Bez tytułu – ale pyszne!

smallIMG_4775.jpg

Bez tytułu i bez wstępów – nie mam dziś czasu nic napisać! Ze złośliwości losu (w postaci kota, który gryzie kable i notorycznie odcina mój komputer od zasilania) mam teraz utrudniony dostęp do internetu. Nieśmiało przyznam jednak, że mi to służy; a główny minus to właśnie cisza na blogu. Dziś ją przerywam, w pośpiechu częstując ostrą zupą kokosową z cukinii, którą zrobiłam mniej więcej w takim samym czasie, w jakim napisałam tego posta. 

small IMG_4779.jpg
small IMG_4710 copy.jpg

Uwielbiam ostre jedzenie latem. Zimą nie mniej, ale zima nie ma w ofercie TAKICH cukinii. Dlatego teraz jest najlepszy czas na cukiniową zupę tajską. Tak jak pisałam, kuchnia nawet nie zdąży się nagrzać – obiad będzie gotowy w dwadzieścia minut. A wasze brzuchy bardzo szczęśliwe, bo to lekkie, ale sycące i treściwe letnie rozwiązanie. 

small IMG_4774 copy.jpg

Tajska zupa z cukinii
ostra, kwaśna, słodka i wspaniała

Inspirowane przepisem Heidi Swanson

4 porcje

  • 1 biała cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • łyżka oleju kokosowego
  • 3-4 liście kaffiru
  • spora szczypta soli
  • 1 kopiasta łyżka pasty curry, kolor obojętny (na zdjęciach wersja z czerwona)
  • opcjonalnie: 1 łyżeczka pasty tom yum (można zastąpić większą ilością curry)
  • 3/4 łyżeczki suszonego imbiru
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 bardzo duża lub kilka mniejszych cukinii
  • 500 ml mleczka kokosowego
  • 2 płaskie łyżki sosu sojowego
  • do podania: ugotowany ryż, quinoa lub kasza
  • na wierzch: prażone migdały, posiekane daktyle, świeża mięta, ćwiartki limonki; posypałam też suszonymi płatkami róży, ale raczej dla ich koloru (choć było to smaczne połączenie). Można dodać wszystko, na co się ma ochotę!

Posiekaj cebulę i czosnek w drobną kostkę. W woku lub na głębokiej patelni rozgrzej olej, wrzuć cebulę z czosnkiem oraz liście kaffiru i wszystko dopraw szczyptą soli. Duś przez kilka minut na małym ogniu. Kiedy cebula się zeszkli, dodaj pastę curry, tom yum oraz imbir. Wlej 1/2 szklanki wody i wszystko wymieszaj. Podgrzewaj przez kolejne kilka minut. W międzyczasie pokroj cukinię w grubą kostkę. Dorzuć ją na patelnię, wlej mleczko kokosowe i dodaj sos sojowy. Częściowo przykryj patelnię/wok i gotuj na średnim ogniu aż cukinia zmięknie – około 5-7 minut. Nie podgrzewaj zbyt długo, aby nie straciła jędrności i kształtu! Na koniec spróbuj i dopraw do smaku. 

Do głębokich talerzy nałóż komosę ryżową (lub ryż czy kaszę, które wybierzesz). Wlej zupę i posyp każdą porcję dodatkami. Smacznego!

Zanim lasy się zezłocą

Nie czujecie jeszcze w powietrzu jesieni, prawda? Ja absolutnie, ale drzewa w parku, który dzień w dzień przemierzam w drodze z Czerniakowskiej na Solec, powoli zaczynają zrzucać liście. Mamy jeszcze przed sobą wiele tygodni zieleni, ale złoto nieśmiało ściele się już pod niektórymi koronami. Zanim wygra jesień – trzymajmy stronę lata, którego jedynym złotem wśród drzew są skarby z lasów, czyli kurki.

Zwane złotem lasów, kurki są jednym ze sztandarowych symboli polskiego lata. Wyczekujemy ich niecierpliwie, a kiedy wreszcie się pojawiają, zaczyna się czas królewskich jajecznic, zup jak u mamy i makaronów w kremowym sosie. Musicie wiedzieć, że podsmażone na odrobinie masła doskonale sprawdzą się także jako dodatek do sałatki! Ich subtelny grzybowy smak szczególnie dobrze uzupełniają rośliny strączkowe i charakterna zielenina. Wystarczy garść soczewicy o orzechowym aromacie, pęczek pachnącej świeżą ziemią botwinki oraz kilka orzeźwiających to towarzystwo dodatków – na przykład słodkich pomidorków i soczystych rzodkiewek. Sukces gwarantowany, zwłaszcza jeśli całość połączy rześki, intensywnie bazyliowy sos vinaigrette.

Zajrzyjcie na stronę Hello Zdrowie, by dowiedzieć się więcej na temat włąściwości kurek i poznać przepis na te cuda.

