Domowa pasta tahini

Dziś przepis z serii "ciąg dalszy nastąpi", bo pastę tahini, przynajmniej w mojej kuchni, nie bardzo jada się solo. Ponoć niektórzy lubią traktować ją jako smarowidło do pieczywa - zamiennie z masłem orzechowym - ale moim zdaniem jej smak jest zbyt wyrazisty, przez co odrobinę mdlący. Tahini jest tak mocno sezamowa, że zdecydowałam iż nie warto w ogóle szukać dla niej innych odpowiednich epitetów. Dla mnie, mimo mojej prosezamowości, za mocno. Lubię jej zapach - z bezpiecznej odległości - po otwarciu słoiczka, przywodzący na myśl chałwę w ciekawszej niż na codzień odsłonie. I lubię akcent w dressingach, hummusach, marynatach, kremach... wielu z nich sobie bez niej wręcz nie wyobrażam. Taką, widać, musi pełnić rolę - sześć dni w tygodniu stać bidula na półce wśród innych słoików jako jedyna nie budząc we mnie ochoty na wyjadanie paluchem, by siódmego stać się kluczowym elementem przepysznego obiadu, będąc tym właśnie strzałem w dzieiątkę, który uczyni go niezapomnianym.

Pasta tahini

(ok. 1 szklanki pasty)

2,5 szklanki ziaren sezamu
trochę oleju sezamowego (ew. oliwy extra vergine)

Na suchej patelni podprażyć bardzo lekko sezam, tylko tak aby zaczął pachnieć, nie może zmienić koloru (jeśli zbrązowieje, stanie się gorzki). Po lekkim przestudzeniu zmiksować go na gładką pastę* dolewając po trochu olej/oliwę do uzyskania kremowej, nie za rzadkiej konsystencji (u mnie było to ok. 1/4 szklanki). Przełożyć do słoiczka i trzymać w lodówce, może stać tygodniami.

* Prawdopodobnie tylko naprawdę dobry blender/malakser sobie z tym poradzi, ponieważ sezam jest bardzo drobny. Dlatego ja mielę go porcjami w młynku do kawy. Dopiero powstałą "mąkę" blenduję dokładnie z płynami.

Granola z płatkami róży

Wspominałam przy ostatnim omlecie, że bardzo lubię porę śniadaniową. Jako, że zrywanie się z łóżka o nieludzkiej godzinie obecnie chwilowo mnie nie obowiązuje, to (oprócz wstawania znacznie za wcześnie, bo robimy sobie z moim organizmem na złość tradycyjnie) szczególnie doceniam uroki pierwszego posiłku. Wszystko pozostawało jednak w granicach normalności, bez wpadania w obsesje, bez przekonywania samej siebie, że nic dziwnego nie ma w jedzeniu czterech śniadań dziennie. Do czasu upieczenia tej granoli.

Od kiedy rano czeka na mnie słój, po którego otwarciu uwalnia się zapach różanej konfitury z najlepszych pączków, przestaję sobie radzić ze wspaniałością poranków.

Chciałabym móc powiedzieć, że jestem autorką tego genialnego patentu, ale niestety byłoby to po części kłamstewko. Mimo, że sam przepis na granolę stworzyłam od podstaw, bezpośrednią inspiracją do wykorzystania róży był bezbłędny pomysł Heidi Swanson.

Granola z płatkami róży

(ok. 1 litrowy słój)

3 szklanki płatków owsianych
3/4 szklanki zarodków pszennych
1 szklanka otrębów (dowolnych - u mnie żytnie, pszenne i orkiszowe)
1 szklanka orzechów (u mnie migdały i laskowe)
1 szklanka ususzonych płatków róży
3/4 szklanki soku jabłkowego
1/4 szklanki delikatnego miodu
1/3 szklanki rodzynek
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki oliwy (lub w sprayu)

Piekarnik rozgrzać do 130 stopni. W dużej misce wymieszać płatki owsiane, zarodki, otręby i orzechy (można je posiekać). Rozłożyć równomiernie na blasze. Prażyć około 30 minut, do lekkiego zbrązowienia, co 10 minut mieszając. W międzyczasie płatki róży pokruszyć na mniejsze kawałki. W szklance wymieszać miód (jeśli jest w stałej postaci lekko go podgrzać) z sokiem jabłkowym (oraz oliwą, jeśli nie macie w sprayu). Po wyjęciu z piekarnika lekko przestudzić musli z orzechami, przełożyć na nowo do miski, wymieszać z płatkami róży (można dodać teraz 3/4, a resztę po upieczeniu - tym sposobem dodamy trochę koloru, bo w piecu płatki zbrązowieją). Zalać sokiem z miodem, osolić i wymieszać drewnianą łyżką. Ponownie rozłożyć równomiernie na blasze. Spryskać oliwą, jeśli nie dodaliście jej wcześniej do płynów. Wstawić do piekarnika na około 50 minut (co 15 minut mieszając). Po tym czasie wyciągnąć blachę i odstawić do całkowitego ostygnięcia. Wmieszać rodzynki i przełożyć do szczelnego pojemnika. Jeść z czym kto lubi, dla mnie broni się sama i dodaję jedynie zimne mleko. I uwspanialać sobie poranki!