Szarlotka francuska

Wyjątkowo wcześnie rozpoczęłam w tym roku swoją osobistą jesień. Tegoroczna ma bowiem wnieść dużo nowego i - mam nadzieję - dobrego, do mojej codzienności. Wiążę z nadchodzącymi miesiącami ogromne nadzieje, dlatego chcąc nie chcąc wyczekuję ich z każdym dniem coraz  niecierpliwiej. Oszukując trochę samą siebie, ale chcąc sobie to oczekiwanie jakoś umilić, na różne sposoby przyspieszam utęsknione pojawienie się trzeciej pory roku. W ciągu dnia mam lato, ale wieczorami wbijam się w ulubione swetry i piję herbatę (pierwszy raz od tak dawna nie mrożoną). Bo wieczory są chłodne, a ze względu na wspominane wcześniej okoliczności, w tym roku wyjątkowo już w sierpniu szczerze mnie to cieszy.

Zaczęłam więc testowanie szarlotek, aby jeszcze tej jesieni znaleźć swój ideał, który będę mogła powtarzać w przyszłości bez chwili zawahania. Ale wiadomo - wersji co najmniej tyle, ile na świecie było babć i mam. Przepisów istnieje tak wiele, że cały trwający obecnie sezon skazuję na testowanie. Zadanie jest trudne o tyle, iż nie mam w głowie konkretnego obrazu swojego perfekcyjnego jabłecznika - rodzaju ciasta, formy jabłek, doboru przypraw... Pozostaje mi bez końca sprawdzać, i trafić na niego zupełnie niespodziewanie.

Szarlotka francuska bardzo nam wszystkim smakowała. To dwie warstwy cienkiego, wyjątkowo kruchego ciasta, przełożone jabłkami, które cudownie miękną i karmelizują się podczas pieczenia. Ciasto jest idealne, bo nie rozmaka pod wpływem owoców, nawet drugiego dnia pozostaje chrupiące. Cukier puder polecam zrobić mieląc nierafinowany cukier trzcinowy - smak jest zupełnie inny, jakby kwiatowy. Najlepsza z lodami (choć ta uwaga, jak się obawiam, obecna będzie też przy każdej kolejnej szarlotkowej próbie). Aby nie przeciągać za bardzo struny w kierunku jesieni, wykorzystałam do niej letnie jabłka i nie zjadłam wieczorem, a z samego (gorącego) rana, tuż po upieczeniu. Taki złoty środek między rzeczywistością a tym, gdzie chciałabym żeby już była. Naprawdę smaczny, do tego, więc już koniec gadania. Smacznego.

Szarlotka francuska

Forma 26x26 cm

Źródło przepisu

100 g cukru pudru
250 g mąki
125 g miękkiego masła
1 jajko
1 kg kwaśnych jabłek (najlepiej papierówek, jeśli jeszcze znajdziecie)
100 g jasnego cukru trzcinowego
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki kardamonu
gałki muszkatołowej na końcu noża

Składniki na ciasto (mąkę, masło, cukier puder i jajko) zagnieść szybko w kulę, owinąć folią spożywczą i schować do lodówki co najmniej na godzinę. W międzyczasie przygotować jabłka. Oryginalny przepis nakazuje podgotować je wcześniej, aby część rozpadła się na mus. Ja tego nie zrobiłam. Wymieszałam w misce jabłka z cukrem i przyprawami i odstawiłam aby puściły sok.

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Ciasto po wyjęciu z lodówki podzielić na dwie części, jedna powinna być nieznacznie mniejsza od drugiej. Większą część rozwałkować i wyłożyć nią dno formy (wyłożonej papierem lub wysypanej bułką tartą/mąką). Na ciasto wyłożyć jabłka, w miarę możliwości odsączone z tego, co tam z nich wyszło pod wpływem cukru. Przykryć drugą częścią ciasta, rozwałkowaną lub startą na tarce. Piec ok. 50 minut, podawać posypane cukrem pudrem, najlepiej ciepłe, z lodami śmietankowymi.