Moja ulubiona marynata do kurczaka

Do niedawna bardzo rzadko jadałam mięso, bo w głowie zakodowałam sobie, iż jego przygotowanie satysfakcjonujące moje podniebienie wymaga sporo czasu i uwagi. Teraz albo obniżyłam standardy, albo zaczęłam kombinować w lepszą stronę. Z pomocą bambusowego parowaru prawie codziennie przygotowuję sobie na kolację lub lunch zdrowy i pyszny kawałek kurczaka lub indyka. Klucz do sukcesu okazał się leżeć w marynacie, która odmienia smak i strukturę mięsa, czyniąc je aromatycznym, miękkim i soczystym. Ta prezentowana poniżej jak narazie najbardziej mnie zachwyciła. Mięso jest niesamowicie delikatne, pokryte jakby sezamowym kremem, a w środku raczej słone (jeśli jesteście wrażliwi na tym punkcie, można zmniejszyć ilość sosu sojowego), ale nie na tyle by smak samego kurczaka znikał gdzieś pod przyprawami. Polecam całym sercem!

Marynata do kurczaka z sosem sojowym i tahini

(mniej więcej na 1 podwójną pierś)

2 mniejsze ząbki czosnku
1/4 szklanki sosu sojowego
1/4 szklanki oliwy z oliwek
1 łyżka sosu ostrygowego
1 łyżka soku z cytryny
1 kopiasta łyżeczka pasty tahini (np. z tego przepisu)
czarny pieprz

W miseczce wymieszać oliwę, sos sojowy, sos ostrygowy, sok z cytryny i tahini. Dodać wyciśnięte ząbki czosnku i świeżo zmielony czarny pieprz (można też pominąć go i doprawić już gotowego kurczaka). Włożyć pierś z kurczaka, obtoczyć dokładnie i marynować od 24 do 48 godzin. Po tym czasie mięso można upiec lub ugotować na parze (smażyć nie próbowałam). Jest przepyszne i najlepiej pasuje do orientalnie przyprawionych warzyw. U mnie na leciutki lunch w towarzystwie marchewki z kuminem i odrobiną pieprzu cytrynowego. Smacznego!