Sałatka z quinoa z wiosennymi dobrami, oraz zmiany

Kilka osób, ku mojemu przemiłemu zaskoczeniu, zauważyło iż w ostatnich dniach blog zniknął na chwilę ze swojego dotychczasowego miejsca. Wszystkich, którzy uznali, że zamykam go dla wybranych informuję, że nigdy nie przyszłaby mi do głowy żadna selekcja czytelników. Było to spowodowane małym wypadkiem, w wyniku którego straciłam szablon, a forma bloga i cała jego organizacja posypały się kompletnie. Postanowiłam popracować nad tym w spokoju i Wam udostępnić nową, dopieszczoną odsłonę. Praca z HTMLem jednak okazała się bardziej żmudna niż przypuszczałam, a pustka pod dotychczasowym adresem bloga zaczynała za bardzo się tam zadomawiać. Dlatego przywracam Coutellerie, w formie niepełnej i nieostatecznej, ale przywracam. Od razu jednak proszę o wyrozumiałość i uprzedzam, że to zmian nie koniec, a wszystko co jeszcze tu szwankuje zostanie niebawem udoskonalone.

Na ten powrót w niewymarzonym stylu mam dla Was sałatkę, której urok jest odwrotnie proporcjonalny do wszystkiego, o czym piszę w pierwszym paragrafie. Nie ma chaosu i półśrodków; przeciwnie, nią samą i powodami, dla których ją przygotowałam nadrabiam to jak wiele brakuje teraz blogowi do pełnego mnie satysfakcjonowania. Po pierwsze, dzięki moim małym modyfikacjom, uwzględnia wszystko co przez bardzo krótki okres króluje na bazarkach. To teraz możemy, to teraz  p o w i n n i ś m y  korzystać z młodych korzeniowych warzyw i kolorowych nowalijek. Po drugie, a propos zmian, zdjęcia które jej zrobiłam są na chwilę obecną ostatnimi wykonanymi starym, towarzyszącym mi od ponad sześciu lat aparatem. Nigdy nie rozstanę się z moim pierwszym i jedynym do tej pory sprzętem, ale zrobiłam krok do przodu i mam nadzieję, że będzie to sprzyjało rozwojowi moich fotograficznych umiejętności.

I wreszcie po trzecie (a dla mnie chyba po najważniejsze), tekst jakim poprzedzony był oryginalny przepis na tę sałatkę na stronie Happyolks. Dotarł do mnie w momencie tak trafnym i aktualnym, że od pierwszego akapitu chwyciłam się w głowie jego słów i kurczowo trzymam aż do teraz. Przeczytałam, nacieszyłam się stanem umysłu w jakim mnie pozostawił, zaczęłam czytać od nowa, i raz jeszcze. Jeśli kiedykolwiek będę mieć w sobie tyle siły, ile po tej lekturze poczułam że mieć mogę, jedną z pierwszych rzeczy, o które zadbam będzie przekazanie tego dalej, tak jak zrobiła to autorka tekstu, Kelsey. Jestem teraz pogubiona i bardzo podatna na uleganie fascynacjom, ale póki nie jest to nic niezdrowego, pozwalam temu dziać się i obserwuję kolejne etapy, przez które przechodzi moja samoświadomość. Niech przeczyta każdy, kto w małym choć stopniu boi się tego, co go czeka, kto potrzebuje poklepania po plecach, popchnięcia do przodu z zapewnieniem, że każda decyzja jaką podejmie w zgodzie ze sobą będzie właściwa.

Sałatka z quinoa i pieczonych wiosennych warzyw

(4 porcje)

Źródło przepisu

1/2 szklanki komosy ryżowej (dowolnej, użyłam trzykolorowej)
buraczki z 1 pęczka botwiny
6 dużych rzodkiewek
1/2 kalarepy
1 mała czerwona cebula
1/2 pęczka natki pietruszki
garść liści mięty
trochę szczypiorku
1/4 szklanki oliwy z pierwszego tłoczenia
sok z 1/2 cytryny
1 ząbek czosnku
sól, pieprz

Warzywa dokładnie wyszorować, kalarepę obrać. Pokroić wszystko na kawałki, nie za małe, ale wciąż na jeden gryz. Większą część cebuli - ok. 3/4 bulwy - w piórka, resztę odłożyć. Przełożyć do żaroodpornego naczynia lub po prostu na blachę, skropić oliwą i piec w 200 stopniach do miękkości, ok. 30 - 40 minut.

Komosę ryżową ugotować na sypko. Najlepiej zalać nasiona wodą tylko lekko ponad ich poziom, i w trakcie gotowania sukcesywnie ją uzupełniać, zdając się na swoje własne wyczucie. Nigdy nie odmierzam ilości wody, która schodzi mi do ugotowania kaszy, ale na oko dla tej ilości jest to mniej więcej 1,5 szklanki.

Po przestudzeniu wymieszać warzywa z quinoa. Dodać posiekane zioła, szczypiorek i 1/4 cebuli, której nie upiekliśmy - poszatkowaną drobno. Przygotować dressing mieszając ze sobą oliwę, cytrynę i wyciśnięty czosnek. Wszystko dokładnie wymieszać i doprawić wedle uznania solą i pieprzem.

Sałatka najlepiej smakuje w temperaturze pokojowej, choć zdecydowanie nabiera smaku jeśli poleży jakiś czas w lodówce. Warto więc przygotować ją z wyprzedzeniem, np. jednodniowym, ok. godziny przed podaniem wyciągając na zewnątrz, aby nie była zimna. Smacznego!