Roladki z cukinii z wędzoną rybą i jogurtem cytrynowym

O modzie na jedzenie pisać nie trzeba, jest bowiem tak wszechobecna, iż ciągłe podejmowanie tematu (celem zrozumienia fenomenu) lada moment zacznie nas wszystkich zwyczajnie irytować. Ja obrałam taktykę, która pozwala mi wyciągnąć z tej mody maksimum dobrego i wartościowego – doświadczenia, smaku, ale i wiedzy, informacji. Skupiam się na jej pojedynczych składowych, starając się odróżnić medialną otoczkę od tego, co faktycznie niosą za sobą ciągłe promocje dobrego odżywiania.

A co niosą? Na czym skupiają się przede wszystkim? Dokształcają i pracują nad ogólną edukacją w kwestii kulinarnych możliwości każdego z nas – opuszczamy schemat przysłowiowych już niemal kotletów i ziemniaczków, poznajemy i zwracamy uwagę na produkty mniej znane, niekiedy wręcz ekskluzywne. Ale w tym samym czasie, zupełnie od tego niezależnie, starają się uświadomić nam, że i z najbardziej podstawowych, znanych nam składników możemy wyczarować rzeczy całkiem nowe i w świeży, oszałamiający sposób - pyszne. A to robią przede wszystkim wynosząc na piedestał dwie wartości: lokalność i sezonowość. Coraz popularniejsze stają się comiesięczne wymiany kart menu w restauracjach, a lokalni farmerzy i prywatni producenci najróżniejszych wyrobów to ostatnio sławy głośniejsze od tych z showbiznesu. Na tym podobnych zabiegach kulinarnego rynku nasze żołądki i podniebienia korzystają tak bardzo, że nie wątpię iż nauka taka nie pójdzie w las.

Ja wzięłam sobie do serca obie te wartości przygotowując dla Was dzisiejszy przepis. Rukola, szczypiorek i przede wszystkim cukinia właśnie teraz czekają na nas w naszych ogrodach (no, a przynajmniej na bazarkach). Z kolei ryby przyjechały do mnie prosto z małej nadmorskiej wędzarni – jednej z tych, które czuję się niemal w obowiązku wspierać, aby nigdy nie zostały wyparte przez wielkie hurtownie. Nie twierdzę, że to właśnie z tych dwóch względów danie tak bardzo mi smakowało, ale z całą pewnością jakoś przyczyniły się one do satysfakcji, którą dało mi jego przyrządzenie. Następnym razem (bo wiem, że taki będzie) użyję własnoręcznie zrobionego jogurtu! To miłe uczucie, spróbujcie.

Roladki z cukinii z wędzoną rybą i jogurtem cytrynowym

1 duża lub 2 średnie cukinie*
przyprawy: sól (u mnie czarna cypryjska), estragon, czosnek niedźwiedzi, wędzona ostra papryka;
oliwa (z drugiego tłoczenia; lub inny olej dobry do obróbki termicznej)

250 g jogurtu greckiego
2 łyżki soku z cytryny
Czarny pieprz, mielona kolendra (ziarno)

ulubiona wędzona ryba (użyłam tuńczyka i maślanej)
czarne oliwki
szczypior
rukola

Cukinię pokroić wzdłuż w plastry o grubości ok. 0,5 cm. Rozłożyć na blasze wyłożonej papierem, skropić oliwą, obsypać hojnie przyprawami i wstawić do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni (jeśli ma tryb grillowania, to właśnie jego użyć). Po 5 minutach odwrócić cukinię na drugą stronę, po czym wyjąć i ostudzić na talerzu. Przygotować twarożek: serek wymieszać z sokiem z cytryny i przyprawami – kolendrą i pieprzem (ich ilość regulujemy w zależności od własnych upodobań).

Każdy plaster cukinii po kolei ułożyć na talerzu, stroną z przyprawami z wierzchu (tak by była wewnątrz roladki). Na środek kupka cytrynowo-kolendrowego twarożku, następnie oliwki, posiekany szczypior, ryba (w przypadku polędwicy z tuńczyka plaster, maślana już dała się jedynie „wydłubać”) i kilka liści rukoli. Zawinąć, spiąć wykałaczką i gotowe. Można przygotować z wyprzedzeniem (lub, jak kto woli, schłodzić przed podaniem). Smacznego!

*Od wielkości cukinii zależy wielkość roladek – jeśli mają to być przekąski na jeden gryz (np. na przyjęciu), lepiej użyć cukinii mniejszych, z mojej gigantycznej wychodziły spore i najwygodniej bylo jeść je sztućcami.