Sałatka z kurkami, botwinką i czarną soczewicą
z bazyliowym sosem vinaigrette

  • 1 duży pęczek lub doniczka bazylii
  • 3 – 4 łyżki białego octu winnego
  • 1 płaska łyżka syropu klonowego
  • 1/3 szklanki oliwy z pierwszego tłocznia
  • mały ząbek czosnku
  • szczypta soli
  • ew. woda do konsystencji
     
  • 1 pęczek botwinki o dużych buraczkach i świeżych listkach
  • 1/2 główki małego kalafiora
  • 200 g kurek
  • 20 g masła
  • szczypta soli i pieprzu
  • 1/2 pęczka rzodkiewek
  • garść pomidorów koktajlowych
  • 200 g ugotowanej czarnej soczewicy

Po dokładne instrukcje przygotowania zajrzyjcie na Hello Zdrowie!

Wiekopomne odkrycie. Chickpea #23

Kontrastujące na talerzu faktury działają na mnie magicznie. Przeżywam je chyba mocniej niż same smaki. Odkąd pamiętam upajam się dodawaniem chrupiącego czynnika do większości moich posiłków. Zaczęło się od deserów – blach owoców pod kruszonką, karmelowych skorupek na crème brulée, smoothie bowls z orzechami na wierzchu i lodów pełnych kawałków czekolady czy posypek. Później poszłam o krok do przodu i zajęłam się właściwymi daniami. I starając się nadać swoim ulubionym chrupaczom nowe, odpowiednie dla nich wcielenia, dokonałam odkrycia.

Obsypywałam już sałaty prażonymi nasionami, piekłam migdały z solą i chili i nie zjadłam ani jednej porcji zupy bez czegoś na wierzchu (czy przynajmniej bez pajdy chleba o super chrupiącej skórce!). Ale jednego wcześniej nie uwytrawniłam. Uchowała się do tej pory granola, istniejąca dla mnie właściwie tylko w porannej misce z jogurtem. Podjęłam wyzwanie zrobienia z niej godnej części obiadu, i co to był za sukces! Moimi narzędziami były świeże zioła, chlust sosu sojowego, trochę musztardy i szczypta pieprzu kajeńskiego. Zamiast ulubionego soku jabłkowego użyłam piwa, które pokryło wszystkie składniki glazurą-marzeniem i nadało granoli wyjątkowy posmak.

Odkryłam potencjał granoli poza sceną śniadaniową i czuję się w obowiązku podzielić tym ze światem. Upieczcie jedną blachę i przekonajcie się sami, będziecie chcieli posypywać nią wszystko, co ugotujecie! Ale gdyby potrzebna była jakaś podpowiedź, już spieszę: chrupie wyjątkowo dobrze na górce pieczonych w syropie klonowym marchewek, z perełkami soczystych winogron i mnóstwem kremowego awokado. Przepis na to danie oraz na samą wytrawną granolę na piwie, z kaszą jaglaną, orzechami i skórką pomarańczy, znajdziecie w wiosennym numerze wegańskiego magazynu Chickpea, czyli TUTAJ! Jeśli ktoś chciałby je zrobić, a ma problem z j. angielskim lub amerykańskimi miarami, to oczywiście chętnie pomogę. Oprócz tego w numerze mnóstwo innych pyszności w jak zwykle pięknej oprawie graficznej. Korzystajcie!

Dziewczyna z cytrynami

Moja kuchnia byłaby boleśnie niekompletna bez cytryny. Jem czasem cztery czy pięć posiłków dziennie i jestem w stanie uwzględnić ją w każdym. Nie rozplanowuję szalonego cytrynowego menu, bo często nie gra ona w daniach pierwszych skrzypiec; ale jest dla mnie niezbędna do przyprawiania, doprawiania, podkręcania i wydobywania smaków. 

Dziewczyną z cytrynami jestem przez cały rok, ale teraz, tj. latem, przekraczam granice przyzwoitości. Kilka sztuk dziennie schodzi dodatkowo do lemoniad, które robię praktycznie dzień w dzień. Mam kilka ulubionych przepisów, choć stronię od zbytniego fantazjowania (żeby nie znikła w tym wszystkim cytryna!). Moim numerem jeden długo była wersja z pietruszką, którą jednak klasyfikuję już jako koktajl – mieści się tam nieraz cały pęczek natki, który zagęszcza i zdecydowanie dominuje w smaku. W tym roku króluje lemoniada z bazylią. Połączenie wykorzystane i ukochane w tylu daniach, sosach i pastach (a nawet w moim pięknie pachnącym żelu pod prysznic) okazuje się równie bezbłędnie sprawdzać w letnim napoju. Orzeźwiającym i kwaśnym, lekko słodkim (ale miodowo, a to różnica) i tak nieoczywistym dzięki bazylii! Oficjalny przebój sezonu SS 2017.

