Mleczna mieszanka kasz z budyniem jak chmurka

Jem często kasze na śniadanie, bo są super zdrowe i bardzo pyszne. Najczęściej, w słodkim wydaniu, goszczą u mnie: jaglana, bulgur i quinoa. Gotuję je na mleku, dodaję owoce, orzechy i różne inne dodatki. Ale jak słodkie by one nie bywały, taka kasza to jednak raczej porządne śniadanie, niż deser z prawdziwego zdarzenia. Z tym, że jest jeden mały wyjątek, i to właśnie jego prezentuję poniżej. To kremowy, szalenie mleczny - wręcz chmurkowy, rozumiejcie to jak chcecie ale pasuje świetnie - pudding, lepszy niż wszystkie smakije razem wzięte. Użyłam do niego wszystkich trzech moich ulubionych śniadaniowych kasz i z żadnej nie radzę rezygnować (najprędzej z komosy, nadaje zbędnej chrupkości, choć i to na swój sposób pasuje. Poza tym właściwie nie jest kaszą więc...). Polecam użycie budyniu śmietankowego lub waniliowego, z czekoladowym nigdy nie próbowałam, ale coś by mi tu zgrzytało. Ten deser jest tak łagodnie mleczny - nie mogę znaleźć synonimu, ten epitet trafia w sedno - że nie warto przyćmiewać go dominującym smakiem kakao.

Mleczna mieszkanka kasz z budyniem

(1 porcja)

2 łyżki kaszy bulgur
2 łyżki kaszy jaglanej
1 łyżka ziaren quinoa
1 szklanka mleka
1 łyżka proszku budyniowego - waniliowego lub śmietankowego
szczypta soli
opcjonalnie dodatki (u mnie syrop klonowy i banan)

W czajniku zagotować wodę. Pusty garnuszek rozgrzać na palniku i wrzucić do niego ziarna kasz ze szczyptą soli. Podprażyć je lekko (by zaczęły pachnieć, ale nie brązowieć) po czym zalać wrzątkiem z czajnika (objętościowo wody powinno być ok. dwa razy więcej). NIE MIESZAĆ, tylko przykryć i dać im się gotować do momentu wchłonięcia całej wody (kasze tworzą sobie kanaliki do odpływu powietrza i gotują się pięknie bez przypalania. Po jednym zamieszaniu będzie trzeba robić to co chwilę do końca).

Do kaszy wlać większość mleka, a w reszcie rozrobić budyń. Kiedy zawartość garnuszka znów się zagotuje, dodać mleko z budyniem i doprowadzić do zgęstnienia, jak przy robieniu tradycyjnego budyniu. Zdjąć z ognia, przełożyć do miseczki i zajadać, lub schłodzić przez kilka godzin w lodówce (czyniąc go tym samym już doszczętnie smakowo zbliżonym do gotowych deserków). Jeśli używacie budyniu bez cukru, to w dodatkach będzie tkwić słodkość Waszego puddingu. Ja polałam swój syropem klonowym co bardzo gorąco polecam. Na tym (lub np. miodzie) poprzestałabym jeśli danie ma funkcjonować jako deser. Ale tym razem dodałam też banana i miałam sycące, niebiańsko pyszne śniadanie. Smacznego!