglastej) to nic nie stoi na przeszkodzie. Dodałam też trochę gryczanego dla wyrazu.

** Oczywiście najlepsza jest domowa, można ją zrobić z mielonych przypraw, jeśli nie macie moździerza. Gotowe mieszanki też się jednak sprawdzą, ale zwracajcie uwagę na skład! Nie należy wybierać tych zawierających mąkę, cukier i kakao. Prawdziwe piernikowe mieszanki najłatwiej dostać w specjalistycznych sklepach z przyprawami.

 Miód, cukier i masło rozpuścić razem w garnku, po czym przestudzić. Kiedy masa będzie jeszcze lekko ciepła, przy pomocy miksera z hakiem połączyć ją stopniowo z przesianą mąką. Kolejno dodawać jajka, następnie mleko rozmieszane z sodą oczyszczoną, solą i przyprawami. Dokładnie wyrobić, ewentualnie dodać ulubione bakalie. Ciasto ma wyjść lepkie, z czasem (ponoć!) stężeje. Przełożyć do szkła, porcelany lub kamionkowego garnka. Przykryć oddychającą ściereczką i odstawić w chłodne miejsce na minimum 2, a optymalnie 5-6 tygodni.

2. ETAP (4-5 dni przed Świętami)

Ciasto na piernik wyciągnąć z miski. Jest na ten moment bardzo twarde i dość klejące. Należy podzielić je równo na trzy części, ważąc każdą z nich dla pewności (powinny być naprawdę jednakowe, aby blaty piernika ładnie wyglądały). Każdą z części rozwałkować na grubość ok. 0,5-0,7 cm - a tak naprawdę po prostu dostosowując do wielkości formy (polecam użycie takiej o wymiarach zbliżonych do 25x30 cm). Przy wałkowaniu można w razie potrzeby podsypywać ciasto mąką. Odciąć boki i wstawić do nagrzanego do 170 stopni piekarnika na 15 - 20 minut. Powtórzyć z pozostałymi dwiema częściami ciasta.

Wystudzone piernikowe blaty ułożyć na sobie (przedzielone arkuszami papieru do pieczenia), zawinąć całość szczelnie w folię aluminiową i obciążyć, np. dużą drewnianą deską. Odstawić do skruszenia.

3. ETAP (1-2 dni przed Świętami)

2 słoiki powideł śliwkowych
150 g dobrej czekolady 70%
50 g masła

Upieczone blaty odpakować i posmarować hojnie śliwkowymi powidłami. Ja zużyłam po 1 słoiku (350 ml) na każdą warstwę. Całość przycisnąć dokładnie, okroić wyrównując brzegi, i przekroić wzdłuż na dwa pierniki.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z masłem. Hojnie wysmarować obydwa powstałe "bochenki". Odstawić w chłodne miejsce do zastygnięcia.