Lemoniada bazyliowa

  • 4 części wody mineralnej (lubię też wersję z wodą lekko gazowaną)
  • 1 część soku z cytryny
  • 1/2 - 1 część listków bazyli (po oberwaniu, nie upychanych) + więcej do podania
  • 1/2 części jasnego, prawdziwego miodu (np. wielokwiatowego, lipowego lub akacjowego)
  • dużo lodu

Utrzyj bazylię w moździerzu, dodając pod koniec miód (możesz też zmiksować je w blenderze). Powstałą papkę wymieszaj z sokiem z cytryny i częścią wody. Przelej przez sitko do dzbanka i dopełnij wodą. Ja czasem odsączam częściowo albo wcale, lemoniada jest wtedy delikatnie zielona i mocniej bazyliowa (taka jak ta na zdjęciach). Oczywiście na koniec spróbuj i dopasuj smak do własnych preferencji (może być potrzebne więcej miodu). Proporcje na tę lemoniadę są dosyć intensywne, jeśli wolisz subtelniejsze napoje, możesz dodać więcej wody. Ale zanim to zrobisz, spróbuj zalać lemoniadą szklankę pełną lodu i poczekać 2 minuty. Porządnie ją schłodzi i odrobinę rozrzedzi – efekt powinien być idealny!

Uprzedzając pytania: cytrynowe buty to Tomsy od Pana Pablo

Jedzenie w terenie, czyli coraz pyszniejszy Aktivist

"Znam tę prawdę doskonale, ale ani trochę nie przestaje mnie zadziwiać – magiczny jest wpływ okoliczności na odbiór smaku i jakości jedzenia. Liczy się wszystko – od towarzystwa, przez nastrój i okazję, aż po kolor talerza i kształt kieliszka. Ale rozmyślając o ulubionych posiłkach dochodzę do wniosku, że najsilniej oddziałują na mnie światło i zapach. Zdarza się, że dopasowują je do uczty profesjonaliści – senselierzy, architekci wnętrz i restauratorzy; ja wolę te projektujące się samoistnie. Śniadanie smakuje lepiej jedzone al fresco, zarówno w polu zboża, jak i na balkonie w centrum miasta. Nie zapomina się obiadu w ogrodzie przerwanego atakiem letniej burzy. A w jedzonych na plaży kanapkach denerwuje, a jednocześnie na swój sposób cieszy zgrzytający pod zębami piasek, którym zawiała morska bryza. Jak smakuje gotowanie „na kolanie” podczas górskiej wycieczki, kiedy wszystko wokół pachnie mchem i żywicą? I czy może być lepszy pomysł na wieczornego drinka niż wypicie go pod gołym niebem? Jem kolację przy pocztówkowym zachodzie słońca i nosi mnie z zachwytu. Wiem jednak, że koloru nieba nie uchwyci żadna matryca, a wrażenia, które robi – żadne słowa. Trzeba być tu i teraz, dzieląc się zachwytem tylko ze współtowarzyszami; a siłom natury pozwolić w magiczny sposób wpływać na doznania podniebienia. W tym roku ucztować pod gołym niebem chcę tak często, jak to możliwe. Ale choć okoliczności mogą czynić cuda, koniec końców najważniejsze jest jedzenie." 

IMG_4298-2.jpg

Dlatego w nowym, jak zwykle pięknym numerze magazynu Aktivist, oprócz poezji na temat jedzenia w terenie, podsuwam aż piętnaście przepisów, po które warto sięgać szykując uczty pod gołym niebem. A do każdej z nich, w zależności od okazji, dopasowany jest dodatkowo idealny napój.

Jest uczta morelowa, z pieczonym w cydrze kurczakiem oraz z sałatą z rukoli i moreli z gorgonzolą i białym vinaigrette. A do tego morelowy switchel z miodem i bazylią. Switchel to napój z dodatkiem octu, w którym kocham się tego lata bardzo – mam nadzieję, że zrobi się kiedyś modny i będzie można napić się go na mieście. Póki co tworzę najróżniejsze wersje domowe, a ta należy do moich ulubionych!

Są tęczowe drinki z owocami, a do nich caprese z truskawek, gazpacho z salsą brzoskwiniową i grzanki z pastą z bobu i fety.

Jest uczta z polskich skarbów – piękny jaś z suską sechlońską i sosem z pieczonego czosnku i cytryny, sałata z serem korycińskim i jogurt z pieczonym rabarbarem, do pary z rabarbarowym drinkiem na bazie tradycyjnej polskiej wódki.

Menu na największe upały, oprócz orzeźwiającego drinka z lemoniadą, przewiduje summer rolls ze świeżymi warzywami, melona marynowanego z miodem i jałowcem, i kilka przepisów na masła smakowe

A jeśli będziecie mieć ochotę na ucztę z prawdziwą klasą niezależnie od warunków, przygotujcie kanapki z szarpaną wieprzowiną aka pulled pork, cytrusową surówką z czerwonej kapusty i sosem z czarnego sezamu, a wszystko popijcie klasyczną whiskey na lodzie.

Oprócz moich przepisów znajdziecie w tym numerze sporo ciekawych wywiadów i artykułów! Aktivist jest bezpłatny i ukazuje się w sześciu polskich miastach (Warszawa, Łódź, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Wrocław), szukajcie go w kawiarniach, restauracjach, klubach i tym podobnych miejscach. A jeśli nie znajdziecie, po przepisy zajrzyjcie do wydania online.