Powidła gruszkowe

Kilka dni temu wypatrzyłam na moim ulubionym targu weekendowym przepiękne gruszki. Niewielkie, niemal okrągłe, żółto-złotawe. Jestem straszną estetką i kupiłam ich ponad kilogram, mimo iż wiedziałam, że są z tych słodkich, soczystych. Dopiero w domu przypomniałam sobie, że przecież znacznie bardziej smakują mi owoce chrupkie, kwaskowate. Żeby w pełni wykorzystać ich potencjał, postanowiłam więc spożytkować je inaczej niż podjadając na surowo. Padło na powidła. Nie byłam do końca przekonana, przetwory to nie mój konik - trochę nieprzewidywalne, czasochłonne... Ale w momencie, w którym spróbowałam tych powideł, zaniemówiłam. Byłyby warte nawet stokroć większego wysiłku. Przygotowałam je w dwóch odsłonach, obie są wprost niebiańskie. Wszyscy jak jeden mąż czekamy na weekend, żeby zaopatrzyć się w taczkę gruszek i przygotować więcej tych pyszności. Wierzcie lub nie, ale to, co nam wyszło (po dwa małe słoiczki każdej wersji) zniknęło w ciągu jednego dnia.

Powidła gruszkowe z szafranem

1 kg dojrzałych gruszek
szczypta szafranu

Gruszki obrać, wyciąć gniazda nasienne i pokroić w kostkę. W dużym rondlu o grubym dnie dusić je na małym ogniu. Kiedy puszczą pierwszy sok, dodać szafran (należy uważać, aby z nim nie przesadzić! Szczypta na 1 kg naprawdę wystarcza). Czas przesmażania podaję bardzo orientacyjnie - zasadniczo, chodzi o wyczucie najbardziej odpowiadającej nam konsystencji. Ja, ze względu na brak czasu i różne obowiązki, robiłam to partiami - pierwszego dnia ok. 1 godziny, kolejnego rano znów godzina, potem wieczorem jeszcze jedna. Na noc garnka nie przykrywać. W nabieraniu konsystencji można powidłom pomóc rozdrabniając je tłuczkiem do ziemniaków. Kiedy powidła dostatecznie zgęstnieją, Przełożyć je do wyparzonych słoiczków. Zakręcić mocno, postawić do góry nogami. Jeśli robimy większe ilości, polecam powidła zapasteryzować, np. metodą Bei, której serdecznie dziękuję za podsunięcie piekarnikowego rozwiązania. Ja owszem, pasteryzowałam, jednak zupełnie niepotrzebnie - jak mówiłam, już na drugi dzień zostało nam zaledwie pół słoika.

Te powidła mają intensywnie gruszkowy smak, ledwie wyczuwalny szafranowy akcent (a dzięki niemu i miły, żółtawy kolor). Są bardzo klasyczne i uniwersalne. Druga wersja już mniej. Wzbogacona bowiem została o płatki migdałów i kardamon. To przy niej "wpadłam". Dawno nie zachwycił mnie tak żaden smak.

Powidła gruszkowe z kardamonem i płatkami migdałów

1 kg dojrzałych gruszek
2 łyżeczki zmielonego kardamonu
ok. 100 - 150 g migdałów w płatkach (wedle uznania)

Postępować należy dokładnie tak jak w poprzednio, zmieniając jedynie dodatek szczypty szafranu na dwie łyżeczki kardamonu. Wydaje się to sporo, ja po dodaniu byłam przekonana, że znacznie przesadziłam i kardamon będzie zbyt mocno wyczuwalny. Nic podobnego! Nadaje stanowczo, ale nieinwazyjnie, ciekawego aromatu. Płatki migdałów dodać dopiero w ostatnich minutach smażenia powideł. Przedtem należy je jednak mocno zrumienić na suchej patelni. Wszyscy wiemy jak wydobywa to ich aromat. Takie brązowe dodać do gruszek i dusić je z nimi ok. 10 minut. Przekładać do słoiczków.

Tak przygotowywane powidła z gruszek są czymś pomiędzy marmoladą a musem. Odradzam dodawanie cukru, są bardzo słodkie - choć to zależy naturalnie od specyfiki użytych gruszek. Pasują niemal do wszystkiego, od placków/naleśników, przez kanapki, nawet po (nie)zwyczajny serek wiejski.Wspaniale też smakują solo - wersji kardamonowej wyjadłam łyżeczką prawie połowę. Smacznego!